Prezentownik 2019: polskie ubrania i dodatki dla kobiet

Bardzo lubię przygotowywać dla Was te Prezentowniki. W tym roku publikuję je wcześniej, przede wszystkim dlatego, że rzeczy, które prezentuję, są z małych polskich manufaktur, na niektóre trzeba trochę dłużej poczekać, np. kilka dni albo dwa tygodnie, bo nie są na już. Do wyboru innych trzeba dojrzeć. W każdym razie ja zawsze długo się zastanawiam zanim coś kupię. Tak naprawdę prezentuję tu najfajniejsze rzeczy, które służyły mi w tym roku, nowe odkrycia i zachwyty. Ponieważ ja nie umiem tylko zdjęcie i nazwa, bo u mnie każda z tych rzeczy wiąże się z jakąś historią, to… mam nadzieję, że mi wybaczycie. To nie ostatni Prezentownik w tym roku, bo pewnie zaraz przypomni mi się coś nowego, ale od czegoś trzeba zacząć 🙂

Saffa

Saffa

Poznałyśmy się w tym roku w Katowicach. Jak to w życiu bywa, przypadkiem. Zaczęło się od jednego pierścionka, który ja nazywam origami, a Ona trochę inaczej, ale to już nieważne. Im lepiej ją poznawałam i odkrywałam, kto stoi za tymi wszystkimi pierścionkami i bransoletkami, tym więcej widziałam w nich piękna. Ona sama jest najlepszą ambasadorką swojej biżuterii, bo jak człowiek coś na niej zobaczy, to zaraz chciałby też mieć. Skończyła wzornictwo przemysłowe na ASP, a biżuterię projektuje od ośmiu lat. Jest kilka kolekcji, ja najbardziej polubiłam Heart Line – malutkie serduszka w trzech odsłonach, Adriana Secret oraz Ring. Ta ostatnia wydaje się dość niepozorna, minimalistyczna, ale to chyba moja ulubiona, zwłaszcza pierścionki. Oprócz tego, że piękne to jeszcze ultrawygodne, bo nic się nie ‚haczy’, nic nie przeszkadza. Nie wiem, jak Wy, ale dla mnie ma to duże znaczenie, zwłaszcza zimą, kiedy człowiek nosi rękawiczki.

John and Mary

Jako dziecko miałam szczęście mieć w rodzinie rzemieślników. Miałam… dawno ich już nie ma wśród nas. Jestem osobą mega sentymentalną i bardzo szanuję pracę ludzkich rąk i rzemiosło. Jak mam coś od kogoś, kogo znam, to trudno mi się rozstać z daną rzeczą. Po prostu pamiętam długie godziny, jakie spędzałam z bliskimi, którzy robili np. buty czy sweter. John i Mary to tak naprawdę Jan i Maria, duet bardzo młodych ludzi, którzy w swojej ofercie mają zaledwie kilka modeli. Ja mam małą torebkę Laguna i portfel. I są to jedne z najbardziej przemyślanych i najfajniejszych rzeczy, jakie mam. W dodatku wyglądają na niezniszczalne.

MISS LIBERTÉ Varsovie

Miss Liberte

Uwielbiam śliczną bieliznę, która wymyka się regułom: sportowa/elegancka. Lubię frywolną, zabawną, kolorową, miłą, nieoczywistą. Mam kilka kompletów MISS LIBERTÉ i wszystkie, bez wyjątku, lubię. Dobrze leży, nie gryzie, jest miła w dotyku i piękna. I jest z Warszawy <3

Love on the snow

Love on the snow

Pierwszy raz zobaczyłam te ciuszki podczas jakichś targów. Zobaczyłam, dotknęłam, zawołałam Inżyniera i powiedziałam: „Jak będziesz chciał mi coś kupić na prezent, to ja bardzo chcę to”. Wyjątkowe w nich jest to, że są z wełny merino, są więc bardzo ciepłe, ale jednocześnie cieniutkie, więc można je założyć np. pod marynarkę albo pod płaszcz. Piękne, miękkie i bardzo sexy. Mam koszulkę Jolene i body Copenhagen. Uwielbiam.

By the moon

By the moon

Marka bardziej znana z ubranek dla dzieci, ale szyje też dla kobiet. Kolekcja jest bardzo krótka, ale… jak już człowiek w nią wskoczy to najchętniej by z niej nie wyskakiwał. Mam bluzę, koszulę, bluzkę i sztruksy i po prostu uwielbiam te rzeczy. Wszystko do siebie pasuje, jest świetne gatunkowo, miłe w dotyku i po praniu wciąż wygląda dobrze (np. bluzę prałam już kilka razy i wciąż wygląda jak nowa).

Polly Clothes

Polly Clothes

„Masz tę bluzkę miesiąc, a już obskoczyłaś w niej sześć imprez” – stwierdził któregoś dnia Inżynier widząc jak przed wyjściem wyciągam ciuszek z szafy. Coś w tym jest. Znacie to – impreza albo wyjście, na którym trzeba jakoś lepiej wyglądać, ale człowiek nie ma od razu ochoty stroić się jak na wesele. Taka właśnie jest ta bluzka. Marka współpracuje też z  jedną z najfajniejszych  ilustratorek, Anną Rudak, która zaprojektowała kolekcję „Żurawie”. Śliczne bluzki, wspaniała jakość i krótkie serie.

Risk made in Warsaw

Risk made in Warsaw

Risk made in Warsaw towarzyszy mi właściwie od początku ich istnienia, bo dziewczyny obchodzą w tym roku ósmy jubileusz. Zaczęło się od płaszcza z tkaniny dresowej – zobaczyłam u koleżanki, zapragnęłam takiego samego, pojechałam do sklepu, wybrałam coś innego, a potem, co jakiś czas, wracałam po nowe rzeczy. Mam kilka spódnic, kilka sukienek i lubię je tak bardzo, że mijają lata, a ja nie mam ochoty się ich pozbyć. Jedną z najfajniejszych sukienek, jakie mam, jest ta ze zdjęcia, w ptaki. Nie lubię rzeczy opiętych, krępujących ruchy, ale też kiedy potrzebuję czegoś bardziej subtelnego niż workowata lniana kieca 😉 zaczynam grzebać w szafie i zazwyczaj pada wybór właśnie na ten model. Przetańczyłam w niej niejedną imprezę. Risk tworzy krótkie serie, ciągle coś nowego. Lubię też dwa swetry, które od nich mam: Anna Winter (ja mam w niedostępnym już kolorze szarym z kolekcji sprzed roku) oraz tegoroczny wielki swetrokoc: Kardigan merino. Jest ogromny, bardzo ciepły, ja traktuję go jak płaszcz. Polecam zwłaszcza zakupy na wyprzedaży – Dziewczyny często robią krótkie akcje wyprzedażowe, na których ja najchętniej robię zakupy.

Zest

Zest

Jeśli potrzebujesz czegoś „jak spod igły” to bardzo polecam tę jednoosobową manufakturę z Poznania. Niezwykła dbałość o etyczne pochodzenie tkanin, ale też o jakość. Tu nic nie jest szyte na zapas, raczej na bieżąco, można więc poprosić o coś dłuższego/szerszego/krótszego. Mam kilka rzeczy, a szczególnie lubię spodnie ze zdjęcia oraz marynarkę. Jedna z najstaranniej uszytych rzeczy, jakie widziałam. Do tego stopnia, że dzięki niej zupełnie innym okiem patrzę na produkty fast fashion. 

23
Previous Post
Next Post