Magdalenki

Nadszedł wieczór, upragniony wieczór. Planuję coś poczytać, ale Średnia prosi: Mamusiu, nie mogę zasnąć, czy mogłabyś ze mną spać? Wsuwam się pod jej małą kołderkę, ledwo mieścimy się we dwie w dziecięcym łóżku, ale leżymy, wtulone w siebie jak łyżeczki w szufladzie. Przez uchylone okno wpada wstęga zapachu fasolki po bretońsku. Mój sąsiad znowu szaleje w kuchni. Pisałam Wam już o sąsiedzie, który po nocach gotuje potrawy, których zapachy wpadają do naszej sypialni? Więc dziś jest fasolka po bretońsku. Zamykam oczy, tylko na chwilę, planuję, że jak Średnia uśnie, wyjdę z jej łóżka i pójdę poczytać. W końcu nadszedł upragniony wieczór.

Budzi mnie chłodne powietrze zimowego poranka. Nie poczytałam, za to pospałam jak suseł. Zwinięta w „chińskie osiem”, oparta o kant łóżka. Wstaję połamana, prostuję kości i idę działać, nowy dzień nadszedł, tyle możliwości przed nami.

Niedługo miną dwa lata od kiedy zostałam mamą trójki dzieci. Co się zmieniło w moim życiu? Wszystko. Absolutnie wszystko. Jedno dziecko to solidna rewolucja, dwójka to zmiana, a przy trójce świat staje na głowie i trzeba przeprojektować życie, żeby nie zwariować, żeby je ogarniać i… cieszyć się nim. Liczę w myślach, ile razy w ciągu tych ostatnich lat byłam z dziećmi w szpitalu albo na ostrym dyżurze, ile razy mierzyłam im temperaturę, przytulałam, kiedy upadły, wtulałam twarz w ich karczki, kiedy tuliły się do mnie mówiąc: mamooooo, boooliii. Nie liczę, ile razy padałam na twarz ze zmęczenia, ilu nocy nie przespałam, bo się martwiłam, ile łez wylałam. Kiedyś, kiedy miałam tylko jedną córkę, liczyłam na jakiś rewanż. Myślałam – tyle jej dam, ona odda mi na starość. Dziś przestałam myśleć roszczeniowo. Daję, ile mogę, ile chcę, ile umiem. Czasem się wściekam, opieprzam je, ale zawsze, niezależnie od wszystkiego kocham najmocniej na świecie i zrobiłabym dla nich wszystko. I pewnie dlatego, kiedy idę do sklepu po spodnie dla siebie, ląduję w dziale dziecięcym, bo tam jakoś nigdy nie szkoda mi pieniędzy. Co trzy miesiące wymiana garderoby, dacie wiarę? Takie młode rosną jak szalone, ubrania znowu za małe, za krótkie, coś się poplamiło, coś rozdarło albo zgubiło.

Wieczorami mówią wszystkie naraz. Witam się ze Średnią, którą Tata przyprowadził z przedszkola. Mamusiu, tak tęskniłam za tobą! Wtula się we mnie, leci więc i Młoda. Mamoooo! Wiszą na mnie obie. Wtem „Stara” też postanawia okazać swoją miłość. Ha! Czemu mówimy na nie Młoda, Średnia, Stara? To taki nasz tajny kod przy nich, jedyny, jakiego w miarę (jeszcze) nie ogarniają. Bo gdyby przy stole Średnia usłyszała, że słabo dziś je, natychmiast by zaprotestowała: „Nie! Nie jem słabo, mamo!!!”. Klasyczna prawiepięciolatka, ze swoimi buntami.

A dziś pieczemy znowu magdalenki.

Magdalenki

24 sztuki

 

Składniki

  • 120 g masła
  • 140 g mąki pszennej przesianej przez sitko
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3 jajka
  • 150 g drobnego cukru

 

Przepis

  1. Masło rozpuścić w garnuszku i ostudzić.
  2. Jajka utrzeć z cukrem do białości. Wymieszać z masłem i mąką oraz proszkiem do pieczenia. Mieszać delikatnie (najlepiej silikonową łopatką, nie mikserem 🙂 )
  3. Masę wstawić do lodówki na minimum godzinę (ja wstawiam na całą noc).
  4. Foremkę do magdalenek (ja używam klasycznej, metalowej, za silikonowymi w tym wypadku nie przepadam, bo ciasto do nich przywiera) posmarować delikatnie stopionym masłem, wlać do nich masę do 3/4 pojemności.
  5. Piekarnik nagrzać do 190 st C.
  6. Wstawić blaszkę do piekarnika i piec 10-12 minut.
  7. Wyjąć ciasteczka z foremek i oprószyć cukrem pudrem.

Smacznego!

37
Previous Post
Next Post