Faworki Dziada i Baby

Dziad i Baba. Stary on, stareńka ona. Jedno jest lustrem drugiego, kiedy tak siedzą przy stole, naprzeciw siebie, jedząc zupę.
– A może by tak, wybrali się my do centrum handlowego w mieście?
Jak postanowili, tak zrobili. Autobus wiózł ich przez ośnieżone pola i lasy, Dziad wpatrzony w zaparowaną szybę dojrzał za oknem wiewiórkę, która czmychnęła na drzewo.
Baba z wrażenia nic nie mówiła. Nic nie robiła.
To miały być ich pierwsze zakupy w centrum handlowym.
Nie wiedzieliby nawet, że coś takiego istnieje. W dawnych czasach, panie, sklepik GS to było coś, czemu się ufało i gdzie się zostawiało pieniądze. A teraz wielki świat!
Autobus zatrzymał się, sapnął i otworzył drzwi. Ludzie zaczęli wyspywać się z autobusu i iść we wszystkie strony.
Dziad pomógł Babie wysiąść i pytając o drogę przechodniów, dotarli do pierwszego centrum handlowego w mieście.

Baba nie wiedziała, w którą stronę patrzeć.
Dziad starał się zachować spokój, ale ukradkiem otarł jedną zabłąkaną łzę. Może to od mrozu, a może z jakiegoś niewypowiedzianego sentymentu. Pamiętał bowiem Dziad dawne czasy, kiedy trzeba się było dzielić z rodziną jednym tylko kotletem i, choćby nawet chcieli bardzo i ciężko pracowali, kupić mogli niewiele.

Najpierw uporali się z monetą i wielkim wózkiem na zakupy. Ot i wynalazek, szepnął Dziad kręcąc w podziwie głową. Potem ruszyli na podbój wielkiej sklepowej hali, gdzie wszystkiego było w bród, światła migały, głos z mikrofonu wzywał jakąś ekipę do posprzątania w dziale kwiatowym, by po chwili nawoływać do zakupów w dziale mięsnym.
Bardzo powoli, alejka po alejce, zwiedzali każdy zakamarek, zaglądali na każdą półkę. Chcieli zobaczyć wszystko. Wszystko, co można kupić i wszystko, czego można dotknąć i obejrzeć.
Baba z namaszczeniem włożyła do kosza tabliczkę mlecznej czekolady (oczywiście Wedla!), a Dziad niczego nie chciał.
Kiedy zapłacili, poszli zobaczyć inne części sklepu. Zjedli pizzę. Babie bardzo posmakowała, ale Dziad stwierdził, że on lepiej poczeka do obiadu i zje coś normalnego.
Kiedy tak siedzieli na pizzy przed telewizorami z ogłuszającą i całkiem ogłupiającą muzyką dla młodych, oboje ustalili, że dziś wieczór będą jedli faworki. Nasmażą sobie caaaaałą górę pysznych, chrupiących faworków, które będą pływać w skwierczącym tłuszczu, a potem (jak wróbel w piasku), turlać się w cukrze pudrze.
Jak postanowili, tak zrobili.


Faworki staropolskie Dziada i Baby

Ciasto:
1/2 kg mąki
4-5 żółtek
2 łyżki octu
szczypta soli
duża śmietana (200 g) 22 lub 18% – tyle, żeby ciasto było gładkie

do smażenia: olej, Planta (3-4 kostki) lub smalec (nie lubię smalcu brrrr!)
do posypania: cukier puder wymieszany z wanilią

Mąkę wysypać na stolnicę, wbić żółtka, dodać śmietanę, sól i ocet. Zagnieść gładkie ciasto. Wybić drewnianym wałkiem, następnie zawinąć w ściereczkę i schłodzić przez ok. 1 godzinę.
Po wyjęciu z lodówki, podzielić na kilka części – te, których nie wałkujemy, trzymamy pod ściereczką, żeby ciasto nie wysychało. Wałkować jak najcieniej podsypując niewielką ilością mąki. Wałkować bardzo cienkie, prawie przezroczyste. Formować faworki: ciasto pociąć na paski długości 6 cm i szerokości 4 cm, w środku wzdłuż naciąć ostrym nożem i koniec faworka przewlekać przez środek nacięcia.
Smażyć w gorącym (temp. 180-190 st C), głębokim tłuszczu z obu stron na złoty kolor. Osączyć z tłuszczu na papierowym ręczniku, posypać cukrem pudrem.

Metoda mikserowa:
Wszystkie składniki umieścić w mikserze i zagniatać ciasto do czasu aż będzie elastyczne – w razie potrzeby dodać 1-2 łyżki dodatkowej śmietany. Wyrobić gładkie i elastyczne ciasto. Wyjąć je na kuchenny blat i wybić drewnianym wałkiem – w ten sposób napowietrzamy ciasto, które dzięki temu po usmażeniu będzie miało pęcherzyki.
Dalej postępujemy jak w przepisie wyżej.

Smacznego!

P.S. To są najlepsze i najprostsze faworki, jakie kiedykolwiek jadłam. Bąbelki powietrza sprawiają, że ciasto listkuje, a faworki są niezwykle cienkie i delikatne. Najważniejsze zasady:
1. Pozwolić ciastu odpocząć
2. Wybić je dokładnie wałkiem – polega to na tym, iż kładziemy ciasto na stolnicy i wałkiem uderzamy z całej siły. Składamy ciasto i powtarzamy uderzanie wałkiem kilkakrotnie. (Przy okazji można sie wyżyć 😉
3. Wałkujemy najcieniej, jak się da. Jeśli macie wałkowarkę do makaronu – świetnie. Im cieńsze faworki, tym lepiej.
4. Faworki wrzucamy na bardzo gorący olej i niemal natychmiast przewracamy je na drugą stronę. Nie ma nic gorszego niż spalony faworek.
5. Najczęściej smażę faworki na Plancie. Nigdy nie używałam smalcu, choc są tacy, którzy twierdzą, że najlepsze pączki i faworki są właśnie na smalcu.
5. Po usmażeniu układamy faworki na papierowym ręczniku, by wchłonął nadmiar oleju.
6. Pudrujemy wystudzone, lekko ciepłe faworki.

31 komentarzy
Poprzedni
Następny