Nowa kuchnia: Fronty i uchwyty

Dzisiaj temat dotyczący mojej nowej kuchni: Fronty i uchwyty.

Pierwsza myśl, jaka zawsze przychodziła mi do głowy, kiedy myślałam o kuchni idealnej, to była biała kuchnia na wysoki połysk. Czasem, oglądając zdjęcia, myślałam o kuchniach bardziej w stylu rustykalnym, ale dosyć szybko przechodziła mi ta myśl. Kuchni rustykalnej nigdy nie miałam, miałam za to białą, na wysoki połysk. Bardzo ją lubiłam, łatwo było ją utrzymać w czystości, nigdy też mi się nie znudziła. Miałam więc pokusę, żeby powtórzyć ten manewr, ale, po pierwsze, nie znalazłam odcienia białego, jaki mnie konkretnie interesował (chciałam ciepłej bieli, ale nie beżowej. Ani zimnej), a kuchnie, które mi się naprawdę podobały, zdecydowanie przekraczały budżet, jaki byliśmy w stanie na meble przeznaczyć.

Od długiego czasu ciągnęło mnie w stronę kuchni, jakie często oglądałam na stronach norweskich. Ciemna góra, jasny dół albo odwrotnie. Trochę drewna, reszta płyta MDF. Albo kuchnie ze sklejki. Uwielbiam stylistykę japońską, kolor naturalnego drewna, chciałam przemycić trochę tego stylu do naszego wnętrza.

I wtedy koleżanka (Kasia z My Full House), która długo mieszkała w Danii zapytała, czy słyszałam o frontach, które pasują do modułów sprzedawanych w Ikea.

Fronty

Zacznę może od tego, że zdecydowałam się na ofertę FROPT, firmy, którą prowadzą dwie dziewczyny z Krakowa. Ich fronty meblowe pasują do systemu kuchennego METOD, ale można z nich również zbudować np. komody. Metoda nie jest jakaś szczególnie nowa, nie raz i nie dwa widziałam w zagranicznych magazynach wnętrzarskich reklamy firm, które robią coś podobnego i zawsze, ale to zawsze zastanawiałam się nad tym, dlaczego u nas tego jeszcze nie ma, w końcu to genialny pomysł. I proszę bardzo, jednak ktoś to robi. Czyli mówiąc krótko – kupujesz korpusy, potrzebne wyposażenie wewnętrzne i osprzęt w Ikea, a fronty i cokoły o jakości stolarskiej zamawiasz w wybranym sklepie.

Fronty zamawia się przez stronę, poza frontami można zamówić wszystkie potrzebne elementy: blendy, listwy, panele, cokoły ect. Fropty można zamówić samodzielnie przez stronę, można też wysłać gotowy projekt kuchni na maila, wtedy dziewczyny pomagają skompletować potrzebne elementy i stworzyć listę zakupową.

Zanim cokolwiek wybrałam, zamówiłam na stronie sklepu wzorniki. Wiedziałam już, że białych nie chcę, szłam raczej w ciepłe klimaty. Ostatnimi czasy najbardziej inspirują mnie kuchnie i estetyka japońska. Bardzo lubię te monochromatyczne i minimalistyczne meble i chciałam choć trochę przenieść tego do własnego domu. W zasadzie to mogę śmiało powiedzieć, że wybrałam dwie opcje, z których każda była w naszym przypadku trafiona w 100%. Do części szafek wybrałam naturalny dąb. Kocham ten rodzaj drewna, jest mi najbliższy, najbardziej mi się podoba i żadna dębowa rzecz, jaką mam w domu, nigdy mi się nie znudziła. Nie chciałam jednak całej kuchni w dębie. Nie, bo nie 😉 Może też dlatego, że podobały mi się równie mocno fronty w odcieniu piaskowym (SAND). Uzgodniliśmy więc, że zamówimy obie wersje. Dół szafek w dębie, góra oraz wysoka część zabudowy na drugiej ścianie w kolorze piaskowym.

Była pokusa frontów bez uchwytów, ale mamy dzieci, które z kuchni korzystają – otwierają szafki, lodówkę, pomagają opróżniać zmywarkę, itp, chciałam więc, by było wygodnie także dla nich.

Wracamy jeszcze na chwilę do frontów.

Od momentu zamówienia, czeka się na nie około 7 tygodni, więc warto wziąć ten fakt pod uwagę podczas planowania kuchni. Nie ma problemu z ich montażem – naszą kuchnię montowała ekipa z IKEA i panowie przed rozpoczęciem montażu dokładnie obejrzeli nasz projekt, wysłuchali tego, co mamy do powiedzenia i potem sprawy przebiegały sprawnie i gładko. Na etapie zamawiania transportu z montażem, konsultantka pytała nas o dokładną liczbę frontów spoza IKEA i zostały one uwzględnione w kosztorysie. Na miejscu nie było więc żadnych wątpliwości i niejasności.

FRØPT obchodzi właśnie 2 lata działania i z tej okazji kod rabatowy na hasło WhitePlate na zamówienia frontów powyżej 4 tysięcy wynosi 10% i obowiązuje do 31.01.2020.

Uchwyty

Zdecydowaliśmy się na uchwyty zaprojektowane przez Olę Munzar, która prowadzi markę Plankton i zajmuje się ręcznie robionymi uchwytami kuchennymi (oraz do innych mebli też). Kurierem dostałam kilka uchwytów do wyboru, żeby sobie je obejrzeć i przyłożyć do próbników z frontami. Jak zobaczyłam, co robią, w zasadzie od razu wiedziałam, co chcę, a raczej co chce moje serce, ale potem zaczęłam mieć rozkminy pt. „a czy to będzie pasować do kranu?”, „a czy to będzie pasować do koloru piekarnika?”. Wszystkie rozkminy i racjonalna postawa wskazywały na: czarny albo stalowy. „Ale ja nie chcę stalowego, skoro mosiężny mi się podoba” – jęczałam do Inżyniera. I wtedy zadzwoniłam do Oli, która powiedziała, że ona kiedyś też była taka radykalna i że wszystko do wszystkiego musiało pasować, a teraz zmieniła podejście i radzi mi spojrzeć na temat podobnie, na luzie. Era kompletów, wersalki pasującej do kompletu stołu z krzesłami być może już za nami, więc i tu postanowiłam brać to, czego naprawdę chcę. A chciałam mosiężnych uchwytów. I co? I jestem bardzo zadowolona. Uchwyty są jak biżuteria. Jeśli są porządnie zrobione i ładne, niczego nie udają, będą się sprawdzać i cieszyć (Ola wysłała mi też stary, używany uchwyt, żebym mogła zobaczyć, jak te moje, nowe, będą wyglądały z czasem). Jak je wyjęłam, a montażyści zamontowali je przy szafkach czułam, że dokonałam dobrego wyboru. Wybrałam gałki do lżejszych szafek i uchwyty do szafki większej, która jest wysuwaną szufladą na odpady – tak naprawdę mogłam postawić na jedną z wersji, ale chciałam je połączyć. Kiedy je zamontowaliśmy, mogłam się tylko uśmiechnąć, bo mam to, czego chciałam.

A Ola o swojej firmie mówi tak: „wszystko opiera się na projektach moich i moich przyjaciół zaproszonych do projektu. Wszystkie produkty są wykonywane rękami moich zaprzyjaźnionych wykonawców, w zakładach rzemieślniczych z tradycjami. Z panem Krzysztofem, który wykonuje gałki Luciole, robiłam dyplom z mebla. To czasy tuz po Powstaniu Listopadowym –  zjedliśmy razem niejedną beczkę soli! Jak dotąd wszystkie mosiężne i miedziane produkty w Planktonie nie są lakierowane ani woskowane. Oznacza to, że z czasem pokryją się patyną, co w naszym mniemaniu, dodaje im szyku. Nie polecamy usuwania patyny, ale da się to zrobić nawet domowymi sposobami. Na serio zależy nam na dbałości o środowisko, sprowadzanie na ten świat kolejnych i kolejnych przedmiotów przecież zobowiązuje. Same uchwyty, wykonane z metalu, podlegają w 100 % recyklingowi. Choć serce mi krwawi, kiedy piszę te słowa – można je odnieść do skupu metali kolorowych. W swojej małej skali robimy to, co możemy, żeby ślad po nas został jak najmniejszy: używamy minimum plastiku do pakowania przesyłek kurierskich, drukujemy minimum materiałów ( i to w drukarni, która szczyci się dbałością o skład chemiczny swoich wydruków i papieru). W naszym biurze na Mokotowie używamy energooszczędnych sterowalnych źródeł światła, nie używamy klimy, a atrakcją naszej pracowni jest toaleta spłukiwana wodą zużytą w umywalce. Skórę zwierzęcą w uchwytach PIN z radością zastąpiliśmy Pinatexem, czyli materiałem wytwarzanym z liści ananasa, to świeży produkt, jeszcze nie zadomowił się na dobre w ofercie”.

14
Previous Post
Next Post