Mleczne i puszyste bułeczki z mlekiem skondensowanym

Upiekłam wczoraj bułeczki i miałam zamiar zrobić im zdjęcia, żeby dziś wstawić je na bloga i podać przepis, bo wyszły świetnie, ale… nie zdążyłam, bo moja rodzina zjadła je, nim zdążyłam powiedzieć: chwileczkę! Ha! Dzieci jadły bułeczki, przekrojone na pół, posmarowane masłem i dżemem z działkowych wiśni, a ja myślałam o tym, że być może to wspomnienie i ten smak wejdzie do repertuaru ich wspomnień z dzieciństwa. Wspomnień, które wracają do nas w dorosłym życiu, w których czasem chcemy się skryć.

Wieczorami, w te dni, kiedy jest mi szczególnie smutno, kładę głowę na miękkiej poduszce, okrywam się puchową kołdrą, zamykam oczy i wracam do chwil beztroski. Do smaków, zapachów, kochających ramion, które tuliły mnie, kiedy chciałam sobie popłakać. Ach, schować się w czyichś ramionach oplatających nas tak szczelnie, że prawie nie było nas widać. Ramionach, które chronią i są jak tarcza przed całym złem tego świata.

Wieczorami wymieniam się esemesami z ludźmi bliskimi memu sercu. Ludźmi, którzy mają podobne wartości, rozumieją, co do nich mówię, rozumieją moje rozkminy i wątpliwości. „Możesz gadać?” – pytają czasami. „Dawaj!” odpowiadam i już wiem, że przez najbliższe półtorej godziny nie zasnę i pójdę spać po północy.

W tych czasach ogólnego chaosu, podziałów na wszystkich frontach, czytam książki o historii i widzę, jak wiele zmian przetacza się przez świat falami. Jak tsunami, którego nie sposób w żaden sposób zatrzymać. Czuję smutek.

Patrzę na moje małe dzieci, które się bawią, śmieją, tańczą, budząc mnie rano z niezmiennym „kocham cię, mamusiu!” i czuję, że najważniejsze to dać im ciepło, bliskość, bezpieczeństwo i bezwarunkową miłość. To dawanie daje mi siłę, by budzić się rano i nie zwariować. Chcę, żeby czuły się jak ja, kiedy miałam pięć lat i uciekałam przed ciemnością w ramiona Babci, która zawsze umiała mnie pocieszyć i ukoić dobrym słowem. A na końcu zawsze pytała: „To co teraz razem ugotujemy, Elizko?”. Jej już dawno nie ma, ale wspomnienia tych chwil i tamtych dań wciąż są dla mnie jak tratwa na środku oceanu.

Upieczecie te bułeczki? Z kimś bliskim albo dla kogoś bliskiego albo po prostu dla samego siebie. Żeby zjeść je jeszcze ciepłe, przekrojone na pół, z roztapiającym się masłem. Miksery są super, ale ja, kiedy chcę, żeby odpoczęła głowa i uspokoiły się myśli, zagniatam ciasto ręcznie. Taka mała medytacja.

Dziś upiekłam nowe, żeby zdążyć zrobić im zdjęcia.

 

Mleczne puszyste bułeczki

Mięciutkie, puszyste, lekko słodkie. Idealne do masła i dżemu lub miodu.

Składniki

  • 300 g mąki pszennej (używam zwykle pół na pół mąki chlebowej typ 750 i mąki do ciast typ 550)
  • 20 g świeżych drożdży
  • 100 g wody
  • 70 g mleka
  • 1 płaska łyżka słodzonego mleka skondensowanego
  • 1 łyżka bardzo miękkiego masła
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 1/2 jajka (jajko rozbij do miseczki, wymieszaj, następnie odlej połowę. Drugiej połowy możesz użyć do posmarowania bułeczek)
  • opcjonalnie: 1 łyżeczka słodzonego mleka skondensowanego wymieszana z 2-3 łyżkami wody, do posmarowania bułeczek (jeśli nie smarujesz ich jajkiem)

Przepis

  1. Mąkę wsyp do miski. Drożdże wymieszaj z wodą i odstaw na 10 minut, następnie wlej je do mąki, dodaj mleko, mleko skondensowane, masło, sól i pół jajka i zagnieć gładkie ciasto. Możesz zrobić to ręcznie lub mikserem.
  2. Uformuj z ciasta kulę, przełóż ją do miski, przykryj folią lub ściereczką i odstaw na 40-60 minut, aż podwoi objętość.
  3. Piekarnik nagrzej do 200 st C, blachę wyłóż papierem do pieczenia.
  4. Z ciasta uformuj niewielkie bułeczki (powinno Ci wyjść 6-8 małych bułeczek), ułóż je na blasze i odstaw do wyrastania na 20-30 minut. Kiedy podrosną, posmaruj je rozbełtanym jajkiem LUB mlekiem skondensowanym wymieszanym z wodą.
  5. Wstaw blachę z bułkami do piekarnika, zmniejsz temperaturę do 180 st C i piecz 15-16 minut.
  6. Po upieczeniu posmaruj resztką mleka skondensowanego wymieszanego z wodą (opcjonalnie) i poczekaj, aż ostygną.
  7. Smacznego!
13
Previous Post
Next Post