Ulubieńcy marca: dla ciała i domu, niekulinarne

Dziś o czymś dla ciała i domu, o moich ulubieńcach marca. Wiosna to zawsze czas, w którym najchętniej bym się przeprowadziła albo chociaż przewróciła dom do góry nogami 😉 Przestawiam, porządkuję, szoruję, prasuję. Chyba nigdy nie mam tyle energii do takich działań, co teraz.

Naturalne kosmetyki Made in Poland (1, 2, 7)

Bardzo lubię kosmetyki pielęgnacyjne. Nie jestem jakimś freakiem próbującym wszystkich dostępnych nowości, gdyż po pierwsze brak mi czasu (przy trójce dzieci, które ZAWSZE wkraczają do łazienki, kiedy słyszą, jak otwieram szafkę z kosmetykami pytając, co to), a po drugie jakoś szkoda mi pieniędzy na coś, co użyję raz czy dwa. Kiedy byłam nastolatką, nauczyłam się, że umiar w stosowaniu tego, co kładzie się na twarz, bardziej mi służy niż nadmiar i tego się trzymam. Wiem też już, że nie wszystkie kosmetyki naturalne są dla mnie dobre, a bo coś szczypie albo się klei. Tym, które się sprawdziły jestem wierna, choć lubię je zmieniać. A to moje ostatnie sprawdzone hiciory:

  • Make me bio krem różany (2)
  • Mokosh krem pod oczy (7)
  • Simple as that dezodorant w kremie (1)

Pokochałam przede wszystkim krem różany. Mam cerę delikatną i choć bezproblemową, to po zimie przesuszoną i wrażliwą. Może to moja słabość do zapachu róży, a może po prostu ten krem jest tak dobry, że zdarza mi się posmarować nim nawet moje dzieci. Nie szczypie, nie uczula, naturalny i delikatny. Krem pod oczy wybrałam, bo zawiera zieloną herbatę, a ja mam słabość do tego składnika. Delikatny, mały, w szklanym słoiczku. Podobnie jak dezodorant w kremie, który jest świetną alternatywą dla dezodorantów w kulce czy w kamieniu.

Przy okazji polecam sklep internetowy, w którym przed zakupami można się poradzić: skladprosty.pl

Lny (3)

Lumio (3) i jej nowe obrusy w kolorze lasu. Pisałam już kiedyś o Ani, która w małej, rodzinnej manufakturze, produkuje lniane obrusy, zasłony czy serwetki. Od tamtej pory Lumio dostało wiele nagród (m.in. MUST HAVE na Łódź Design Festival), a jej praca została doceniona również zagranicą, gdzie jej obrusy czy zasłony występują na sesjach zdjęciowych w magazynach wnętrzarskich.

Niby można pójść do sklepu i kupić obrus lniany, ale… to nie jest to samo, co szyje Ania. Te są miękkie, ale niezbyt przezroczyste. Delikatnie gniecione, w niesamowitych kolorach. Lumio zdobywa kolejne nagrody, a ja kibicuję. Naprawdę nikt nie wymyśla takich kolorów lnu jak ona.

lumio.eu

Lola y Lolo (4)

Narzuta w kolorze purpurowym (4) – to już druga narzuta od dziewczyn z Wielkopolski. W domu, gdzie są córki, kolorowe welury zawsze są na fali. Uwielbiam za jakość materiału i perfekcyjne wykonanie.

lolaylolo.com

Steamaster (5)

Nie cierpię prasować. Ale lubię mieć wyprasowane 🙂 Steamastery (5) widywałam regularnie podczas sesji zdjęciowych, gdzie pracowały sukienki albo obrusy. Dopiero, kiedy zobaczyłam je w rękach zawodowców, doszłam do wniosku, że być może to fajna rzecz i dla mnie.

Mąż jest sceptyczny i twierdzi, że lepiej i szybciej prasuje żelazkiem. Ja prasuję steamasterem, bo sprawia mi to przyjemność i mnie relaksuje. W dodatku wyprasowane w ten sposób rzeczy ładnie pachną.

Trzeba pamiętać, że to urządzenie, które ma za zadanie odświeżyć garderobę, więc jeżeli chcecie perfekcyjnie wyprasowanych ubrań na galę… wybierzcie żelazko.

Ja prasuję nim przede wszystkim delikatne rzeczy oraz obrusy, odświeżam też koszule czy spodnie na co dzień wiszące w szafie. No i zasłony. Mam obsesję prasowania (już powieszonych) zasłon. Ja mam model EM-303.

steamaster.pl

Elfa (6)

System mocowania półek. Zacznę może od tego, że w naszym domu książki pojawiają się szybciej niż grzyby po deszczu. I choć regularnie robię w nich porządek i rozstaję się z tymi przeczytanymi lub niechcianymi, to jednak uporządkowanie ich stanowi pewne wyzwanie.

W pokoju mamy regał wysoki na ponad 3 m, szeroki na całą ścianę (ok. 5 m) – zapełniony książkami po brzegi. Oprócz tego kilka półek i… stosy to tu, to tam. Tym razem chcieliśmy zrobić porządek z książkami młodszych córek. Pierwszą myślą była Ikea, ale nic konkretnego nie wpadło nam w oko. I wtedy Pan Inżynier przypomniał sobie o systemie półek, które w jego rodzinnym domu montował ojciec, też inżynier 🙂

Chciałam coś solidnego, nie chciałam uginających się pod ciężarem książek, półek. Nie chciałam też dodatkowego regału. Ponieważ działamy szybko i „od ręki”, wymierzyliśmy ścianę, zapakowaliśmy dzieci do samochodu i pojechaliśmy na zakupy. Nie minęła pewnie godzina, a Pan Inżynier stał z wkrętarką przy ścianie i montował półki.

Teoretycznie jest to system, który najlepiej sprawdzi się w budowaniu garderoby. Jeśli nie lubicie widocznych na ścianie metalowych szyn, zapewne nie jest to propozycja dla Was.

Ja jestem zadowolona z tych półek również dlatego, że w zależności od potrzeb, można zmienić ich położenie. Na 2 długich półkach stoi teraz u nas pewnie ok. 300 książek, a półki wiszą stabilnie, nie uginają się pod ciężarem.

elfa.com

/zdjęcia pochodzą ze stron producentów wymienionych w tekście/
6 komentarzy
Poprzedni
Następny