Pączki – małe ABC

3 dzieci + 2 dorosłych + 14 pączków = 60 minut
Kiedy byłam mała, jadłam sokoły, rurki z bitą śmietaną, gofry z cukrem pudrem i pączki. Miękkie i ciepłe, żółte od żółtek, z lukrem, który pokrywał je cieniutką warstwą przypominającą srebrne płatki.
Raz w roku Dziadek przywoził je z którejś cukierni, ale która to była? Nie wiem i nigdy się nie dowiem. Stało się po nie w kilometrowej kolejce, a potem jeszcze ciepłe przywoziło do domu. Raz w roku. To było wielkie święto, jedliśmy ich niezliczone ilości. Kto pierwszy i kto więcej.
Tęsknię czasem za tamtymi wieczorami, za górką nieopodal domu, z której godzinami zjeżdżaliśmy na sankach. Wtedy dzieci nie spieszyły się do kolejnego etapu gry na komputerze, a dorośli nie sprawdzali nerwowo maili w telefonie. Czas płynął powoli, dorosłość przychodziła wtedy, kiedy powinna, a po niej starość. Babcie były babciami, a dziadkowie gotowali zupę owocową z wiśni.
Tęsknię, ale co mogę na to poradzić?
Nie mogę się pochwalić świetnym rodzinnym przepisem na pączki. Może go jeszcze nie znalazłam, bo być może leży gdzieś w zapomnianym kredensie w piwnicy. Za to przez lata wypracowałam sobie swój własny. Lubię miękkie ciasto i tyle dżemu, by ledwo mieścił się w środku. Już nie bawię się w nadziewanie pączków przed smażeniem. Wolę to zrobić, kiedy są gotowe i lekko ostudzone. Obowiązkowo dużo lukru.
Moje pierwsze próby z pączkami kończyły się spalonymi z wierzchu i surowymi w środku niejadalnymi kluchami. Trochę ich zaliczyłam w swoim życiu. Ale ponieważ rzadko się poddaję, pewnego dnia zrozumiałam, na czym polega ich sekret. I od tamtej pory trzymam się kilku zasad:
– Po pierwsze tłuszcz rozgrzewam powoli (na mojej płycie grzewczej w skali 0-9: jest to 5), Myślę, że często popełnianym błędem jest szybkie rozgrzewanie tłuszczu do wysokiej temperatury, wrzucenie do niego pączków i kiedy zaczynają się przypalać (a robią to bardzo szybko), próbuje się zmniejszyć temperaturę tłuszczu. W efekcie pączki są spalone z zewnątrz i surowe w środku.
Moja metoda polega na wrzucaniu dobrze wyrośniętych pączków do lekko skwierczącego tłuszczu i powolne ich smażenie. Drewnianym patyczkiem do szaszłyków sprawdzam w środku stopień ich usmażenia i kiedy nie są surowe, wyjmuję je na talerz przykryty papierowym ręcznikiem. W zależności od wielkości pączków, smażę je nawet 5 minut (niektóre przepisy zalecają smażenie po minucie na jedną stronę, ale to zdecydowanie nie jest moja metoda).
Wyjęte z tłuszczu pączki są twarde, ale kiedy stygną, robią się miękkie.
– Staram się robić jak najluźniejsze ciasto: formuję je dłońmi posmarowanymi olejem roślinnym, nigdy nie podsypuję mąką. Dzięki temu po usmażeniu są miękkie.
– Zamiast formowania pączków, można ciasto rozwałkować niezbyt cienko na lekko oprószonym mąką blacie i szklanką wykrawać kółka – wtedy wszystkie pączki będą takiej samej wielkości
– Zawsze pozwalam uformowanym pączkom dobrze wyrosnąć przed smażeniem – zajmuje to ok. 30 minut w ciepłej kuchni.
– Jeśli chcecie mieć pączki z jasną obwódką (ja zawsze chcę), wlewacie do garnka tyle oleju/tłuszczu, by sięgał połowy wysokości pączka. I tutaj uwaga: nie można żałować tłuszczu, pączki powinny pływać w tłuszczu, a nie leżeć na dnie garnka.
– Nadziewam pączki używając cukierniczej szprycy do dekorowania tortów (to taki worek zaopatrzony w metalową końcówkę z dziurką). Bez trudu można kupić taki worek lub szprycę w pierwszym lepszym supermarkecie. Nadziewam robiąc końcówką dziurkę albo na spodzie pączka lub z boku.
– Pączki z nadzieniem lukruję: do cukru pudru wlewam bardzo powoli wodę i mieszam łyżką aż zrobi się pasta. Jeśli macie mało cukru pudru, radzę wodę wlewać po łyżeczce, bo lukier, który jest zbyt wodnisty, zostanie wchłonięty przez ciasto.
To chyba mniej więcej tyle 🙂
A teraz przepis na ciasto:
Pączki
ok. 14 sztuk
4 żółtka
1 jajko
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu wanilii (opcjonalnie, ja lubię i daję)
50 g masła
430-500 g mąki (jej ilość zależy od wielkości jajek, należy dodawać ją stopniowo i nie za dużo)
1/2 łyżeczki soli
30 g cukru (najlepiej drobnego lub pudru)
230 ml mleka, podgrzanego do temperatury pokojowej
20 g świeżych drożdży (można zastąpić 1 łyżeczką suszonych instant, ale ja wolę świeże)
3 kostki Planty do smażenia (oleju lub smalcu, co kto lubi, ja wybieram Plantę)
Drożdże rozkruszyć do miseczki, zasypać łyżeczką cukru, wlać 3 łyżki mleka. Wymieszać i odstawić na 15 minut.
W misce wymieszać 400 g mąki, sól, dodać wanilię i resztę cukru. Dodać jajko, żółtka i masło, powoli zagniatać ciasto, wlewając jednocześnie zaczyn i resztę mleka.
Można ciasto zagnieść ręcznie albo mikserem: powinno być lśniące, odchodzić od rąk, ale może się lekko kleić. Podczas zagniatania masło spowoduje, że ciasto będzie mniej klejące, a bardziej lśniące. Dlatego dodatkową mąkę można dodać dopiero po dokładnym wyrobieniu ciasta z masłem.
I odwrotnie: jeśli okaże się, że ciasto, które zrobiliśmy, jest zbyt twarde, można do niego dodać jeszcze jedno żółtko lub więcej mleka.
Przełożyć do miski, przykryć folią i odstawić do wyrastania na ok. godzinę.
Maszyna do wypieku chleba: można wszystkie składniki umieścić w maszynie i włączyć najkrótszy program zagniatania ciasta (ja korzystam z programu do zagniatania pizzy).
Z wyrośniętego ciasta lepimy kulki (tak jak w przypadku bułeczek: rozpłaszczamy placuszek na dłoni i brzegi zlepiamy do środka. Dobrze uformowane ciasto=kształtny pączek po upieczeniu).
Pączki układamy na papierze do pieczenia zostawiając między nimi 3-4 cm odstępy. Odstawiamy do wyrastania na ok. 30 minut, powinny wyraźnie urosnąć.
W tym czasie rozgrzewamy tłuszcz (w dużym, raczej płaskim garnku lub na głębokiej patelni) i do średniogorącego wkładamy delikatnie pączki. Smażymy powoli, przewracając na drugą stronę i sprawdzając drewnianym patyczkiem, czy nie są w środku surowe.
Usmażone przekładamy na płaski talerz wyłożony papierowym ręcznikiem, który wchłonie nadmiar tłuszczu, a w tym czasie smażymy resztę pączków.
Gotowe można nadziać dowolną marmoladą – ważne, żeby była dosyć gęsta. Ja używam domowych powideł śliwkowych, które czasem mieszam z konfiturą z płatków róży.
Smacznego!
62 komentarze
Poprzedni
rp_biszkopty-1_3717.jpg
Następny
rp_IMG_4214-12.jpg