Planowanie nowej kuchni

Po 6 latach mieszkania z kuchnią, której nie lubię, przyszła pora na zmiany. W końcu! Na razie jestem na etapie planowania i dopinania szczegółów, bo realizacji spodziewam się dopiero w wakacje. W kuchni spędzamy większość naszego wspólnego, domowego czasu. Robię tu też dużo zdjęć, przesiaduję wieczorami, czytam. Kiedy odwiedzają nas goście, to też najczęściej lądujemy właśnie tu.

Kuchnia to serce domu. Marzy mi się wielkie serce choćby malutkiego domu, ale póki co będzie to małe serce średniego mieszkania 🙂

Pojawianie się nowych członków rodziny, ale też inne potrzeby (np. segregacja śmieci), nowe urządzenia i marzenia wymagają zmian w kuchni. Oprócz tego, że chciałabym, aby było funkcjonalnie, to musi też być ładnie, bo w kuchni robię zdjęcia. A że coraz bliżej mi do zdjęć naturalnych i nieustawianych, chcę by było tak, jak… chcę. Nie mam ochoty niczego przesłaniać, chować, udawać, że jest inaczej (patrz: ładniej) niż jest.

Nasza kuchnia, w starej przedwojennej kamienicy, ma dość nietypowy kształt i aby uniknąć kłopotów, wykupiłam w IKEA usługę profesjonalnego wymiarowania. Zrobiłam to po tym, jak sama dość nieudolnie próbowałam wymierzyć ściany, które są po prostu krzywe. Następnie, z planem w ręku wybrałam się do sklepu, gdzie mieliśmy dwie godziny na to, żeby zaplanować to, co chcielibyśmy mieć. To była też okazja do tego, żeby zobaczyć fronty, środki, wyposażenie, itp. itd. Im jestem starsza, tym racjonalniej podchodzę do kwestii urządzania pomieszczeń, które mają starczyć na dłużej, więc plan postanowiłam przemyśleć na spokojnie.

To będzie trzecia planowana przeze mnie kuchnia (ale pierwsza z IKEA). Pierwsza była szara, druga biała i teraz  zamierzałam  mieć znowu białą, ale… w sercu mam wciąż Japonię i to, co tam zobaczyłam. Dużo naturalnego drewna i ciepło, które nie wynika z nadmiaru przedmiotów.

Co jest dla mnie ważne przy planowaniu? Przede wszystkim funkcjonalność i prostota. Oczywiście chętnie oglądam wszystkie bajery i nowoczesne rozwiązania, ale z doświadczenia wiem, że (dla mnie) im prościej, tym lepiej. Podobają mi się proste, minimalistyczne kuchnie, które umożliwiają schowanie wszystkiego i łatwy dostęp do potrzebnych rzeczy. Lubię szuflady, bo są praktyczne. Moje marzenie to kuchnia, do której wchodzę rano i wszystko jest pochowane. A dość zabawne jest to, że jak rozmawiam z kimś na temat swojej wymarzonej kuchni, to wiele osób myśli, że mój ideał, to kuchnia rustykalna, w której dużo się dzieje :)) Jakieś szprosy, przeszklenia, mniejsze i większe szafeczki. Tymczasem dla mnie idealnie z zewnątrz to minimalistycznie i prosto, a w środku funkcjonalnie i ergonomicznie. U nas każda szuflada i szafka wykorzystana jest do końca, ale nie może być w nich bałaganu. Mówiąc krótko: w kuchni mam sporo rzeczy, ale dokładnie wiem, co i gdzie. Pieczę sprawuje nad tym wszystkim Pan Inżynier, który jest nieustraszonym fanem nowych rozwiązań i zmyślnych „patentów”. To on zawsze wynajdzie jakiś nowy system, półeczkę, pojemnik, itp, itd.

Nasza kuchnia nie jest zbyt duża, jest raczej wąska i stoi w niej już stół, przy którym musi się zmieścić pięć osób. Dawno temu wymarzyłam sobie drewniany, dębowy stół, najlepiej od razu stary, ale później doszłam do wniosku, że kupię nowy i poczekam, aż czas (i dzieci szurające po nim talerzami oraz walące w blat młotkiem) zrobią swoje, a stół będzie zapisem naszej rodzinnej historii i wspomnień. Stół więc zamówiłam kiedyś na wymiar i dla mnie jest idealny. Nie dla mnie jakieś rozwiązania z blacikiem przy ścianie, stołem składanym, itp, bo jemy dosyć długo (i często), zatem musi być wygodnie.

Górne szafki

Swoją pierwszą kuchnię urządzałam (o matko i córko!) już 20 lat temu. Podstawowy błąd, jaki wtedy popełniłam to zgoda na brak górnych szafek. A bo miało to lepiej wyglądać, a w rezultacie po prostu brakowało mi miejsca na różne rzeczy, zwłaszcza kubki. Ja jestem z tych osób, które lubią rano wejść do kuchni, otworzyć górną szafkę, pogapić się na kubki i wybrać ten, z którego dzisiaj będzie lepiej smakowało. Dziś więc górne szafki być muszą. I otwierane w sposób „normalny” – nie jakieś łamania, żaluzje, itp. Umówmy się, szafki otwieram jakieś tysiąc razy dziennie, czasem z bobasem na rękach i nie mam siły się z nimi szarpać 😉 Tym razem planuję wysokie szafki, chcę skorzystać z możliwości systemu METOD, który pozwala na zamontowanie drzwi długich nawet na 200 cm (!), wystarczy zamontować tam więcej zawiasów, bo dziurki są co 5 cm. Albo system UTRUSTA, gdzie szafkę można otworzyć po prostu na nią naciskając.

Blaty kuchenne

Ergonomicznie to wystarczająco dużo blatów kuchennych. Te idealne są (dla mnie) z kamienia. Miałam blaty granitowe i były świetne. Są jednak dosyć drogie, więc na dziś szukam jakiegoś tańszego rozwiązania. Uwielbiam również jasny marmur, np. Carrara. Cudowny, fantastyczny, pięknie się „niszczy”. W tym mieszkaniu mieliśmy już laminaty (nie lubię) i prosty blat drewniany, który bardzo polubiłam. Ok, trzeba uważać i nie stawiać na nim gorącego garnka, ale uważam, że ciepło drewna jest nie do przecenienia.  Spieki kwarcowe są ekstra, ale… za drogie. IKEA ma też nowe blaty imitujące konglomerat, marmur czy kwarc, ale ja najprawdopodobniej zdecyduję się ponownie na blat drewniany.

Szuflady

Jeśli o mnie chodzi, to szuflady mogłabym mieć niemal na wszystko. Wyższe, niższe, szersze i węższe. Uwielbiam szuflady, uważam, że to genialny wynalazek ułatwiający życie. O ile prościej jest wysunąć szufladę niż wyjmować wszystko z szafki, żeby znaleźć tę jedną foremkę, której akurat szukam. W nowej kuchni będzie więc sporo szuflad. Dzięki szufladom mogę wykorzystać całą szafkę, mogę użyć w niej organizerów na pokrywki, talerze czy kosze na śmieci. O właśnie! Kosze na śmieci. W tej chwili segregujemy wszystko trzymając rzeczy w pojemnikach i papierowych torbach, teraz nastawiam się na specjalną szufladę, która wyjątkowo mi podpasowała, system nazywa się VARIERA, a wygląda mniej więcej tak:

Segregujemy dosłownie wszystko (odpady organiczne chyba jako jedyni w bloku, mamy nadzieję, że sąsiedzi pójdą za naszym przykładem 😉 więc taki system jest dla mnie obowiązkowy.

Kolory

Gdybym miała wybrać kolor szafek w kuchni na całe życie, bez wątpienia wybrałabym biały. To kolor, który po prostu nigdy mi się nie nudzi. Jak mnie najdzie ochota na zmiany to zawsze mogę przemalować ścianę, położyć na niej tapetę, zawiesić na relingach ściereczki w kolorze fuksji albo położyć na krzesłach szafirowe poduszki. Z drugiej strony, zdałam sobie ostatnio sprawę, że nie kupuję kuchni na całe życie a zwykle na kilka lat, więc mogę mieć, co chcę, co mi w duszy gra. Wiem na pewno, że nie dla mnie ekstrawaganckie kolory, wolę raczej stonowane barwy natury. Mam w domu książki o japońskich wnętrzach, gdzie dużo jest naturalnego drewna i trochę tego trendu chciałabym wprowadzić u siebie.

Dlaczego IKEA

Przede wszystkim podoba mi się to, że na meble nie trzeba czekać niewiadomo ile i że końcowy efekt jest spersonalizowany. Że jest duży wybór wyposażenia wnętrz szafek, na czym szczególnie mi zależy. Że zawsze mogę podjechać i od ręki kupić coś, czego potrzebuję. Przykro to mówić, ale mam też nie najlepsze doświadczenia ze stolarzami, którym zlecałam wykonanie różnych mebli, a potem spotykało mnie rozczarowanie (np za krótka noga przy biurku, meble z niedostatecznie wyschniętego drewna, itp, itd). Teraz więc wolę mieć coś pewnego. Nasze potrzeby i gust się zmieniają, a ja co jakiś czas dochodzę do wniosku, że w szafce przydałaby mi się kolejna półka albo do szuflady inny „patent”, więc w tych kuchniach będę mogła to wymieniać „od ręki”. IKEA idzie też z duchem czasu (vide mój ulubiony temat: segregacja śmieci), więc w miarę kolejnych, dzisiaj nie znanych mi potrzeb, liczę na to, że znajdę coś, czego akurat chcę.

Akcesoria

Jeśli chodzi o sklepy IKEA to w dziale kuchennym zawsze coś mi wpadnie w oko. Mam słoiczki do przypraw z baaardzo starej kolekcji, które od dawna nie są już produkowane (z metalowymi pokrywkami) i po cichu liczę na to, że może jeszcze wrócą do oferty. Bardzo lubię ich zmyślne pojemniki, które pasują do wnętrz szuflad, które można postawić jeden na drugim albo obok siebie. I że jeśli przyjdzie mi ochota dokupić kolejne trzy kilo mąki, to będę mogła przesypać je do identycznych pojemników i wstawić do szafki. Lubię tę możliwość ujednolicania wszystkiego, zwłaszcza jeśli dysponuję ograniczoną powierzchnią do przechowywania i w mojej kuchni rzeczy muszą być przechowywane w sposób ergonomiczny i przemyślany. Ba! My nawet mamy pojemniki, w których przechowujemy jedzenie w lodówce. Żadne tam gary z zupami czy miski z jedzeniem. Podoba mi się szeroka oferta pojemników na żywność, w tym szklanych, które do siebie pasują i można je w sensowny sposób razem zestawić.

To by było na tyle. Takie mam plany, a co z tego uda się zrealizować – zobaczymy. Mam nadzieję, że jak najwięcej. Efektami na pewno się pochwalę.

 

55
Previous Post
Next Post