
Moje dzieci bezproblemowo zaaklimatyzowały się w nowym mieście. W przeciwieństwie do mojego zakwasu, który protestował, protestował, aż w końcu odmówił współpracy i musiałam zrobić kolejny. I kolejny. I jeszcze jeden. Nowa woda, nowa mąka, nowe wszystko. Ale jestem osobą upartą i zdeterminowaną i trochę nie wyobrażam sobie już życia bez domowego chleba. Zresztą, okazuje się, że moje dzieci także. Po tygodniach z bułkami – swoją drogą całkiem niezłymi – usłyszałam „mamo, a kiedy w końcu zrobisz chleb?”. No to robię :)
Wiem, jak trudno czasem utrzymać przy życiu zakwas. O ile wiosną i latem zrobienie swojego pierwszego zakwasu zazwyczaj nie nastręcza większych trudności, to kiedy przychodzi jesień, a w raz z nią ciepłe kaloryfery, przeciąg, raz ciepło, raz zimno, to zakwas czasem szaleje. Być może nawet żyje, ale jeśli się o niego nie dba regularnie dokarmiając i sprawdzając, co tam u niego, to mogą się pojawiać niespodzianki lub średnio udane chleby.
Wystarczy przeprowadzka do innego miasta, żeby zobaczyć na własne oczy i zrozumieć, dlaczego zdarza się, że kiedy próbujemy piec na zakwasie chleby z przepisów z książek z dalekich rejonów świata, mogą się one nie udawać albo nie dawać tak spektakularnych efektów jak te na zdjęciach w książce. Ale, patrząc na to z drugiej strony, możemy tworzyć chleby, które nigdzie nie smakują tak, jak te nasze, z własnego piekarnika, w tym konkretnym miejscu na Ziemi – z tej konkretnie mąki i wody. Czy to nie wspaniałe? Dla mnie tak. Pomyślcie o tym chlebie, którego ktoś u Was spróbuje i będzie o nim myślał, bo był taki wspaniały i taki Wasz.
No dobra, wracając do sedna – chcę Wam dziś pokazać chleb, który jest ostatnio moim ulubionym z kilku powodów. Po pierwsze, można do niego użyć dowolnej ilości zakwasu, dzięki czemu nic nie wyrzucamy. Ale – uwaga – używamy świeżego zakwasu, nie jakiegoś tam staruszka, który stał w lodówce miesiąc bez dokarmiania. Pamiętajcie, że to, jak smakuje i jak bardzo kwaśny jest zakwas w momencie dodawania go do ciasta chlebowego, tak będzie (mniej więcej) smakował chleb, który wyjmiecie z piekarnika. To ta główna, hmn… „myśl przewodnia” i smak. A więc dla tych wszystkich, którzy pieką dość nieregularnie lub są w fazie produkcji swojego nowego zakwasu. Ostatnio jestem uzależniona wręcz od ciężkich, żytnich chlebów. Takich w starym stylu. Nie chlebów udających żytnie, ale prawdziwe ciemne, mocne i intensywne w smaku. Czasem, jeśli chcę je trochę odciążyć od tej intensywności, zastępuję np. 100 g mąki żytniej – pszenną.
Eksperymentuję z różnymi mąkami – miałam okazję ostatnio kupić na bazarku mąkę z młyna, ale też kupuję wszystkie nieznane mi wcześniej marki. I jeśli zakwas jest na chodzie czyli aktywny, zdrowy i żywy, dokarmiony przynajmniej dzień wcześniej, to chleby wychodzą elegancko.

Zanim wymyśliłam ten chleb, przetrzepałam wiele książek, żeby znaleźć coś w tym stylu, ale poddałam się, bo tam było zawsze za dużo roboty, a mi chodziło o coś zupełnie innego. Chodziło mi o to, żeby wszystko wrzucić do misy miksera, wymieszać 5 minut, przełożyć do formy, odstawić na tyle, by wyrosło (trwa to kilka godzin, ale jedyne, co musimy wtedy robić, to zajrzeć od czasu do czasu do chleba, żeby sprawdzić, czy to już czas, żeby włączyć piekarnik), upiec i już. Jeśli mówimy o chlebach w 100% żytnich, to pamiętajcie, proszę, że te chleby zyskują, jeśli się je po upieczeniu odłoży bez krojenia przynajmniej na 12-24 godziny. Po tym czasie zyskują tak bardzo, że naprawdę warto poczekać, bo zaczynają smakować miodem, dzieciństwem… wstawić dowolne, miło się kojarzące słowo ;)
Do moich chlebów dodaję łyżkę miodu, który (jeśli damy chleby odpocząć przed rozkrojeniem), bardzo wyraźnie czuć w smaku, zatem dodaję miód, który lubię. Lubię gryczany? Dodaję gryczany.
Łatwy żytni chleb na zakwasie
Najważniejsze: aktywny zakwas! To nie może być niedokarmiony, stary, kwaśny zakwas, który gdzieś tam stał w lodówce albo w zapomnieniu na blacie. Jeśli użyjesz takiego, to chleb albo w ogóle nie wyrośnie albo będzie rósł wieki, a na końcu będzie po upieczeniu po prostu kwaśny. Zakwas to silnik chleba. Albo jego serce. Musi być zdrów i kropka!
Jeśli widzisz, że zakwas nie ma bąbelków, jest gęstą masą – poświęć mu nieco czasu: weź łyżkę lub dwie, dokarm mąką (100 g) i wodą (100 g), odstaw na 6-10 h, potem znowu powtórz ten manewr z łyżką zakwasu, 100 g mąki i 100 g wody. I tak ze 3 razy. Naprawdę warto. Możesz użyć dowolnej mąki pszennej lub żytniej. Chleb i zakwas na moich dzisiejszych zdjęciach są na mące żytniej. Zdjęcia są nieedytowane – tak wyglądał mój chleb po upieczeniu o 24 w nocy i rozkrojeniu o 10 rano.
Składniki
80 g aktywnego zakwasu żytniego + 80 g mąki żytniej 720 + 100 g wody = mieszamy wieczorem i odstawiamy na noc
Rano dodajemy:
- 400 g mąki żytniej 720
- 100 g mąki żytniej 2000 (lub mąki pszennej np orkiszowej, jeśli chcemy, żeby chleb był lżejszy, pszenno-żytni)
- 430 g wody
- 13 g soli
- łyżka miodu
Przepis
Wszystkie składniki mieszamy przez 5 minut – ja robię to mikserem lub łyżką. Chodzi o to, żeby zakwas dobrze połączyć z pozostałymi składnikami i żeby nie było grudek.
Przekładamy do formy keksowej – jeśli jest to zwykła forma, natłuszczamy ją i ewentualnie obsypujemy otrębami. Ja używam form metalowych powleczonych w środku silikonem, więc ich nie smaruję.
Wierzch chleba delikatnie wyrównujemy dłonią lekko zwilżoną wodą. Przykrywamy folią lub talerzykiem i odstawiamy do wyrastania. Czas wyrastania to u mnie, w okresie jesienno-zimowym, około 4 godzin. Zależy on od takich czynników jak: aktywność zakwasu, temperatura otoczenia, gęstość ciasta, rodzaj mąki. Dajcie chlebowi czas. Odpowiednio wyrośnięty chleb ma na powierzchni małe dziurki wielkości główki od szpilki. Chleb musi wyraźnie urosnąć, nie tam że podniósł się 1/2 cm. To za mało.
Rozgrzewamy piekarnik do 230 st C (jeśli tyle nie macie, dajcie max temperaturę). Jeśli mamy piekarnik parowy, używamy funkcji pary. Wstawiamy chleb. Jeśli nie mamy funkcji pary, na dno piekarnika wsypujemy ok. 1/2 szklanki kostek lodu.
Pieczemy 15 minut. Zmniejszamy do 210 st C i dopiekamy kolejne 45 minut. Uwaga: piekarniki pieką różnie, jedne szybciej, inne wolniej. Jeśli widzicie, że skórka za szybko się rumieni, zmniejszacie temperaturę do 200 st C lub przykrywacie wierzch folią aluminiową. Chleby żytnie lubią być długo wypieczone. Po upieczeniu wyjmujemy je z foremek, przekładamy do ciepłego piekarnika i pozwalamy im tam stygnąć. Najlepiej zjeść je kolejnego dnia.
Smacznego!



