Noworocznie

Dom, w którym lubię się skryć. Kiedyś to dom moich dziadków na Podlasiu. Pamiętne zimy, kiedy za oknem było minus dwadzieścia i śnieg skrzypiał pod butami. Ocieplone psie budy wypełnione siankiem, kocury, które miały grube, zimowe futro, zapach dymu z komina, który nie kojarzył mi się ze smogiem, a… z domem i miłością. Wystawiałam twarz na zewnątrz, zapraszałam koty do sieni, karmiłam je ciepłym mlekiem i szynką (tak, tak, wiem wiem). Te dni zimowe, w których mogłam w nieskończoność leżeć pod wielką pierzyną i czytać książki albo jeździć na łyżwach po zamarzniętej na kość, rzece. Kiedy moi dziadkowie odeszli, skończyły się tamte słodkie chwile. Czasem o nich śnię, bo wspomnienia są wciąż żywe, choć minęło już tyle lat.

Ale jakiś czas temu, trochę dla mnie niespodziewanie, okazało się, że pod skrzydłami mojej wielkopolskiej Teściowej znalazłam podobny dom i podobne uczucia dziecięcej beztroski i szczęścia. W ciepłym i przytulnym pokoju, gdzie możesz chorować w ciszy i spokoju. Bo w tym roku zorientowałam się, że tak na co dzień, to nie za bardzo można sobie pochorować w spokoju, bo zawsze jest coś… Lubię więc tu uciekać i tak niewiele mi wtedy trzeba.

Życzę Wam (i sobie) w Nowym Roku, żeby każdy z nas miał miejsce, w którym można się bezpiecznie skryć. Gdzie jest miłość i spokój i gdzie zwykła kanapka z leberką (albo pomidorem w sezonie) smakuje lepiej niż największe cuda świata. Niech Nowy Rok przyniesie więcej miłości, zrozumienia i wybaczenia.

 

2
Previous Post