Jamie Oliver „Razem”* – Recenzja książki i przepis na czosnkowy chlebek

Ach, Jamie… Pamiętam czasy, kiedy zaczynał, a ja z wypiekami na twarzy czekałam na jego nowe programy i książki. Jamie to, Jamie tamto… To był pierwszy kucharz-celebryta, który był normalny, zwyczajny, ludzki. Raz ładny, raz brzydki, raz zmęczony, raz wyspany. Grubszy, chudszy, wesoły, smutny. Zawsze czytałam ostatnie strony w jego książkach, w których dziękuje każdemu z osobna za wkład pracy, jaki zrobił dla jego firmy, publikacji czy restauracji. Niektóre książki to ze sto osób zaangażowanych w cały proces. Możemy mu tylko pozazdrościć.

Mam do niego słabość, bo pamiętam, kiedy rodziły się jego dzieci (ma ich piątkę). Niektóre z nich są mniej więcej w wieku moich córek, więc obserwowałam i zastanawiałam się nad tym, że pewnie ma podobne problemy i podobne rozkminy. Pamiętam jego początki z Jools, jego żoną, a potem jej ukradkiem ocierane łzy, które uchwyciła kamera, kiedy on znowu wyjeżdżał w jakąś kulinarną podróż, a ona zostawała sama na posterunku z bobasami. Pamiętam to, wydaje mi się, że rozumiałam te uczucia.

Mam prawie wszystkie książki, które wydał. Właśnie ukazała się kolejna*, „Razem”. Książka na czas pandemii, która powstała pewnie trochę pod jej wpływem. Na pewno dla wielu z nas bycie razem i wspólne spożywanie posiłków jest niezwykle cenną wartością. Dla mnie z całą pewnością tak jest. Kocham wspólnie biesiadować, gotować, siedzieć do rana przy stole i spędzać czas z bliskimi. To daje mi radość i siłę.

Jamie miał lepsze i gorsze książki, ale ta to trochę taki (pozytywny!) powrót do początków. Fajne dania z twistem. Dla rodziny albo przyjaciół czy znajomych. Dania, którymi można się dzielić, ale które można też przygotować wcześniej, a później sobie podgrzać. Proste, kojące, ale – i to pragnę podkreślić – to książka Brytyjczyka, który ma dostęp do delikatesów, w których jest np. „samorosnąca mąka”, „kasztany pakowane próżniowo”, „racuszki drożdżowe crumpet” i tym podobne rzeczy. Nie ma tego bardzo dużo, ale warto wziąć to pod uwagę, zanim kupicie książkę. Wiem z własnego doświadczenia, że jeśli na początku człowiek otworzy książkę na przepisach ze składnikami, które trudno dostać, może mieć chęć rzucić ją od razu w kąt, a tymczasem… warto dać jej jednak szansę i przejrzeć dokładniej. Bo prawda jest taka, że wiele przypraw można kupić online, a inne składniki można zastąpić lub pominąć. Ja jestem zwolenniczką kombinowania, eksperymentowania, zastępowania tego, czego nie mam pod ręką. Kuchnia to dla mnie plac zabaw a nie laboratorium:) Tu jest 120 przepisów, więc jest w czym wybierać.

Jeśli czujesz, że brakuje Ci pomysłów na obiady i ciągle robisz to samo, książka „Razem” może Ci przypaść do gustu. Podzielono ją na rozdziały, a w każdym jest kilka dań z deserem. I tak, np. Bankiet na ostatnią chwilę to przepisy na ekspresowe antipasti, szybki szykowny makaron i tost francuski na panettone z brzoskwiniami, polewą czekoladową i lodami. Jest Wieczór Curry, a w nim: aromatyczne curry z dyni, złocisty panir, wędzony daal z bakłażana, puszysty ryż kokosowy, fenkułowe chlebki naan, siekana sałatka, marchewkowa raita i chutney z mango oraz mrożony jogurt o smaku mango z miętą. Bardzo mi się spodobały pomysły na Elegancką prostotę, a w niej sałatka z pomarańczą i fenkułem, pieczony turbot, fantazyjny sernik z czarną porzeczką.

Ja, na pierwszy ogień, wzięłam przepis na „Przepyszny chlebek czosnkowy”. Jeśli lubisz ciepłe czosnkowe bułeczki, to ta propozycja może Ci przypaść do gustu. Ja zrobiłam je z połowy porcji, a i tak spokojnie się nimi najedliśmy. Użyłam sera ricotta, ale myślę, że każdy kremowy będzie tu w porządku.

Tak wyglądały upieczone przeze mnie bułeczki:)

Razem
Jamie Oliver
Zdjęcia: David Loftus, Levon Biss, Paul Stuart
Polskie wydanie: Insignis, w tłumaczeniu: Moniki Skowron
Cena okładkowa: 79,90 zł

*Dziękuję Wydawnictwu Insignis Media za egzemplarz recenzencki książki 🙂

0
Previous Post
Next Post