Książka na weekend i pyszny sernik krakowski

W Auchan premiera ozdób świątecznych, choinek i słodyczy. Dziad (tym razem bez Baby) buszował w dziale z elegancko upakowanymi na półkach zestawami dezodorantów, mydeł i płynów do kąpieli.
Jeszcze wszystko takie ładne i wybór przeogromny. Nic, tylko kupować, na później. Upychać na dnie szafy między kożuchem pachnącym naftaliną a wysokim stosem pościeli prosto z magla. Może Baba nie znajdzie przed świętami. Sama już nie pamięta, co trzyma w szafie.
Starość nie jest w modzie, a ja lubię starych, mądrych ludzi. Takich, którzy nie zatrzymali się na powiedzeniu: za komuny było lepiej. Nie mam już dziadków, nie mogę zapytać o stare zwyczaje. Mogę sięgać do zakątków swojej pamięci albo słuchać innych, którzy mają coś do powiedzenia.
W tym tygodniu wybrałam się po kolejną lekturę. Miałam ochotę na coś nowego, biograficznego. Obok nużących wyznań dziennikarek, psychologów i aktorów, znalazłam na półce zbiór felietonów i wywiadów napisanych przez Andrzeja Łapickiego*, zebranych przy udziale jego żony, Kamili.
Większość z nich została napisana do Rzeczpospolitej. To krótkie teksty o tym, co było i o tym, co jest, przez pryzmat wspomnień autora, którego pamięć jest ostra jak brzytwa.
Cieszy mnie, że dzięki kontrowersyjnemu małżeństwu, Andrzej Łapicki ma okazję być współczesnym celebrytem (a nie tylko legendarnym aktorem), bo ma do powiedzenia coś więcej niż wynurzenia na temat nieudanego małżeństwa czy polityki.
Podobają mi się jego opowiadania o starej Warszawie – gdzie się chodziło, co wystawiano w teatrach, co było modne, a czego nie wypadało. Pisane z nutą nostalgii, ale bez sztampy i ciekawie.
Ale nie mniej niż felietony, lubię wywiady, a raczej rozmowy, które dla potrzeb tej książki przeprowadziła z nim żona. W przeciwieństwie do poważnego krytyka czy wszystkowiedzącego znawcy, Kamila rozmawia z nim w sposób bezpośredni, bez owijania w bawełnę, z ciekawością charakteryzującą niemal każdą młodą osobę. I zadaje pytania, których próżno szukać w gazetach.
Rozmawiają niemal o wszystkim: począwszy od teatru, przez życie codzienne, na pościgach paparazzich kończąc. Forma tej lektury, nie mająca nic wspólnego z wywiadem-rzeką (za którymi, tak na marginesie, nie przepadam), jest zachęcająca. 
Warto sięgnąć do tej książki. Jak zaczęłam ją czytać, nie mogłam się oderwać. Polecam na weekend.

A do książki sernik krakowski.


Mam dobrą rękę do serników, bardzo lubię je piec. A ten jest jednym z najlepszych, jakie udało mi się zrobić. Ciężki, konkretny, ogromny. Z prawdziwego sera. Ale jeśli nie chce nam się wyciągać z szafki maszynki do mielenia, można kupić ser w wiaderku. Czemu nie?


Sernik krakowski

/na podst. przepisu Pierre’a Herme/

Spód:
250 g mąki
125 g cukru pudru
ziarenka z 1 laski wanilii (lub łyżeczka ekstraktu z wanilii)
125 g masła
1 jajko

Z podanych składników szybko zagnieść ciasto (można mikserem, ale wówczas należy miksować tylko do momentu, aż składniki zaczną się sklejać. Zbyt długo wyrabiane ciasto kruche, po upieczeniu jest twarde).
Z ciasta uformować kulę, zawinąć w folię i schłodzić w lodówce przez 30-40 minut.
Następnie 2/3 – 3/4 ciasta (ta ilość zależy od tego, ile chcemy zostawić na paski ozdabiające wierzch sernika) rozwałkować na prostokąt, którym wyłożyć dno formy wysmarowanej masłem i lekko wysypanej bułką tartą (autor nie podaje wielkości, użyłam prostokątnej formy o wymiarach 26×30 cm).
Resztę ciasta zawinąć w folię i schować do lodówki.
Piekarnik nagrzać do 180 st C. Spód ciasta ponakłuwać, wstawić do piekarnika i podpiec 15 minut.

W tym czasie przygotować masę serową:

1 kg twarogu trzykrotnie mielonego
8 jajek, osobno białka i żółtka
100 g miękkiego masła
250 g cukru pudru
3 łyżki cukru waniliowego
3 łyżki mąki ziemniaczanej (pominęłam)
100 g rodzynek (ważne, by były to małe rodzynki bez pestek)
1 żółtko, roztrzepane
lukier (zrobiłam go ze 150 g cukru pudru połączonego z sokiem wyciśniętym z ok. 1/2 cytryny)

Masło włożyć do dużej miski, dodać 200 g cukru i cukru waniliowego i ucierać na krem. Kiedy masa będzie jasna, dodawać po 1 żółtku, a następnie po łyżce twarogu. Ucierać tak długo, aż wszystkie składniki dobrze się połączą.
Białka ubić w drugiej misce na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodać pozostałe 50 g cukru pudru.
Do masy dodać rodzynki i mąkę ziemniaczaną (jeśli jej używamy). Następnie powolnym, ale zdecydowanym ruchem wmieszać pianę z białek.
Masę wlać na podpieczony spód.
Z reszty ciasta formować wałeczki i układać je na wierzchu sernika tworząc kratkę. Posmarować kratkę żółtkiem i wstawić do piekarnika. Piec 50-60 minut.
Po upieczeniu, wyłączyć piekarnik, uchylić drzwiczki i pozwolić sernikowi ostygnąć.
Ten sernik, jeśli jest dobrze zrobiony i upieczony, nie powinien opaść.

Po ostudzeniu, kiedy sernik będzie zimny, polukrować.
Najlepiej kroić go następnego dnia.

Smacznego!


*Andrzej Łapicki
„Nic się nie stało!”
Świat Książki 2010

cena 29,90 zł

42 komentarze
Poprzedni
rp_IMG_0074.jpg
Następny