Keks

Plik_000 (11) Plik_001 (1)

Bardzo kocham moje dzieci. Tym bardziej chwile, w których jestem bez nich, staram się wykorzystać maksymalnie. Czasem mam wrażenie, że kiedy moja młodsza córka jest na spacerze, a ja zabieram się za pracę, wykonuję jej trzy razy tyle co wtedy, kiedy nie miałam dzieci. Przez kilka godzin potrafię bowiem zrobić wszystko, co sobie zaplanowałam. Człowiek nie ma czasu na snucie się i leniuchowanie. Kiedyś myślałam, że przy dwójce dzieci nie da się zrobić nic, zwłaszcza, kiedy jedno z nich jest bardzo małe i często chore. Dziś wiem, że można wszystko:) Najważniejsze jest chyba to, by mieć obok kogoś, kto wesprze wtedy, kiedy mówimy: nie mam już siły, mam dość, chcę się w końcu wyspać, jestem zmęczona (niepotrzebne wykreślić). Czasem potrzeba kogoś, kto pozwoli nam po prostu trochę pomarudzić, nie szukając dla nas od razu rozwiązań i rad, prawda?
Im mniej mam czasu, tym chętniej pracuję i tym bardziej się staram. Nagle się okazało, że świetnie sobie radzę z planowaniem, a mój mózg nie potrzebuje niekończących się godzin na poszukiwanie inspiracji, a ja stałam się asertywna i łatwiej mi dziś niż dawniej, powiedzieć: przykro mi, ale nie dam rady.

Od kilku miesięcy przy łóżku zaczęłam gromadzić stosy książek o zdrowej kuchni. Od zawsze odżywiałam się  w miarę zdrowo, od kiedy zrozumiałam, co mi szkodzi i czego jeść nie powinnam. Jestem jednak za racjonalną, zdroworozsądkową dietą, daleka jestem od żywieniowej rewolucji i stawianiu wszystkiego na głowie. Czytam książki, w których ktoś każe wszystko zastępować soją/tofu, ktoś inny stawia wyłącznie na kaszę jaglaną, jeszcze ktoś zabrania mąki albo proponuje wyłącznie surowe jedzenie. To jednak nie dla mnie.
I mam dziś tak wiele przemyśleń na ten temat, bo przez ostatni rok, ze względu na konieczność diety eliminacyjnej spowodowanej ciężką alergią mojej młodszej córki, dokonałam rewolucji w swojej głowie. Dziś nie piekę już, jak dawniej, tylu ciast i traktuję je raczej jako coś ekstra, czego nie trzeba zjeść od razu w całości. Przestałam marnować jedzenie. Potrafię wykorzystać wszystko, co mam w lodówce i kuchennej szafce.
Z ciekawością patrzę na nowinki, które jak grzyby po deszczu pojawiają się na półkach sklepów ze zdrową żywnością i wprowadzam je do swojej kuchni. Cieszę się, że odżywiamy się coraz bardziej świadomie, że już nie ilość, ale jakość jedzenia, staje się ważna. Przynajmniej dla mnie, a dla Ciebie?

Plik_002 (1)

Keks

Tradycyjny, pełen bakalii, długo zachowuje świeżość. Możesz użyć dowolnej mieszanki orzechów lub rodzynek. Dawniej używało się do niego np. kandyzowanej marchewki i lukrecji.

Składniki

  • 3 jajka, oddzielić białka od żółtek
  • 100 g drobnego cukru
  • 1 łyżeczka pasty z wanilii lub cukier waniliowy
  • 150 g mąki pszennej wymieszanej z 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 100 g miękkiego masła
  • 200 g dowolnych bakalii plus 1 płaska łyżka mąki

Przepis

  1. Bakalie wymieszać w misce z łyżką mąki. Jeśli używasz orzechów, pokrój je na małe kawałeczki.
  2. Białka ubić na sztywną pianę.
  3. W drugiej misce utrzeć masło z cukrem pudrem i wanilią, a kiedy masa będzie jasna, cały czas miksując, dodawać po jednym żółtku.
  4. Mąkę z proszkiem przesiać przez sitko (to ważne, chodzi o to, żeby ją trochę napowietrzyć).
  5. Do masy dodać najpierw bakalie, potem powoli wsypywać mąkę, cały czas mieszając (nie miksować już), na końcu delikatnie, ale dokładnie wmieszać pianę z białek.
  6. Piekarnik nagrzać do 175 st C.
  7. Ciasto (będzie bardzo gęste) przełożyć do keksówki (o długości 22-24 cm) wysmarowanej masłem i wysypanej mąką lub tartą bułką.
  8. Wstawić do piekarnika i piec ok. 60 minut. Ciasto będzie rosło bardzo powoli (ale urośnie). Przed wyjęciem go z piekarnika sprawdzić drewnianym patyczkiem, czy nie jest surowe.
  9. Wyjąć z piekarnika, dobrze ostudzić i wyjąć z formy. Najsmaczniejsze będzie jutro 🙂

Smacznego!

15 komentarzy
Poprzedni
Plik_000 (10)
Następny
Plik_001 (2)