Ocalić od zapomnienia: o pewnym zeszycie i jego autorce.


Od dawna zbieram stare książki kucharskie. Od czasu do czasu lubię odtwarzać zapomniane przepisy, gdzie większość działań to zgadywanie, bowiem najczęściej opis wykonania jest chaotyczny i, zapewne dla tych, którzy korzystali z owych książek w tamtych czasach, oczywisty.
Niektóre z nich są wspaniałe, inne zupełnie zwyczajne. Są jak pocztówki, które się przyjemnie ogląda.
Ale jednak bardziej niż książki kucharskie, lubię stare zapiski – dowód istnienia ludzi i ich dań – tortów, których sława trwa często przez wiele pokoleń, ulubionych babeczek, których nikt nie robił lepiej niż mama, babcia, ciocia.
Sama niewiele mam takich zapisków. Te, które były dla mnie cenne, zginęły lub zostały zniszczone. Niektóre z nich sama przepisywałam jako dziecko i wciąż je mam, ozdobione rysunkami czy naklejkami.
Wspaniale jest móc odtwarzać te dania.
I choć lubię dzielić się przepisami, mam kilka bardzo prywatnych, które wiążą się z historiami bliskich, z wydarzeniami, uroczystościami. Za każdym razem, kiedy z nich korzystam i udaje mi się uzyskać smaki, które pamiętam, czuję radość z zachowania tego, co tak łatwo zgubić i o czym łatwo zapomnieć. Chciałabym ocalić od zapomnienia jak najwięcej z nich, przekazać je następnym pokoleniom, nie zgubić ich w drodze do Europy i przepisów kosmopolitycznych.

Nie tak dawno temu dostałam list od Magdy, która napisała mi o pewnym bardzo starym zeszycie z przepisami, który należał do Jej Babci.
Babcia Magdy, Janina, uczyła się w szkole, przy klasztorze w Imbramowicach w okolicach Krakowa. Ten zakon mieści się tam do dzisiaj. Była to szkoła dla młodych panienek prowadzona przez siostry zakonne. Młode panny uczyły się tam prowadzenia domu, gotowania, pieczenia.

Magda tak wspomina:

Później babcia przeniosła się na Żuławy i tam mieszkała do końca. Życie jej było proste: praca na polu i w niesamowitym ogrodzie. Ciekawe było to ( teraz znowu propaguje się to w naszych ogrodach), aby łączyć uprawy kwiatowe i warzywne. Tak więc u mojej babci rosły razem z irysami pomidory , a ze szczypiorkiem róże:)… Przepisy z zeszytu były w użyciu- tort makowy, bułeczki, pączki wszystko to wykorzystywała, jak zjeżdżała się cała rodzina…
Była niesamowita: do końca życia wyglądała tak jak na zdjęciu, długie włosy, 2 warkocze i chustka na głowie, praktycznie w ogóle się nie starzała. Niesamowicie gotowała, zawsze jak przyjeżdżałam, robiła mi takie słodkie bułeczki. A ulubionym i flagowym ciastem babci był tort czekoladowy a’la marczello . Przekładany dżemem z czarnej porzeczki i masa czekoladowa na górze, udekorowany całymi orzechami. Jest to zawsze główny temat, jak rozmawiamy o babci, każdy rozpływa się nad jej tortem. Ja do końca życia będę pamiętać jej dom na wsi, przepiękny ogród z kwiatami i uśmiech, który mimo bardzo ciężkiego życia nigdy nie schodził jej z twarzy.

Zdjęcie, które zostało zrobione w 1938 roku przedstawia Babcię Magdy – Janinę, to dziewczyna z warkoczami.
Magda pozwoliła mi skorzystać z zeszytu i napisać na blogu zarówno o nim, jak i o Babci.
Ten gest bardzo mnie wzruszył i postanowiłam pokazać Wam, co udało mi się odtworzyć według starych receptur zapisanych pismem, jakiego już się dziś nie widuje.
Chciałam ocalić te przepisy od zapomnienia.
Już wkrótce pokażę Wam, co udało mi się zrobić.
A dziś zdjęcie i kilka kartek z zeszytu.
Dziękuję Ci, Magdo 🙂

21 komentarzy
Poprzedni
rp_kukurydziane_4659.jpg
Następny
rp_rogale_4888.jpg