Najlepsze przytulone bułeczki lata. Z masłem rozmarynowym i serem.

Prawdopodobnie najlepsze bułki, jakie jedliście w tym roku 😉 Miękkie, maślane, puszyste i pachnące.

A lato tego roku nie obfituje w zbyt fantazyjne przepisy w moim domu. No bo co z tego, że się natrudzę, nakombinuję, nawymyślam, a oni i tak chcą makaronu z oliwą, ryżu z jabłkami i cynamonem albo ziemniaków. Ziemniaki z gzikiem, ziemniaki puree, ziemniaki podsmażane, ziemniaki takie i owakie. Albo zupa. Może być pomidorowa albo barszcz, koniecznie z jajkiem. Żadna inna. I dużo surowych ogórków pokrojonych w równą kostkę.

Co z tego, że się nawymyślam ciast, jak one chcą tylko brownie albo szarlotkę albo biszkopt (koniecznie suchy)? Jeszcze naleśniki ewentualnie, jakieś placki może i chleb. Chleb, grubo masła i dżem z tegorocznych działkowych śliwek.

Czekam więc, aż podrosną. Podobno trzeba dzieciom pozwolić znaleźć własne smaki, nie cisnąć za bardzo na to, co „powinny jeść” i co my lubimy jeść. Egzotyczne kuchnie idą na razie w odstawkę, a ja siadam wieczorami, kiedy już wszystkie zasną i szperam we wspomnieniach swojego dzieciństwa. Co jadłam, co lubiłam, co gotowała moja babcia. Babcia zwykle miała jakiś plan. To co gotujemy dziś, Elizko? Może bułki na mleku ci zrobię? Ciepłym, jeśli chcesz. A może pyzy, zupa z koperkiem albo placki z podsmażoną cebulką? Na część kręciłam nosem, ale zazwyczaj trafiała w moje gusta, a ja wracałam od niej szczęśliwa i najedzona.

Swoją drogą ciekawa jest taka podróż w czasie. W dodatku mam sporo przemyśleń na temat marnowania jedzenia. Tak naprawdę, od kiedy w moim życiu pojawił się Pan Inżynier, wielkopolski mąż, zaczęliśmy jeść inaczej. Rozsądniej, regularniej, spokojniej. Przestałam wychodzić z siebie, żeby zdobyć wszystkie możliwe przyprawy świata, żeby coś ugotować, a moje kaprysy kulinarne są dziś bardziej przyziemne i raczej z tych kojących dań, ciepłych i znajomych.

Ostatnio znudzona pieczywem z pobliskiej piekarni (nie chciało mi się piec, kiedy tak gorąco), zaczęłam znów śnić o chlebach z grubą, pachnącą skórką, bułkach nadziewanych czym tam chcę, brioszkach i drożdżówkach z własnego piekarnika. Bo choćby ktoś przynosił mi z miasta te najlepsze, to mi i tak bardziej smakują te moje, co zrobić.

Dziś naszło mnie na bułki. Maślane od prawdziwego masła i rozmarynowe. Bo rozmaryn to jest miłość prawdziwa i gdybym gotowała dla siebie, to wszędzie sypnęłabym go choć trochę. Dziś przemycam go w bułkach. Wiedziałam, że moje dzieci będą zielone wygrzebywać, więc zapobiegawczo podzieliłam ciasto na pół i do jednej części zielone dodałam, a do drugiej nie. Całość polałam rozmarynowym masłem, ale tego, o dziwo, nie skubały.

Bułki są najlepsze w dniu pieczenia. Jutro też będą spoko, ale jutro naprawdę lepiej upiec nową partię. To jak z ciastem drożdżowym – najlepsze jeszcze ciepłe i jeszcze dzisiaj, jutro to już nie to samo.

To co, robicie ze mną?

Aha, ja upiekłam swoje bułki w żeliwnym, płaskim rondlu z przykrywką. Jeśli takiego nie masz, upiecz w dużej tortownicy albo po prostu na blasze z piekarnika wyłożonej papierem. Ważne, żeby położyć je w miarę blisko siebie, żeby rosnąc, stykały się ze sobą. Takie to bułki przytulone.

Smacznego i do przeczytania!

 

 

Bułki przytulone z masłem rozmarynowym

z podanego przepisu wyjdzie 8-9 średniej wielkości bułeczek

Przepis zmodyfikowany, inspirowany książką „Heritage Baking” Ellen King.

Uwaga: przed formowaniem bułeczek ciasto powinno być miękkie, ale raczej gęste, nie płynące. Jeśli jest rzadkie to być może jajka, których ja użyłam były mniejsze/mąka chłonęła więcej wody, itp. Jeśli Twoje ciasto jest raczej rzadkie, dosyp więcej mąki.

Składniki

  • 280 g mąki pszennej (najlepiej bułkowej typ 650, ale może być dowolna)*
  • 20 g świeżych drożdży lub 7 g drożdży suszonych, rozpuszczonych w łyżce wody i odstawionych na 15 minut
  • 60 ml mleka
  • 80 ml wody
  • 1 (małe) jajko*
  • łyżeczka soli (6 g)
  • 30 g cukru
  • 60 g miękkiego masła
  • łyżeczka świeżych listków rozmarynu, drobno pokrojonych plus 2 łyżki świeżo startego twardego sera żółtego (np. cheddar)

dodatkowo:

masło rozmarynowe: w garnuszku rozpuść łyżkę masła, dodaj posiekane listki rozmarynu (ok. 1/2 łyżeczki) i odstaw na czas przygotowania bułek

Przepis

  1. W misce wymieszaj suche składniki (mąkę, sól i cukier).
  2. Dodaj mleko, wodę, jajko, drożdże. Zacznij miksować na niskich obrotach miksera. Ciasto powinno być sprężyste.
  3. Teraz dodawaj powoli masło oraz rozmaryn. Miksuj, aż ciasto będzie gładkie, a masło dobrze w nim rozpuszczone.
  4. Przykryj miskę szczelnie i odstaw ciasto do wyrastania na około 60-120 minut. Ciasta z dużą ilością masła rosną dużo wolniej od tych tradycyjnych, beztłuszczowych, więc nie przejmuj się za bardzo, ale proszę Cię – pozwól ciastu porządnie wyrosnąć. Chcemy mieć puszyste i miękkie bułki, a nie gnioty, prawda?*
  5. Teraz przygotuj tortownicę lub blachę wyłóż papierem do pieczenia.
  6. Uformuj bułeczki układając je w formie, zostawiając między nimi 3-4 cm odstępy. Pomiędzy odstępy wsyp starty na tarce ser. Przykryj ściereczką i odstaw do wyrastania na 40-60 minut – muszą wyraźnie urosnąć.
  7. Piekarnik nagrzej do 180 st C. Wstaw bułeczki i piecz ok. 20-30 minut. Jeśli, jak ja, pieczesz w zamykanym żeliwnym rondlu, czas pieczenia nieco się wydłuży do 30-35 minut.
  8. Po upieczeniu wyjmij na blat i od razu polej masłem rozmarynowym (możesz je lekko podgrzać). Odstaw na kwadrans i jedz. Na zdrowie 🙂

*Uwaga: przed formowaniem bułeczek ciasto powinno być miękkie, ale raczej gęste, nie płynące. Jeśli jest rzadkie to być może jajka, których ja użyłam były mniejsze/mąka chłonęła więcej wody, itp. Jeśli Twoje ciasto jest raczej rzadkie, dosyp więcej mąki.

42
Previous Post
Next Post