Moje nowe literackie odkrycie, idealne na wakacje: Kornel Filipowicz

W wakacje staram się przejść na offline i znaleźć czas na czytanie książek, w których teoretycznie nic się nie dzieje. Żadnych poważnych tematów, trudnych rozkminek, literatury do przemyśleń. Różnie z tym bywa, ale…

Zaczęło się od tego, że dostałam egzemplarz Formikarium. Zaintrygowało mnie na okładce to, że jest to książka o dostrzeganiu przyrody, umiejętności zauważania prostych spraw:

„Filipowicz patrzy okiem wrażliwego przyrodnika, bohaterowie jego opowiadań dojrzewają i zmienia się ich stosunek do zwierząt, roślin i krajobrazu. Wybrane przez Agnieszkę Daukszę opowiadania z przyrodą w roli głównej pokazują Kornela Filipowicza nie tylko jako arcymistrza krótkiej formy, ale przede wszystkim jako pisarza aktualnego, współczesnego, uniwersalnego. Pisarza na dzisiejsze czasy.

Agnieszka Dauksza: „Gdy inni szukają źródeł metafizyki, Filipowicz ugania się za biomaterią. Nie tylko po to, by ją zawłaszczyć, ale również by poczuć jej bliskość, (od)zyskując poczucie sensu” (ze wstępu)

I postanowiłam ją przeczytać. Kiedy już zaczęłam, zachwycił mnie język. Każde zdanie takie dopieszczone i dopracowane. Weszłam w ten świat i jednocześnie wróciłam do czasów swojego dzieciństwa. Łowienia ryb z kajaka, wojennych opowieści moich dziadków, ogólnego niedostatku w PRL-u. Te krótkie opowiadania były jak siedzenie z moim dziadkiem przy stole przykrytym ceratą i szklaną taflą, na której dziadek rozkładał płachtę Expressu Wieczornego, by filetować na niej wędzone szprotki.

Potem poszłam do biblioteki i wypożyczyłam listy Filipowicza i Szymborskiej. Nigdy nie byłam wielką fanką twórczości naszej Noblistki, ale być może wciąż do niej nie dorosłam i jestem otwarta na to, że pewnego dnia przyjdzie do mnie wielki zachwyt i zacznę pochłaniać wszystko, co napisała. Może tak, a może nie. Ale z jego twórczością sprawa wygląda inaczej, bo on porwał mnie od razu.

Nie lubię czytać cudzych listów, nawet tych wielkich postaci, których nie ma już wśród nas, którzy być może by nam pozwolili zajrzeć do swojej korespondencji i nie mieliby nic przeciwko. Ale listy tych dwojga czytałam z przyjemnością. Bawili się słowami, sytuacjami, trochę też, takie miałam wrażenie, sobą. No i w tak zwanym międzyczasie ktoś mi polecił biografię Filipowicza napisaną przez Justynę Sobolewską, a że Justyna sama ma talent pisarski, to i napisać o nim potrafiła tak, że zaczęłam się bardziej gościem interesować – chciałam zobaczyć, jak wyglądał, jak wyglądały ważne w jego życiu kobiety i jego pierwsza żona, za którą naprawdę konkretnie się uganiał. Potem zaintrygowała mnie też postać samej żony, Marii Jaremy, wybitnej polskiej artystki (jej biografia jeszcze przede mną).
Czyli – po nitce do kłębka, a raczej odwrotnie – „Formikarium” okazało się dla mnie kłębkiem, którego nici rozpierzchły na wiele stron, a ja za nimi ochoczo pobiegłam.

Teraz czytam „Romans prowincjonalny i Inne Historie” – to zbiór opowiadań i dwóch mikropowieści, tym razem wybranych przez Wojciecha Bonowicza. Nie będę pisać dla Was długich recenzji, ale polecam – zajrzyjcie sami i sprawdźcie, czy ten rodzaj literatury porusza w Was czułe struny.

Jestem początkującą fanką Kornela Filipowicza i jeszcze długa droga przede mną, ale już wiem, że znalazłam rodzaj twórczości, który idealnie wpasował się w moje dzisiejsze potrzeby czytania czułego, uważnego. Potrzeby zabawy słowami, znajomości przyrody i po prostu dobrego pisania. Tak dużo się dziś wydaje, ale też tak dużo po prostu słabych książek, że Filipowicz jest jak latarnia morska podczas nocnego dryfowania na oceanie. Kiedyś uważałam, że jak już zabieram się za czytanie, to trzeba dać pisarzowi (albo książce) szansę i czytać uparcie, że nawet jeśli mi się nie spodoba, to przynajmniej będę miała jakieś zdanie na jej temat.  Ale to było kiedyś. Dziś już się nie męczę, dziś szkoda mi czasu na książki, które mi się nie podobają. I zrozumiałam, że warto szukać także wśród takich pisarzy, o których może nie jest głośno, którzy nie są na fali, którzy nie pisali piętnastu powieści rocznie.

Polecam 🙂 Z biblioteki albo nowe wydania przygotowane przez Wydawnictwo Znak.

2
Previous Post
Next Post