Biszkoptowe ciasto ze śliwkami. Najprostsze i najlepsze.

W tym roku wyjątkowo niecierpliwie czekam na święta. Jakbym zapomniała już o poprzedniej, ciężkiej zimie i śniegu, który tak wszystkim dał w kość.
Kupuję choinkowe dekoracje, powoli kończę kompletować prezenty, by tym razem zdążyć ze wszystkim przed czasem, żeby ostatnie tygodnie przed świętami spędzić z dala od dzikich tłumów w sklepach.
Jesień jest dla mnie zawsze najbardziej pracowitą porą roku. To właśnie teraz piętrzą się sprawy i projekty, zadania na już, najpóźniej na jutro.
Lubię ten czas wypełniony po brzegi, kiedy mam poczucie dobrze wykonanego zadania. Pracy zawodowej, która satysfakcjonuje i cieszy, pracy, która jest też pasją.
Lubię prowadzić warsztaty i lubię te chwile, kiedy zaczynamy i twarze, które już wcześniej widziałam. I te nowe, które często wracają.
Obok łóżka rośnie stos nowych książek kucharskich, z których część czeka na recenzję, a reszta jest zbiorem kulinarnych inspiracji i wyzwań. Doszłam do wniosku, że chcę iść dalej, wiedzieć więcej, być lepsza.
Znowu w moim domu pojawiają się dziesiątki toreb z mąką z nowych źródeł, które próbuję, testuję, z których piekę nowe bochenki. Zamawiam je wszędzie, szukam ich i pytam o nie.
Dołączam do towarzyskich kooperatyw, które szukają najlepszych dostawców.
Moja pasja wróciła do mnie ze zdwojoną siłą.
Nowa dzielnica okazała się być łaskawa, sąsiedzi lepsi niż mogłabym sobie wymarzyć. Nigdy nie sądziłam, że tak szybko można się zaprzyjaźnić z właścicielami najbliższych (w dodatku najlepszych) kawiarni. W środku miasta żyjemy trochę jak w małym miasteczku, gdzie każdy każdego zna i w razie czego popilnuje mu kota.
Jedyne, czego brakuje, to beztroskich dzieci biegających po dużych podwórzach. Wygląda na to, że czasy wspólnego przesiadywania na trzepaku, zabaw w chowanego i ganiania po podwórku aż do zmierzchu, przeszły do lamusa. Szkoda.
Ostatnio piekę w domu mało ciast. Jakoś tak wyszło, że najchętniej sięgam teraz po pajdy domowego, chrupiącego chleba, gotuję gary gęstych, warzywnych zup z kaszą i najchętniej wracam do dań z dzieciństwa (nie ma to jak pomidorowa z makaronem ugotowana na dobrym rosole, mamine leczo albo placki ziemniaczane).
Piątkowe zakupy na targu warzywnym i śliwki skłoniły mnie do zrobienia ciasta, jakie pamiętam z domu rodzinnego. Pomyślałam, że może upiekłabym coś nowego, przeszukiwałam książki z nadzieją, że znajdę coś, co będę chciała zrobić.
Jednak potrzeba maślanego biszkoptowego z dużą ilością węgierek pokonała myśl o tartach, drożdżowym czy jakimkolwiek innym.

Biszkoptowe ciasto ze śliwkami
Najprostsze i najlepsze.

185 g mąki pszennej
80 g masła, stopionego i ostudzonego
6 jajek (dużych, osobno białka i żółtka)
140 g drobnego cukru

700 g śliwek węgierek (przepołowionych, wypestkowanych)
do posypania: łyżka cukru trzcinowego plus łyżeczka cynamonu

Kwadratową formę do pieczenia o boku 24-26 cm posmarować stopionym masłem.
Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Białka oddzielić od żółtek.
Białka ubić z 2 łyżkami cukru na sztywną pianę.
W drugiej misce utrzeć żółtka z pozostałym cukrem na kogel mogel.
Mąkę przesiać (koniecznie, dzięki temu ciasto będzie puszyste).
Do żółtek dodać 2 łyżki piany i dokładnie, ale delikatnie wymieszać.
Następnie mieszając szpatułką (nie mikserem!) dodać do żółtek na przemian masło i mąkę. Na końcu wmieszać pozostałą pianę z białek, starając się zachować strukturę piany (dzięki temu ciasto będzie puszyste).
Przelać do formy, na wierzchu ułożyć śliwki, rozcięciem do góry, posypać łyżką cukru wymieszaną z cynamonem.
Piec 45-55 minut.
Smacznego!

19 komentarzy
Poprzedni
Następny
rp_ksiazki_2013Nov17_0009.png