W osiemdziesiąt dań dookoła grilla

Kiedy zimą chciałam poprawić sobie humor, oglądałam w telefonie zdjęcia naszej miejskiej działki, na której w sezonie spędzamy wszystkie wolne chwile. Kiedy pogoda sprzyja, pakujemy dzieci i jedziemy. Moje córki, nawet jeśli nakarmimy je tuż przed wyjściem z domu, kiedy wchodzą na działkę, wypowiadają magiczne: “Mamo jestem głodna”. Nadeszła upragniona wiosna, a wraz z nią sezon grillowy:) Przyznaję, że kiedyś nie byłam dziewczyną lubiącą grilla, a w każdym razie nie wyobrażałam sobie, że będę chciała go mieć.

Kiedy kupiliśmy działkę, na początku woziliśmy koszyki z jedzeniem – kanapki, tarty, napitki. Potem na działce pojawiła się niewielka płyta grzewcza, która rozgrzewała się wieki całe. Następnie kupiliśmy miniaturowego grilla, ale na nasze potrzeby okazał się trochę za mały. No i był grillem węglowym, a my nie zawsze mieliśmy czas albo nie pamiętaliśmy o tym, żeby dokupić węgiel nim dojedziemy na działkę.

Podczas prowadzonych przeze mnie kiedyś warsztatów, poznałam Ewę i jej syna, Michała, którzy zajmują się sprzedażą tych urządzeń i pamiętam, że po rozmowie z nimi (kiedy ja uważałam, że grill służy tylko do mięsa, a oni mieli odmienne zdanie), wróciłam do domu i zaczęłam się zastanawiać nad tym, co takiego można by zrobić na grillu. Wtedy jednak nie miałam nawet gdzie go postawić, więc temat odłożyłam na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Ale kupiliśmy działkę, zaczęliśmy na niej spędzać wszystkie wolne chwile i temat powrócił. A ja wróciłam z tematem do Ewy i Michała, który doradził mi, co wybrać. Początkowo upierałam się przy grillu węglowym, ale on zasugerował mi wybór gazowego. Domowe debaty trwały dosyć długo, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na model Baron 490 marki Broil King.

Grill trafił do nas na początku sezonu, chyba w kwietniu. Żadne z nas nie miało wcześniej do czynienia z poważnym grillowaniem, więc na początku grillowaliśmy proste rzeczy: kiełbaski czy warzywa, ale sprawdziła się tu stara prawda, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i z każdym kolejnym tygodniem nasze pomysły były coraz bardziej… wymyślne. Już koło środy planowaliśmy, co będziemy gotować w weekend, bo weekend to u nas zwykle czas na działkę. Wieźliśmy więc koszyki z przygotowanym na grilla jedzeniem i nauczyliśmy się wyciskać z niego wszystko, co się da.

Najpierw czekała nas wyprawa po butlę gazową. Ha! Ja chciałam małą, sprzedawca w sklepie radził wziąć dużą, bo łatwiej ją będzie napełnić na wielu stacjach benzynowych. Wzięliśmy więc dużą (11 kg). Wystarczyła nam na cały sezon grillowy, który skończył się u nas gdzieś pod koniec października.

Obiecałam sobie, że wrażenia z naszego działkowego grillowania opiszę na spokojnie po całym sezonie grillowym. Że również wtedy opiszę naszego grilla (o który padały pytania, ilekroć pojawiał się ten temat na Instagramie). Ponieważ kierownikiem grilla jest mój małżonek, postanowiłam, że każde z nas podzieli się własnymi uwagami na temat tego urządzenia.

Przede wszystkim dziś już nie uważam, że grill to tylko kiełbasa i żeberka. Jeśli o mnie chodzi, jestem fanką marynowania jedzenia zanim zaczniemy je grillować, szczególnie, jeśli zamierzamy grillować ryby, drób czy inne mięso. Zazwyczaj dzień wcześniej przygotowuję marynatę, a w weekend zabieramy ze sobą wszystko na działkę. Nasze grillowanie to zazwyczaj obiad dla 4 dorosłych osób i dwójki dzieci (prawie trójki, to najmłodsze jeszcze z grilla nie korzystało).

Model, jaki mamy to Baron 490 i jest to wersja z kuchenką boczną i rożnem. Po wszystkie detale i info techniczne odsyłam do strony polskiego dystrybutora. Ja skupię się na odczuciach użytkownika.

Rożen

Świetna rzecz!  Wprawdzie potrzeba około 2 godzin, by kurczak był gotowy, ale świadomi tego faktu, przygotowujemy go po prostu wcześniej, zanim jesteśmy pioruńsko głodni. Zazwyczaj dzień wcześniej przygotowuję kurczaka: solę go, nacieram przyprawami, np majerankiem czy słodką papryką w proszku, odkładam na noc do lodówki, a na drugi dzień zabieramy ze sobą na działkę i tak przygotowany wędruje na rożen.

Boczny palnik gazowy

Żałuję, że w tym modelu jest tylko jeden, ale to i tak bardzo pomocna funkcja: najczęściej gotujemy na nim np ziemniaki lub podgrzewamy jedzenie na patelni lub w garnku. W razie potrzeby można na nim zagotować też wodę w czajniku lub garnku.

Kamień do pieczenia pizzy i inne akcesoria

Jako dodatek, ale korzystaliśmy z niej piekąc małe podpłomyki. Można piec także pizzę, ale wymaga to pewnej wprawy – warto pamiętać, że w cieple lata ciasto szybko rośnie, więc trzeba mieć je gdzie przygotować.

Z akcesoriów dodatkowych mamy też wąski wok do grillowania, z którego korzystamy, piekąc np. soczyste, delikatne warzywa oraz kosz do grillowania ryb.

Regulacja temperatury

Termometr i możliwość precyzyjnej regulacji temperatury za pomocą pokręteł.

Dwustronny ruszt żeliwny

Łatwy w utrzymaniu czystości, a grillowaliśmy na nim różne rzeczy: od kiełbasek, przez ryby, warzywa, na piankach marshmallow kończąc.

Kilka słów na koniec

Zalety: grill gazowy błyskawicznie się nagrzewa, łatwo czyści, w miarę łatwo utrzymać w nim pożądaną temperaturę.

Wady: małe kółka. Jeśli rozważasz kupienie grilla, który będzie jeździł po ogrodzie, polecamy któryś z modeli z większymi kołami.

Reasumując: jeśli dziś mnie ktoś pyta, czy lubię grilla, odpowiadam zdecydowanie: tak. Kiedy pod koniec sezonu skończył nam się w butli gaz i wiedzieliśmy, że to koniec grillowania aż do wiosny, jedliśmy na działce kanapki i… czegoś było nam brak 😉 Przyzwyczailiśmy się (i nasze dzieci) do tego, że po całodziennym szaleństwie na świeżym powietrzu, jemy wspólnie coś ciepłego. Nasz sezon trwa jakieś 5-6 miesięcy, podczas których używaliśmy grilla i gdybym dziś miała znowu podejmować decyzję, wybrałabym prawdopodobnie tak samo.

No i opinia Wojtka

No dobra, ja wcale nie chciałem dużego grilla, tym bardziej gazowego. Bo ciężki, bo wielki i zajmuje dużo miejsca, a my wcale nie jesteśmy jakimiś wielkimi fanami grillowania. Tak było – przyznaję się. A potem przyjechał grill, a ja przytachałem tę wielką butlę z gazem z marketu budowlanego. Podłączyłem, uruchomiłem i bach! Już? A gdzie frajda przy rozpalaniu, dmuchanie, polewanie rozpałką?

A potem zacząłem grillować. Na początku kiełbaski, warzywa, pieczywo z czosnkiem. Kolejnym razem ryby w specjalnym koszyku i “poważne” mięso. A to znowu burgery albo kurczaka z rożna (tak, jest rożen!). I przepadłem! Ten grill mnie oczarował, a to że jest gazowy stało się największą zaletą. Nie kopci, rozpala się natychmiast, za dotknięciem palca. Temperatura idealnie daje się regulować oraz, co dla mnie ważne, szybko i łatwo się czyści. Ma też z boku palnik gazowy, na którym gotujemy ziemniaki, ryż, czy kukurydzę.

12 komentarzy
Poprzedni
Następny