Dzień kobiet – Prezentownik dla mnie

Bardzo lubię Dzień Kobiet i żadne mody na nielubienie tego święta nie są w stanie tego zmienić. W moim rodzinnym domu obdarowywanie kobiet tego dnia prezentami sprawiło, że czułam, że ten dzień jest wyjątkowy i, co najważniejsze, to wyjątkowe być kobietą. Pamiętam, że w Dzień Kobiet do naszego domu zjeżdżali wujkowie, dziadkowie, bliżsi i dalsi przyjaciele, choćby tylko po to, by wręczyć kwiatek i wypić herbatę. Ja tylko na chwilę, życzyć Wam wszystkiego najlepszego, bo lecę dalej, do siostry – kołacze się w mojej głowie, jakby to było wczoraj. Więc być może przez sentyment święto to darzę szczególną estymą i tak jak imienin spokojnie mogę nie obchodzić, tak na Dzień Kobiet chcę coś, cokolwiek, choćby dobre słowo lub… kawę zaparzoną z miłością.

Dziś mężczyźni nie mają czasu kursować od matki do siostry z tulipanami, choć, muszę przyznać z pewnym zadowoleniem, że tuż przed dniem kobiet obserwuję na giełdzie kwiatowej wzmożony ruch, zwłaszcza przy kwiatach w kolorze czerwonym, więc zwyczaj jednak chyba nie zaginie. I dobrze 🙂

A wracając do prezentów.

Kwiaty kupuję sobie sama, w dodatku w takich ilościach, że trudno byłoby komukolwiek pobić mnie w tym kupowaniu. Poza tym nie lubię dostawać kwiatów kupionych z przymusu, bo tak trzeba, bo wypada. Wolę inne dowody miłości <3

Ostatnio mnie ktoś zapytał: A ty, Lisko, co chciałabyś dostać na Dzień Kobiet? I zanim odpowiedziałam swoje standardowe nic, wszystko mam, doszłam do wniosku, że od tak dawna marzę o jednej rzeczy, że może warto wypowiedzieć w końcu to marzenie na głos.

Chciałabym ekspres do kawy.

Od kiedy jako bardzo młoda Liska pojechałam do Włoch i wypiłam tam swoje pierwsze włoskie cappuccino odkrywając, że ekspres, którym go zrobiono był firmy Gaggia, wiedziałam, że to jedyna słuszna firma na pierwszy ekspres do domu. Ta kultowa, stara marka powstała w Mediolanie w latach trzydziestych ubiegłego wieku. I choć pewnie fajnie by było mieć super wypasioną maszynę do kawy, to jestem zwolenniczką małych kroków. Uczenia się, wyciskania wszystkiego, co się da z tego, co się ma. Dlatego zaczęliśmy od klasyka: Gaggia Classic. Czytałam wiele dobrych opinii na temat tego sprzętu, a ponieważ mam w domu Inżyniera, zapalonego baristę-amatora, wiedziałam, że potrzeba nam ekspresu, który będzie wyzwaniem.

Kilka lat temu połknęliśmy kawowego bakcyla i wiele razy pisałam już o przyjemności i radości, jaką dla nas jest wspólne picie kawy, jej przygotowanie, szukanie tego, co lubimy (a wcale nie lubimy tego samego, jak się okazuje. Ja wolę czekoladowe i orzechowe nuty, on woli owocowe i kwaskowe.) I choć nie jesteśmy kawowymi freakami, szanujemy wybory innych i nie krzywimy się (no dobra, ja się nie krzywię) kiedy ktoś z nas zamawia Karmelowe latte w kawiarni, to w domu pijemy najlepszą kawę, na jaką możemy sobie pozwolić.

Przyjechał nasz nowy ekspres do kawy, no i zwariowałam. To był mój prezent na Dzień Kobiet, bo to ja jestem miłośniczką kawy włoskiej, latte macchiato, cappu oraz… perfekcyjnej cremy czyli grubej warstewki na perfekcyjnie zaparzonym espresso, o którym rozpisywałam się kiedyś w tym wpisie. Ale wiedziałam, że ten ekspres najczęściej będzie obsługiwał On.

Jeśli stoicie przed wyborem ekspresu i nie bardzo wiecie, od czego zacząć i gdzie szukać (jak ja latami), polecam Coffee Desk, gdzie można zapytać o wszystko, począwszy od wyboru kawy pod konkretną metodę parzenia, przez wybór młynka, na większym sprzęcie kończąc. To, co odróżnia ten sklep od innych to błyskawiczna obsługa (zawsze miła i rzeczowa), ogromny wybór produktów i to poczucie, że po drugiej stronie siedzi ktoś, kto nas rozumie 🙂

Notatniki, notatniczki, karteluszki i zeszyciki

To jest coś, czego nigdy nie mam dość. W sklepach papierniczych mogłabym spędzać długie godziny (gdybym je miała, ha!). Na szczęście są już sklepy internetowe z tak dobraną ofertą, że właściwie wystarczy powiedzieć: Kochanie, kup mi u nich COKOLWIEK i będzie wiadomo, że prezent będzie trafiony. Czy to będzie wieczne pióro, komplet notesów albo porządny zeszyt do notatek. Polecam sklep Rzeczownik.

Biżuteria

Jeszcze nie mam, jeszcze oglądam, ale wiem, że Pan Inżynier tu zagląda i przeczyta 😉 Cóż, lubię biżuterię i choć nie obwieszam się nią jakoś szczególnie (a może właśnie dlatego), to uwielbiam ją mieć, celebrować, zakładać na specjalne okazje. Ostatnio szczególnie upatrzyłam sobie Rosa Chains. To polska firma, robiąca biżuterię ręcznie, w Polsce. Te projekty są minimalistyczne, ale nie przekombinowane, staranne i wykonane z najlepszych kruszców, np. ze złota. Czyli nie zetrze się z nich „złoto”, kiedy weźmiecie prysznic w łańcuszku 😉

34
Previous Post
Next Post