Czekoladowe ciasteczka – chrupiące z zewnątrz, ciągnące w środku

Ach te Walentynki!
„Czy my obchodzimy w tym roku Walentynki?” – zagaił mnie Pan Inżynier z odpowiednim wyprzedzeniem, na wypadek gdybym zażyczyła sobie specjalnego modelu pierścionka z brylantem, na który trzeba trochę poczekać.
Oj weź, daj spokój, szkoda kasy – odparłam i zaczęłam analizować w myślach te wszystkie powiedzenia tych, którzy nie obchodzą Walentynek, Dnia Kobiet  i tym podobnych świąt, mówiąc, że kobiety trzeba szanować na co dzień, nie tylko od święta. No tak, fakt. Pomyślałam następnie o wszystkich kawkach podawanych mi codziennie rano do łóżka, o śniadankach, kanapkach oraz, co rozczula mnie najbardziej – pościelonych wieczorem łóżkach, z przygotowanym filmem, przekąskami (ach, te czipsy, przez które nigdy nie schudnę na lato), cydrami wlanymi do kieliszka, lampkami włączonymi do czytania i doszłam do wniosku, że walentynki to ja naprawdę mam codziennie. Ale, żeby powiedzieć prawdę, to kłócić też się potrafimy konkretnie. Niewalentynkowo. Wybuchamy jak dwa balony, które ktoś za bardzo napompował 😛 Ale potem jest cisza i spokój w zagrodzie.

Jednak kiedy byłam młodsza, a miłość była bardziej krucha i nieopierzona, lubiłam Walentynki. Najbardziej te z zaskoczenia, wyczekiwane w niepewności. Można było dostać cokolwiek, bo to cokolwiek to było prawdziwe coś. Miłość jest cudowna i warto ją celebrować przy każdej okazji. Im dłużej żyję na tym świecie, tym bardziej rozumiem, jaki to dar. Prezent od drugiego człowieka: jestem tu dla Ciebie, z Tobą, myślę o Tobie, chcę Ci pomagać.

Ze wszystkich słodyczy świata, to czekolada kojarzy mi się z miłością. Najbardziej chyba ta w czekoladowym ciastku z płynącym, ciepłym środkiem. Ale dziś robię coś prostszego – czekoladowe ciasteczka, chrupiące z zewnątrz, ciągnące w środku. Ważne jest tu kilka rzeczy: schłodzenie masy przed formowaniem ciasteczek, odpowiednie odstępy między nimi zanim włożymy je do piekarnika, czas pieczenia – ten, który podaję jest orientacyjny, bowiem wszystko zależy od tego, jak duże zrobicie kuleczki, jak szybko nagrzewa się i piecze Wasz piekarnik. Lepiej piec je trochę za krótko niż za długo. Te miękkie bowiem stwardnieją po ostudzeniu.

Czekoladowe ciasteczka - chrupiące z zewnątrz, ciągnące w środku

Składniki

  • 210 g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub cukier waniliowy
  • 120 g masła prosto z lodówki, pokrojonego
  • 120 g cukru trzcinowego lub muscovado
  • 80 g drobnego cukru do pieczenia
  • 1 jajko
  • 100 g gorzkiej czekolady, połamanej na kawałki (ja lubię 70-85%)

Przepis

  1. Mieszamy mąkę, sól, sodę.
  2. W misce miksujemy masło z cukrem białym i trzcinowym, dodajemy jajko i wanilię. Ja wszystko robię w malakserze, ale można to zrobić przy użyciu miksera.
  3. Na końcu wmieszać czekoladę do masy (ja połowę czekolady ścieram na tarce, a drugie pół łamię na kawałki) i schować ją do lodówki na 1-2 h (to bardzo ważne, dzięki temu ciastka będą miały odpowiednią strukturę i nie popłyną podczas pieczenia).
  4. Piekarnik nagrzać do 180 st C (termoobieg).
  5. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Przy pomocy dwóch łyżek lub łyżki do lodów nabierać porcje wielkości orzecha włoskiego i układać na blasze, zachowując odstępy 4-5 cm.
  6. Wstawić do piekarnika i piec 10-15 minut. Sprawdzamy po 10 minutach stopień upieczenia – z zewnątrz ciastka powinny być delikatnie rumiane, a środek powinien być miękki.
  7. Wyjmujemy z piekarnika i pozwalamy ciastkom ostygnąć na blasze. Powinny lekko stwardnieć.

Smacznego!

16
Previous Post
Next Post