Nowości książkowe: książki kulinarne jesień 2016, część 1

Chciałabym się podzielić z Wami kilkoma nowościami, które pojawiły się niedawno w mojej bibliotece. Rekomendacji i relacji będzie więcej. W kolejce czeka wpis z książeczkami dla dzieci. Wiem, że lubicie te wpisy i trochę mnie poganiacie, ale bardzo proszę o chwilę cierpliwości. Będą też wpisy z propozycjami prezentów na Święta. Moja doba ma (niestety!) tylko 24h, a pomysłów zawsze mam 24 na minutę. To zaczynamy 🙂

Processed with VSCO with 4 preset

Processed with VSCO with 4 preset

Processed with VSCO with 4 preset

  1. Wilno. Rodzinna historia smaków. Ewa Wołkanowska-Kołodziej, przepisy: Genowefa Wołkanowska, Wyd. Agora

Kiedy pierwszy raz przeczytałam, że ma się ukazać taki tytuł, od razu zacierałam ręce. I nie zawiodłam się. Książka w 100% trafia w mój gust, bo można sobie przy niej… popłakać. Lubię takie książki pisane od serca, z rodzinnymi historiami, prawdziwe i swojskie. No i lubię taką kuchnię, bo przypomina mi dokładnie to, co gotowała moja Babcia. Moja Babuszka zawsze marzyła o zobaczeniu Ostrej Bramy w Wilnie, miała w Wilnie koleżanki, które w ciężkich czasach odwiedzały ją na Podlasiu przywożąc na handel odkurzacze i inne radzieckie dobra. Nie wiem, może wtedy wymieniały się przepisami? Czytając tę książkę zrozumiałam, dlaczego ludzie dziwnie na mnie patrzą, kiedy rano odgrzewam na patelni pokrojone w plastry kartacze i popijam je zsiadłym mlekiem. Dlaczego jem bez przerwy ziemniaki (kartofle!) i dlaczego rogalik i kawa to dla mnie zdecydowanie za mało na śniadanie. Na Litwie jedzą jak widać podobnie – pożywnie, dużo i czasem ciężko. Najwyraźniej kuchnia mojej Babci była (prawie) litewska, choć jak wiadomo, w tamtych rejonach, wpływy narodowe przenikały się i mieszały ze sobą, tworząc fantastyczny tygiel smaków. Nigdy nie byłam (jeszcze, mam nadzieję) w Wilnie, ale już wiem, że to są bliskie memu sercu smaki i klimaty.

Przepisy zebrała Ewa Wołkanowska-Kołodziej, a pochodzą one z zeszytu jej nieżyjącej mamy oraz od jej dziarskiej, obecnie ponad 80-letniej, lubiącej gotować Babci Genowefy. A jak gotują lubiące to robić babcie – dobrze wiemy. To nie są przepisy dla kogoś, kto dba o dietę, nie je nabiału, glutenu albo lubi dietę pudełkową. To są przepisy babcine, w których podstawą są proste, zwykłe składniki – ziemniaki, mięso czy nabiał. Rodzinne historie, liczne przypisy, fakty historyczne. Jeśli o mnie chodzi, to po prostu kocham tę książkę. I cieszę się, że wyszła taka pozycja.

2. Hygge. Duńska Sztuka Szczęścia. Marie Tourell Soderberg, wyd. Insignis

Za każdym razem, kiedy zachwycałam się Holandią albo Szwecją, moi znajomi mówili: pojedziesz do Danii, to dopiero zwariujesz. No i pojechałam w tym roku do Kopenhagi, no i można powiedzieć, że zwariowałam. Do tego stopnia, że snułam wizje, że gdybym dopiero kończyła liceum i zastanawiała się nad studiami, to tylko tam. Dlaczego? Bo Duńczycy wydali mi się pozytywni, życzliwi i… normalni. Normalnie ubrani, na rowerach, w swetrach, w kawiarniach i pod parasolami. I choć wiem, że to, co widzi turysta podczas kilku dni pobytu w danym miejscu ma mało wspólnego z rzeczywistością i trudami życia, to i tak nie przeszkodziło mi to połknąć duńskiego bakcyla.

Trochę się bałam, że książka „Hygge” będzie zbiorem luźnych cytatów i porad z cyklu „jak żyć”. A ja niestety (a może i stety) wyrosłam już z takich poradników i choć patrzę na nie życzliwym okiem, to raczej już ich nie kupuję.

W dużym skrócie: Hygge to odnajdywanie szczęścia w drobnych przyjemnościach. A, jak dobrze wiemy, dla każdego to coś innego, choć czasem zdarza nam się zapominać o tych najprostszych rzeczach, które sprawiają, że jest nam w życiu lepiej i milej. Dla jednego to kawa z pianką, dla drugiego spacer, dla trzeciego siedzenie na działce a dla czwartego lot balonem dookoła świata. Autorka przepytała swoich duńskich przyjaciół o to, czym dla nich jest Hygge i dzieli się z nami pomysłami na to, jak trochę tej duńskiej radości życia wprowadzić do naszej codzienności, bez względu na to, gdzie akurat mieszkamy.  Będą więc i przepisy kulinarne, i urządzanie i dekorowanie domu, będą playlisty bohaterów książki. Będą osobiste historie zaproszonych gości, które tak lubię czytać.

Ta książka jest naprawdę bardzo, bardzo inspirująca, choć wygląda być może dosyć niepozornie. Pozwala nam zatrzymać się tu i teraz, zajrzeć do domów zapraszających nas tam ludzi i jest doskonałą odtrutką na złe wiadomości i ponure jesienne klimaty. Premiera książki: 26.10.2016

Processed with VSCO with 4 preset

3. Świąteczne Przepisy, Jamie Oliver, wyd. Insignis

O nie, znowu nowa książka Jamiego? Kiedy on to wszystko pisze? Oj nie, nie… Myślałam w pierwszej chwili, ale… ja bardzo lubię wszelkie książki świąteczne. Jak napiszesz książkę z Bożym Narodzeniem w tle, to jest prawie pewne, że będę ją miała na swojej półce. To mój ulubiony czas w roku i lubię o nim czytać, lubię się do niego przygotowywać.

Tym razem trafia nam się prawdziwa książka – cegła. Jamie zebrał w niej przepisy z siedemnastu lat swojej działalności, a więc umieścił w niej receptury przez siebie sprawdzone i pewnie gotowane do znudzenia. Kto z nas nie ma ulubionych przepisów gotowanych do znudzenia? (Ja jak zaczynam się kręcić po kuchni z myślą „Hmn, coś bym zjadła”, to jest niemal pewne, że zaraz wyciągnę patelnię i zacznę na niej smażyć naleśniki. Po raz milion osiemset dziewięćdziesiąty zapewne). Na ponad czterystu stronach tej książki znajdziemy receptury, które dla mnie, tak naprawdę, są przepisami na cały rok. Oprócz tradycyjnych, brytyjskich przepisów świątecznych, są tam pomysły na dania z całego świata – ciepłe, domowe i rozgrzewające. Są drinki, są pieczenie i desery. To ten typ książki, który chciałoby się otworzyć gdzieś pod koniec września i odłożyć na początku kwietnia. Przynajmniej ja tak mam, że o tej porze roku musi być ciepło i pożywnie.

Rozdziały to między innymi: Pyszne przystawki, Zjawiskowe ziemniaki, Wspaniałe warzywa, Sosy i dodatki, Kreatywne resztki, Popisowe sałatki, Popołudniowa herbatka i łakocie, Śliczne i smaczne prezenty, Dipy, Drinki. I inne. Autor umieścił również dwudziestostronnicowy dział dla wegan i wegetarian, ale umówmy się, kuchnia Jamiego, to jest przede wszystkim kuchnia tradycyjna.

Bardzo lubię kuchnię Jamiego Olivera. Zawsze podobało mi się w niej to że, z małymi wyjątkami, jest taka normalna i przystępna. Oczywiście nie każdy z nas (ja nie!) ma dostęp do homara, żeby ugotować sobie dziś na kolację z niego zupę, ale za to do całej reszty składników zapewne tak. To tytuł, który zapewne (o ile w ogóle) nigdy się nie zestarzeje i za dziesięć lat spokojnie będzie można z niego coś ugotować. Premiera książki: 9.11.2016

Processed with VSCO with 4 preset

Processed with VSCO with 4 preset

Processed with VSCO with 4 preset

4. Gotuj zdrowo dla całej rodziny, Jamie Oliver, Wyd. Insignis

I znowu Jamie. Tak się składa, że polska premiera obu tytułów jest niemal jednocześnie, nie sposób jej więc pominąć. Na początku dodam, że „zdrowo” dla każdego znaczy coś innego. Dla jednego to będzie bez nabiału, dla drugiego bez mięsa, dla trzeciego bez mąki, a dla czwartego bez jeszcze czegoś. Ja jestem zwolenniczką kuchni zrównoważonej. Każdy z nas mniej więcej wie, kiedy warto powiedzieć stop słodyczom i kiedy ten kawałek kiełbaski z grilla powinien być na jakiś czas ostatnim. Uważam, że zdrowo i dobrze jeść, to odżywiać się z głową, nie odmawiając sobie niczego, na co mamy ochotę. Ta książka to kuchnia rodzinna, zdjęcia są autorstwa Jamiego, są więc normalne i zwyczajne, bez bajerów i szczególnej stylizacji. To przepisy, jakie można ugotować zwykłej rodzinie, dzieciom, dziadkom i żonie. Autor przemyca czasem makaron razowy, tofu czy razowy kuskus, ale nie jest przy tym radykałem, zachowuje, powiedziałabym, umiar i rozsądek. No bo spróbujcie nagle przestawić wieloosobową rodzinę na kuchnię bez rogalików na śniadanie, ulubionego spaghetti albo ciasta. Pewnie niektórym się to udaje, ale jest cała rzesza tych, którzy chcieliby po prostu ciekawiej, dobrze gotować, wykorzystując składniki dostępne w większym sklepie czy na bazarku. Z poczuciem, że jednak gotują pożywnie i zdrowo. Ta książka bardzo mi się podoba, bo przypomina mój sposób codziennego gotowania. Jak się dobrze zastanowię, to i ja nieustannie kupuję warzywa, stoję na bazarze w kolejce do kasz na wagę, w sklepie arabskim kupuję kuskus i spaceruję specjalnie po to, by w azjatyckim kupić porządne tofu. A więc w tej książce będą i kiełbaski, i parmezan, i mięso. Bo zdrowo, to dla Jamiego przede wszystkim domowo i z głową. Premiera książki: 26.10.2016

Processed with VSCO with 4 preset

Processed with VSCO with 4 preset

5. My New Roots, Sara Britton, Wyd. Marginesy

O tej książce pisałam już rok temu (tutaj). Teraz doczekaliśmy się jej polskiego wydania. To rzetelna, roślinna kuchnia, która zawiera ponad 100 przepisów. I choć niektóre z nich mogą się wydawać trudne i nie przystosowane do polskich warunków to wiem, że współcześni wegetarianie mogą i chcą robić w kuchni dużo więcej niż np. 10 lat temu. Obecnie nie ma większego problemu z kupieniem takich składników jak spirulina, tofu, pyłek pszczeli czy rośliny strączkowe. Książka jest piękna, prosta i czytelna. Jest solidnym źródłem wiedzy. Polecam!

27 komentarzy
Poprzedni
Processed with VSCO with 4 preset
Następny
zupadyniowa-pion_mg_9950