Jamie gotuje po włosku

Czy potrzebujemy kolejnej książki o kuchni włoskiej? Czy potrzebujemy kolejnej książki Jamiego? Odpowiedź brzmi: Si!

Jestem prawie w wieku Jamiego i mam (prawie) wszystkie jego książki. Jedne były bardziej, inne mniej udane, ale kilka z nich należy do moich ulubionych, do których regularnie wracam.

Był taki czas w moim życiu, że weekendowe przedpołudnia spędzałam leżąc pod kocem, przynosząc sobie kolejne smakołyki i oglądając na komputerze Włoską wyprawę Jamiego. Do dziś uwielbiam te epizody i kiedy mam natchnienie, wracam do nich z przyjemnością. Książkę opartą na tej wyprawie lubię chyba najbardziej ze wszystkich książek Jamiego, jest taka ludzka i prawdziwa. I, paradoksalnie, kiedy mam wenę na „coś włoskiego”, chętniej zajrzę tu niż do książek z „prawdziwą kuchnią włoską napisaną przez Włocha”. Dlaczego? Być może dlatego, że Jamie, jako nie-Włoch potrafi się zachwycić tym, czego Włoch by nie dostrzegł? Lubię Jamiego za normalność, za to, że kiedy we wszystkich magazynach Photoshop wygładza twarze do granic nieprzytomności, on wygląda… jak Jamie. Czasem jest zmęczony, czasem zaspany, a czasem zupełnie wyspany i zrelaksowany. Bywa grubszy lub chudszy, jak większość z nas w normalnym życiu. Tak samo przedstawia bohaterów swoich podróży i współpracowników. W czasach, w których w programach kulinarnych wszyscy byli wystrojeni i ufryzowani, on gotował w bluzie, stojąc w letniej kuchni z nieodłącznymi, mocno znoszonymi Birkenstockami na stopach. Próbował czasem płynąć na fali mody i gotować „zdrowiej” i lżej, ale, umówmy się, Jamie to Jamie – raz jest lekko, innym razem tłusto, ale zawsze jest domowo i swojsko.

Teraz trzymam w rękach „ Jamie gotuje po włosku”, jeszcze gorąca, prosto z drukarni. Kurier złapał mnie pod blokiem, a ja podczas spaceru z córką, przeglądając pobieżnie książkę, nie mogłam się doczekać wieczora, kiedy, na spokojnie ją poczytam i zaznaczę to, co chcę wypróbować na początek.

Uwielbiam czytać te książki. Tam zawsze są ludzkie historie, a za potrawami stoi coś lub ktoś. Tym razem jest podobnie, a Jamie dedykuje ostatnią książkę dwóm Włochom – Gennaro Contaldo i Antonio Carlucciemu, który zmarł w ubiegłym roku. Tych dwóch gości było w dorosłym życiu Jamiego od początku – Carluccio był jego pierwszym szefem, który poznał go z Contaldo, a ten został jego mentorem i przyjacielem i razem wybrali się na wyprawę, podczas której powstawała ta książka.

To jego 21 pozycja, chyba najgrubsza ze wszystkich dotychczasowych, bo ma ponad 400 stron i intuicja mi podpowiada, że będę do niej zaglądać nie rzadziej niż do „Włoskiej wyprawy”, której egzemplarz jest tak zniszczony i pobrudzony, że, hmn, wstyd się przyznać.

Podział klasyczny: Antipasti, Sałatki, Zupy, Makarony, Ryż i kluski, Mięso, Ryby, Dodatki, Chleb i wypieki, Desery, Włoskie ABC.

Od czego by tu zacząć? Ja zaczynam zwykle od końca, czyli od deserów. Jest tu więc między innymi granita z domowym mlekiem migdałowym i jeżynami, Semifreddo ryżowe z wanilią, winnymi figami i pomarańczą, Tarta gruszkowa na pomarańczowo-waniliowym spodzie, Gianduia, Tiramisu z limoncello.

A dania, które zaznaczyłam sobie do wypróbowania na JUŻ to: Pizza fritta (smażone pizze wypełnione ricottą, parmezanem, mozzarellą i bazylią) z przepisu Nonny Fernandy, której rodzina sprzedaje je w dawnej dzielnicy hiszpańskiej w Neapolu od ponad stu lat, Pieczony kalafior z karmelizowaną cebulą, anchois, oliwkami i białym winem, Kurczak z grzybami, wędzoną pancettą, czosnkiem, ziemniakami, tymiankiem i winem, Kluseczki łezki z semoliny, linguine z krewetkami, tuńczykiem, pistacjami, natką pietruszki i szafranem. Zaznaczyłam więcej, ale miejsca zabraknie, żeby to wszystko napisać.

Całość opowieści, przepisów i ludzkich historii dopełniają zdjęcia, które, jak w przypadku większości książek Jamiego, zrobił David Loftus – mistrz pokazania jedzenia tak, żeby chciało się natychmiast wszystko rzucić i zacząć gotować.

Cóż mogę więcej napisać? Zajrzyjcie koniecznie do książki, jeśli nadarzy się taka sposobność.

Dziś prezentuję dwa dania, które zrobiłam według przepisów z tej książki: tartę gruszkową z kremem waniliowym (orzechy zastąpiłam migdałami) i górski omlet na grzance (tak dobry, że zrobiłam go trzy razy jednego dnia 🙂 Nie miałam chleba żytniego, omlet podałam więc na podpieczonej połówce croissanta.

*****

Górski omlet

*****

Tarta gruszkowo-orzechowa

*****

Jamie Gotuje po włosku
Wydawnictwo Insignis
Premiera: 31.10.2018

11
Previous Post
Next Post