Brownie z PRL-u

Tyle wspomnień mam z tym ciastem. To pierwsze, jakie nauczyłam się piec. A potem piekłam je też podczas zajęć praktyczno-technicznych w szkole. Czy ktoś jeszcze pamięta te zajęcia? Te sale z kuchenkami gazowymi, listy składników notowane na tablicy, a potem gotowanie, pieczenie i gadanie. Lubiłam te lekcje, aż żal, że dziś ich już dzieciaki nie mają w szkole. Bo to nie tylko praktyczna nauka czegoś konkretnego, co się mogło w życiu przydać, ale też miło spędzony czas. Oczywiście pod warunkiem, że nauczyciel był w porząsiu.

Wracam do tego ciasta szczególnie jesienią i szczególnie ostatnio, bo odkryłam, że moje trzy córki najchętniej jedzą ciasta „foremkowe”, najlepiej bez owoców, bez rodzynek, bez orzechów, bez niczego najlepiej. W to mi graj. Najlepiej jakiś bananowiec ugnieciony widelcem w jednej misce, a czasem nawet w foremce, żeby jak najmniej naczyń zabrudzić.

Kiedy opowiadam moim dzieciom, że kiedyś moim ulubionym deserem był kogel-mogel z kakao to dziwi się ta najstarsza. Ta średnia mówi: Mamo, to też mój ulubiony deser!

Brownie z PRL-u, dawniej „murzynek”, jedno z najprostszych, najłatwiejszych ciast, pod warunkiem, że nie wmieszasz jajek do gorącej masy (bo wtedy zakalec murowany). Wiem, co mówię. Jako dziecko byłam zbyt niecierpliwa, żeby poczekać aż trochę przestygnie, więc zakalce miałam niemal bez przerwy. Miałam wtedy 10 lat, więc wybaczam to sobie. Od tamtej pory trochę się nauczyłam i spokorniałam, więc zakalców zaliczam jakby mniej, choć… czasem nadal poniesie mnie ułańska fantazja i chęć eksperymentowania.

Dobrze, do rzeczy. Przepis jest prosty, choć w porównaniu z pierwowzorem znacznie zmniejszyłam ilość cukru (kiedyś dawałam 400 g!). Trzeba tylko pamiętać, że ilości cukru nie można zmniejszać w nieskończoność, bowiem chodzi o to, żeby polewa mogła odpowiednio zgęstnieć i się skarmelizować.

Brownie z PRL-u

Składniki

  • 250 g masła (kiedyś to była margaryna, ale dziś wolę używać masła)
  • 200 g cukru
  • 100 ml wody (lub 100 gramów, to tyle samo 🙂 )
  • cukier waniliowy (kiedyś to był olejek np rumowy, dziś wolę cukier z prawdziwą wanilią)
  • 3 jajka
  • 3 czubate łyżki ciemnego kakao
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 300 g mąki pszennej
  • do wysmarowania i obsypania foremki: masło i tarta bułka

Przepis

  1. Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia.
  2. Formę smarujemy masłem, obsypujemy tartą bułką.
  3. Piekarnik nagrzewamy do 180 st C.
  4. Do garnka wkładamy masło, cukier, kakao, wanilię, wlewamy wodę i podgrzewamy na małym ogniu do czasu, aż się cukier rozpuści. Mieszamy, żeby masa się nie przypaliła ani nie przykleiła do dna gara. Odlewamy z tego pół szklanki – to będzie polewa.
  5. Resztę studzimy. Naprawdę studzimy. Jak będzie miało temperaturę pokojową, dodajemy jajka, dokładnie mieszamy (nie trzeba miksować), następnie dodajemy mąkę z proszkiem, dokładnie mieszamy. Wlewamy do keksówki (keksówka powinna mieć pojemność około 1 kg. Innymi słowy – to ma być średniej wielkości keksówka, pamiętaj, że ciasto rośnie, więc musi mieć trochę miejsca. Możesz je też upiec w tortownicy albo formie do babki „z kominkiem”).
  6. Wstawiamy ciasto do piekarnika i pieczemy 50-60 minut (czasem dłużej – wbij drewniany patyczek do szaszłyków w środek ciasta i zobacz, czy jest suchy czy oblepiony ciastem. Jeśli jest suchy to znak, że ciasto jest gotowe).
  7. Wyjmij z piekarnika, ostudź, polej polewą (jeśli jest bardzo gęsta, możesz ją delikatnie podgrzać, ale ja raczej tego nie robię). Jak zastygnie – gotowe, smacznego!
0
Previous Post
Next Post