Matcha tea latte

Dzień dobry, dziś będzie krótko i na temat. Matcha tea latte. Moje uzależnienie.

Zaczęło się dość banalnie, wprawdzie wiedziałam, że jest coś takiego jak matcha tea czyli japońska zielona herbata w proszku. Używałam jej zresztą dość regularnie do deserów. Raz czy dwa spróbowałam się jej napić, ale za każdym razem dochodziłam do wniosku, że to jednak nie to. Później widywałam ją głównie na zdjęciach pod hasłem Matcha tea latte. Miałam ochotę spróbować, chciałam wiedzieć, czy to jest dobre i czy da się ją pić. Ale jednak pierwsze próby parzenia jej w domu nie skończyły się sukcesem. Jakoś to nie było to.

A później pojechałam do Japonii i widziałam ją wszędzie. Na ciepło i na zimno. W Polsce próbowałam tylko w gorącej wersji, w Kraju Kwitnącej Wiśni spróbowałam na zimno i wpadłam po uszy. Od tej pory mogłam ją pić osiem razy dziennie. I kiedy w japońskim Starbucksie odkryłam, że i tam ją podają, miałam cichą nadzieję, że i w Polsce gdzieś uda mi się ją znaleźć. Początkowo szukałam jej na próżno, bariści rozkładali ręce, kiedy nieśmiało o nią pytałam. To się ostatnio zmieniło. Jest w Starbucksie matcha tea latte, ale za każdym razem, kiedy ją tam zamawiam w wersji na zimno, jest kiepsko wymieszana, herbata oblepia ścianki kubka albo ostatecznie zbiera się na dnie w postaci grudek. Przykro mi, ale to nie jest to samo, za czym tak szalałam.

Cóź było robić, trzeba było wziąć sprawy w swoje ręce. Wyjęłam z szafki zachomikowaną puszeczkę matcha tea – trzeba tu podkreślić jasno i wyraźnie, że są różne rodzaje tej herbaty i nie wszystkie nadają się do picia. Wiele z nich jest do celów kulinarnych, czyli np do lodów z zielonej herbaty. Jeśli będziemy parzyć taką herbatę, może się okazać, że jest gorzka i niedobra. Uczulam więc już na początku:)

Przeszukałam internet pod kątem przepisów, wypróbowałam kilka różnych i stanęło na takim, dzięki któremu filiżanka z matcha tea latte jest tym, czym chciałam, żeby była. Lubię balans między wodą i mlekiem, lubię delikatną słodycz tego napoju. Dla mnie nie może to być ani mleko z herbatą, ani woda z herbatą doprawiona mlekiem. I, co super ważne, w herbacie nie mogą pływać zielone grudki. Trzeba ją dokładnie rozbić na pył. Wcześniej rozcierałam ją łyżeczką z odrobiną gorącej wody, dopóki nie przypomniałam sobie, że przecież mam magiczną miotełkę, którą kupiłam w Japonii i schowałam do szafki z kuchennymi gadżetami. Można też herbatę przetrzeć przez gęste sitko.

Gdzie kupić dobrą herbatę matcha? Polecam sklep nagomi.pl oraz herbatę Do Matcha, dostępną w Polsce.

A teraz do rzeczy. Przepis.

 

Matcha tea latte

Składniki

  1. Na filiżankę matcha tea latte potrzebujemy 1-1,5 łyżeczki herbaty matcha (do picia, nie do celów kulinarnych).
  2. gorące spienione mleko
  3. cukier trzcinowy do smaku (ja używam ok. 1/2 łyżeczki na filiżankę, radzę go dodawać bardzo oszczędnie i powoli.
  4. gorącą wodę

Przepis

  1. W filiżance zalewamy herbatę gorącą, przegotowaną wodą (to nie powinien być wrzątek) i dokładnie rozbijamy grudki herbaty najlepiej miotełką, łyżeczką lub dowolną trzepaczką
  2. dodajemy pół łyżeczki cukru, nadal mieszamy
  3. uzupełniamy filiżankę do ok. 1/3 wysokości gorącą wodą
  4. następnie wlewamy ciepłe, spienione mleko z pianką

i tyle!

Smacznego

18 komentarzy
Poprzedni
Następny
ken-gotowe