Jamie Oliver: Wege i Carbonara w wersji wegetariańskiej

„Razem zestarzejemy się…” myślę za każdym razem, kiedy patrzę na Jamiego. Jesteśmy w podobnym wieku, więc pamiętam jego początki i pierwsze książki. Mam prawie wszystkie i zawsze czekam na kolejne. Ja wiem, że to nie on sam je pisze, o czym za każdym razem przypomina, dziękując swojemu zespołowi zaangażowanemu i w przygotowanie przepisów i ich testowanie. Zawsze ceniłam w nim to pokazywanie na końcu książki wszystkich osób, które z nim pracują. I w żaden sposób nie wpływa to na mój odbiór tego, co napisze. Wręcz przeciwnie, myślę, że dzięki temu są bardziej dopracowane, a przepisy różnorodne.

Kiedy brakuje mi weny, często sięgam właśnie po jego przepisy, może dlatego, ba, na pewno dlatego, że są mało skomplikowane, a efekt zawsze zadowalający. Niektóre z jego dań na stałe weszły do mojej kuchni i siedzą w niej kilkanaście lat. To od niego nauczyłam się np. podkręcać sosy używając anchois i… gotować perfekcyjnie jajka na miękko. Może banał, ale jednak.

Kiedy dawno temu zaczęłam kupować pierwsze książki kucharskie, często rezygnowałam z nich, bo było w nich za dużo mięsa, a za mało dań z warzyw. Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale jeszcze kilkanaście lat temu książki, w których większość przepisów była dla mięsożerców, to był standard.

Jamie poszedł z duchem czasu i napisał książkę dla wegetarian. I jestem pewna, że przypadnie do gustu również tym, którzy mięso jedzą, ale chcieliby może trochę urozmaicić swoją kuchnię. Cenię w niej różnorodność – to dania z różnych stron świata, ale zaadoptowane na nasze, europejskie warunki i podniebienia. Dania proste, gdzie być może niektóre składniki wymagają pójścia trochę dalej niż do sklepu na dole (czerwona pasta miso, olej arachidowy, makaron ryżowy), ale większość da się zrobić z tego, co możemy kupić w osiedlowym sklepie. Umówmy się, dziś kupienie gotowego ciasta francuskiego czy świeżych ziół nie stanowi większego problemu. A to daje nam pole do popisu.

Kiedy jestem w ciągu: zupa pomidorowa, makaron, kotlet rybny, to lubię zejść z utartej ścieżki i zrobić dla odmiany coś zupełnie innego, np. kanapkę grzybową z niebieskim serem pleśniowym, orzechami włoskimi i rukolą albo zupę z czarnej fasoli  z awokado z limonką, fetą i chilli.

Książka podzielona jest na kilkanaście rozdziałów, między innymi: Curry i potrawki, Zupy i Kanapki, Jednogarnkowe cuda, Przekąski na piątkowy wieczór, a także na te z radami i wskazówkami – o tym, co warto mieć w spiżarni i czego unikać np. dlaczego olej kokosowy nie jest tak wspaniały, jak go malują. Jest też kilka stron poświęconych dietetyce. Podoba mi się, że rozdziały te są pisane od siebie, nie brzmią jak teksty z ulotki. Ja zawsze chętnie do nich wracam, bo albo dowiaduję się z nich czegoś nowego albo przypominam sobie o produktach, o których zapomniałam. Forma, w jakiej są napisane przypadnie do gustu i początkującym kucharzom i osobom, które gotują dłużej.

Chciałabym podkreślić, że nie są to przepisy dla wegan. Autor używa jajek, sera, mleka. W przypadku serów z podpuszczką, na dole strony jest informacja na ten temat, a na końcu rozdział poświęcony serom wegańskim.

Szczególnie przypadł mi do gustu rozdział z jednogarnkowymi daniami. Muszę przyznać, że to mój ulubiony typ jedzenia, zwłaszcza w weekend. Znajdziemy tu takie rzeczy jak chrupiące lazanie z bakłażanem, pieczoną fasolkę, potrawkę kalafiorową w stylu greckim czy szakszukę z ziemniakami i dynią piżmową.

Zamierzam wypróbować też coś z działu z sałatkami. Może sałatkę z młodych ziemniaczków i marynowanych warzyw z ziołami i fetą? Albo sałatkę z fenkułu, melona i mozzarelli.

Na pierwszy ogień wypróbowałam przepis na makaron Carbonara z porem (świeży tymianek, czosnek, pieprz i parmezan). Bardzo lubię makaronowe receptury Jamiego, zwykle są bardzo proste i pożywne. Idealny pomysł na poniedziałek, kiedy lodówka świeci pustkami.

Jamie Oliver „Wege”
Wydawnictwo Insignis , jesień 2019
Tłumaczenie: Dorota Malina
Cena okładkowa: 69,99 zł

Carbonara z porem

Świeży tymianek, czosnek, pieprz i parmezan

Przepis z książki „Wege” Jamiego Olivera

4 porcje

Składniki

  • 2 duże pory
  • 4 ząbki czosnku
  • 4 gałązki świeżego tymianku
  • kawałek masła
  • oliwa
  • 300 g spaghetti
  • 50 g parmezanu lub pecorino i więcej do podania
  • 1 duże jajko

Przepis

Przytnij pory, wymyj je i pokrój na cienkie plasterki. Obierz czosnek i też pokrój go na cienkie plasterki, oberwij listki tymianku. Postaw duży rondel z grubym dnem na średnim ogniu, wrzuć do niego masło i wlej 1 łyżkę oliwy. Wrzuć na tłuszcz czosnek i listki tymianku, a kiedy zaczną skwierczeć, dodaj pora i 400 ml wody. Przykryj rondel i gotuj pory na wolnym ogniu, od czasu do czasu mieszając, ok. 40 minut, aż zmiękną. Przypraw je solą morską i pieprzem.

Kiedy pory będą prawie gotowe, ugotuj makaron w dużym rondlu osolonego wrzątku zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Odcedź spaghetti, zachowując kubek wody. Wrzuć makaron do rondla z porem i wymieszaj, zdejmij rondel z palnika i odczekaj 2 minuty. W tym czasie drobno zetrzyj ser i ubij go z jajkiem (jeśli zawartość rondla jest za gorąca, masa jajeczna się ścina – stąd to czekanie).

Rozrzedź masę jajeczną odrobiną zachowanej wody, a potem polej nią makaron (jest jeszcze ciepły, więc jajko nie będzie surowe). Dopraw spaghetti do smaku, nie oszczędzając pieprzu. Jeśli sos jest za gęsty, dolej do rondla trochę wody spod makaronu. Całość posyp jeszcze odrobiną sera.

Carbonarę najlepiej serwować z kieliszkiem włoskiego białego wina.

Dopisek Jamiego: Często smażę trzy razy więcej porów, niż potrzeba i nadmiar zamrażam do innych potraw.

11
Previous Post
Next Post