Delhi, Indie: Street Life

Dzie艅 dobry, wita Was z Delhi Wasz korespondent 馃檪
Po kilku pi臋knych dniach w Varanasi, kiedy wyje偶d偶aj膮c uroni艂am nawet 艂z臋 za lokalnym panem herbaciarzem, uda艂am si臋 do Allahabadu. Po raz pierwszy mia艂am okazj臋 jecha膰 indyjskim poci膮giem. Mimo 偶e podr贸偶owa艂am w dzie艅, przedzia艂 w kt贸rym by艂am, sk艂ada艂 si臋 z dw贸ch pi臋trowych 艂贸偶ek.
W Indiach jest osiem rodzaj贸w miejsc w poci膮gach – od najta艅szych, nienumerowanych i nie podlegaj膮cych rezerwacji, gdzie ludzie siedz膮, stoj膮 i le偶膮, po pierwsz膮 klas臋, gdzie podr贸偶uje si臋 w zamykanych przedzia艂ach, w kt贸rych serwuj膮 jedzenie.
Pomi臋dzy tymi dwoma klasami, jest jeszcze sze艣膰 pozosta艂ych, o kt贸rych mo偶e innym razem.  

Podekscytowana niezwyk艂膮 podr贸偶膮 poci膮giem, wysiad艂am na koszmarnym dworcu w Allahabadzie. Temperatura przekracza艂a 41 st C, 偶aden z rikszarzy na dworcu nie mia艂 poj臋cia, gdzie jest m贸j hotel. Zrezygnowana podchodzi艂am do kolejnych i kolejnych rikszarzy, plecak ci膮偶y艂 mi niemi艂osiernie, po plecach sp艂ywa艂y strumienie potu.
Po dobrych dwudziestu minutach, znalaz艂am 偶uj膮cego betel (to taka lokalna przegryzka, kt贸ra barwi usta i z臋by 偶uj膮cego na purpurowy kolor) policjanta, kt贸ry powiedzia艂, 偶e m贸j hotel jest po drugiej stronie dworca, wi臋c tamci rikszarze by膰 mo偶e mi pomog膮.
Owszem, pomogli.
Dojecha艂am do najbardziej obskurnego i przera偶aj膮cego hotelu, jaki mo偶na sobie wyobrazi膰. Noc膮 nie przechodzi艂 tamt臋dy pies z kulaw膮 nog膮, ja spa艂am przy zapalonym 艣wietle i zastanawia艂am si臋, czy w razie nocnego pukania do drzwi, jestem w stanie przesun膮膰 w ich kierunku rozlatuj膮c膮 si臋 meblo艣ciank臋, kt贸ra pami臋ta zapewne m艂odo艣膰 Paula McCartney’a.
Pobyt w tym okropnym miejscu pomin臋 milczeniem. Tam nauczy艂am si臋 pokory i prze偶y艂am prawdziwy podr贸偶niczy „zjazd” do tego stopnia, 偶e marzy艂am o powrocie do domu.
Pierwszy i ostatni raz tak g艂upio zaufa艂am przewodnikowi Lonely Planet, a zdaje si臋, 偶e kto艣, kto pisa艂 na temat Allahabadu, nie ruszy艂 si臋 ze swojego hotelu dalej ni偶 na 300 m.
Na miejscu pozby艂am si臋 i gazety BBC Good Food India, kt贸r膮 zamierza艂am wie藕膰 do Polski i po艂owy przewodnika oraz paru ubra艅. Wyjmowa艂am kolejne rzeczy z plecaka i my艣la艂am Hmn… czego by tu si臋 pozby膰….

Mam tak du偶o do opowiadania, 偶e naprawd臋 nie wiem, od czego zacz膮膰.
Powiem tylko tyle, 偶e ucz臋 si臋 pokory i cieszenia si臋 np. oknem w pokoju hotelowym – wiele z nich jest okien pozbawionych (pisz臋 to po dw贸ch dniach sp臋dzonych bez okna, patrz膮c na 艣wiat przez brudn膮 szyb臋, ale za to si臋gaj膮c膮 od 艣ciany do 艣ciany 馃檪
Podr贸偶 z Allahabadu do Delhi zaplanowa艂am sobie samolotem – bilety lotnicze bywaj膮 tu bardzo, bardzo tanie. Dojazd do lotniska z rikszarzem, kt贸ry po drodze usi艂owa艂 mnie sze艣膰 czy siedem razy zostawi膰 m贸wi膮c, 偶e to jest tu, trwa艂a prawie dwie godziny. Tu uczy艂am si臋 asertywno艣ci.
Wielu rikszarzy i taks贸wkarzy udaje, 偶e nie m贸wi po angielsku. Kiedy jest im tak wygodniej. Nie inaczej by艂o z moim rikszarzem, ale by艂am tak zdesperowana i zdeterminowana, 偶e w pewnym momencie si臋 podda艂 i zawi贸z艂 mnie pod wej艣cie do najbardziej strze偶onego lotniska 艣wiata (w 偶yciu nie widzia艂am na lotnisku tyle wojska).
Siedzia艂am tam bite pi臋膰 godzin jako jedyny pasa偶er jedynego lotu.
„Snack-bar” otworzono w ostatniej godzinie mojego letargu tam偶e i uda艂o mi si臋 napi膰 jednej z najlepszych herbat w mej historii indyjskiej. Dobre i to 馃檪

Kiedy dojecha艂am do Delhi czytaj膮c po drodze w przewodniku, 偶e oto wybieram si臋 do najbardziej niebezpiecznej dzielnicy, w kt贸rej grasuj膮 handlarze narkotyk贸w, mia艂am ochot臋 p艂aka膰.
Ale kiedy wesz艂am do hotelu, gdzie opr贸cz mnie byli inni ludzie (dodam, 偶e od czasu Varanasi nie widzia艂am bia艂ej twarzy), mia艂am ochot臋 ta艅czy膰 ze szcz臋艣cia.
Postanowi艂am odespa膰 nieprzespane allahabada艅skie noce i nabra膰 si艂 do dalszej wyprawy.

Bez wzgl臋du na ilo艣膰 teorii i dobrych rad, jakie us艂ysza艂am kiedy艣, zmierzenie si臋 z lokaln膮 rzeczywisto艣ci膮 jest lekcj膮 pokory, podczas kt贸rej naprawd臋 wiele mo偶na si臋 o sobie dowiedzie膰. Tu wszystko wygl膮da inaczej ni偶 sobie wyobra偶amy, na wszystko trzeba bra膰 poprawk臋, a z艂o艣ci膮 i frustracj膮 niczego si臋 nie wsk贸ra.
Ciesz臋 si臋 te偶 indyjskim jedzeniem – wci膮偶 nie mam go do艣膰. Jem raz, czasem dwa razy dziennie. Jest tak gor膮co, 偶e nie ma si臋 ochoty na wi臋cej. Ale za to jem dobrze i tanio. Jedzenie na ulicy jest pyszne, cho膰 bior膮c pod uwag臋 nasze standardy czysto艣ci, lepiej omija膰 je z daleka. Ja nie omijam. Id臋 tam, gdzie jest najwi臋cej miejscowych. To znaczy, 偶e tam najlepiej karmi膮.

Pozdrawiam Was najcieplej jak potrafi臋. Id臋 wygoni膰 go艂臋bia, kt贸ry w艂azi mi przez okno.
Do przeczytania!
Liska

30 komentarzy
Poprzedni
Nast臋pny