Siła ziół

Zioła są trochę jak wiedza tajemna, choć przecież na wyciągnięcie ręki. Nasze babcie wiedziały, gdzie szukać młodych liści pokrzywy i jak suszyć kwiaty rumianku. Kiedy ja byłam dzieckiem, moja babcia zbierała dziki szczaw na zupę, uprawiała w ogródku miętę, a w kuchni trzymała duży słój z kwiatami lipy. Nie było „suplementów diety” na wszystko, więc wiele dolegliwości leczono w ten sposób i było to naturalne i zwyczajne. I kiedy dziś o tym pomyślę, trochę mi żal, że jeszcze nie potrafię wybrać się na łąkę i nazrywać ziół, bo zwyczajnie się na tym nie znam, niestety. O ile w kwiatach jestem dość biegła, bo wiadomo – ogródek, działka i szał zakupów w sklepie ogrodniczym, o tyle zioła są dla mnie wiedzą tajemną. Obiecuję sobie jednak od dawna, że to się zmieni. Zawsze kiedy spaceruję po polskim wybrzeżu napawając oczy pięknem łąk, czuję, że między tymi wszystkimi kwiatami są skarby, które mogłabym teraz zebrać, żeby zimą wykorzystać je przy różnych dolegliwościach. Dobrze wiem, jak trudno dziś o kupienie prawdziwego syropu z malin i może wypadałoby po prostu zrobić własny?

Nie lubię leków i suplementów. Nie łykam ich „na wszelki wypadek”. Nie wierzę reklamom, ale wierzę w siłę ziół. Pamiętam domowe sposoby leczenia przeziębienia czy lekkich oparzeń, ale mam w głowie też ziołowe kuracje zapisywane mi przez lekarza medycyny chińskiej, który wyciągał mnie z różnych zdrowotnych tarapatów. I choć na efekty trzeba zwykle chwilę poczekać, uważam, że warto. Natura lubi z nami współpracować, o ile jej na to pozwolimy.

Mam w domu kilka starych książek o ziołolecznictwie, które nie przystają jednak do współczesnych realiów zabieganego życia. Nie dla mnie poszukiwania rzadko spotykanych roślin i gotowanie z nich dań. Może kiedyś, ale na pewno nie teraz. Ostatnio trafiła w moje ręce bardzo ładnie wydana „Siła ziół”, Patrycji Machałek (Wydawnictwo Znak Literanova), napisana w przystępny sposób, który zachęca a nie odstrasza. Czyta się ją bardzo dobrze, autorka nie filozofuje, za to dzieli się przystępnymi radami, sprawdzonymi pomysłami, opowiada trochę o historii ziołolecznictwa:

„Larendogra – królewska nalewka odmładzająca.
Pod tą dość obcą nazwą kryje się całkiem prosta nalewka na lawendzie i rozmarynie. Historia powstania tego specyfiku jest dość tajemnicza, a nalewka stosowana była jednocześnie jako… perfumy. Po łacinie nazywano ją Aqua Reginae Hungaricae, po francusku – Eau de la Reine d’Hongorie, a po polsku to Woda Królowej Węgier, czyli właśnie larendogra. Legendy mówią, że dworski alchemik sporządził ją na zamówienie Elżbiety Łokietkówny, królowej Węgier.”

Autorka opisuje w niej popularne zioła i inne rośliny (np. jarzębinę, mniszek lekarski, jałowiec pospolity), które są zilustrowane zdjęciem, dzięki czemu nie musimy domyślać się, jak wyglądają. Następnie podaje przepisy na łatwe ziołowe mieszanki, np. syrop z tymianku na kaszel (bardzo prosty: tymianek świeży lub suszony, świeży imbir, woda, miód, cytryna), syrop z pędów sosny na przeziębienie i odporność, olejki do masażu, proste mieszanki na stłuczenia i rany, nalewki na trawienie, napary dla nerwusów itd. Jest tu też Krótki niezbędnik, w którym znajdziemy różnice między naparem, odwarem a maceratami oraz informacje na temat robienia syropów, soków, nalewek, win ziołowych i olejków eterycznych.

Mój ulubiony rozdział poświęcony jest urodzie, bo jako nastolatka z zapałem kręciłam maseczki z płatków owsianych, robiłam płukanki do włosów i domowe peelingi. Tutaj znajdziemy tych przepisów całkiem sporo: np. odżywka wzmacniająca włosy, peeling z gorczycy, naturalny szampon do włosów z mydlnicy lekarskiej, pasta do zębów z cynamonem. I, co ważne, przepisy te nie wymagają kupienia rzadko spotykanych składników i w większości można je łatwo przygotować w domu.

Autorka pisze o tym, w jaki sposób zioła zbierać i jak uprawiać je w domu na parapecie. Książka jest napisana w bardzo przystępny i ciekawy sposób, dodatkowo jest porządnie zaprojektowana, dzięki czemu można czytać ją na wyrywki. Dla mnie ważne jest też to, że większość opisanych tu roślin jest raczej znana i popularna, na wyciągnięcie ręki lub w zasięgu wyprawy do sklepu zielarskiego, centrum ogrodniczego lub warzywniaka, a autorka otwiera nam oczy na to, co możemy z nich zrobić. Zwłaszcza teraz, w pełni sezonu, kiedy lipy jeszcze kwitną a łąki i ogrody są pełne ziół. Ja w każdym razie zamierzam spróbować 🙂

*****
Siła ziół – Patrycja Machałek, Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2018
Cena okładkowa: 39,90 zł

2
Previous Post
Next Post