Książki dla dzieci na współczesne czasy

 

Jestem mamą już ponad 14 lat, a książki dla dzieci zaczęłam kupować mniej więcej na początku pierwszej ciąży. To był czas, kiedy wiele się na rynku wydawniczym działo, ukazywało się całkiem sporo wartościowych i pięknych książek. Z niektórych z nich moja córka wyrosła, a ja, sądząc że nam się już nie przydadzą, oddałam je do ludzi.
Kiedy miała 8-10 lat zdecydowanie odrzucała moje książkowe rekomendacje i od tamtej pory tylko sporadycznie zdarza mi się coś dla niej kupić. Niestety zwykle to są wybory nietrafione, więc dziś raczej sama wybiera to, co ją interesuje. Zrozumiałam, że razem ze zmianami w świecie, zmieniają się też książki dla dzieci i przekaz w nich.
Kiedyś kupowałam książki kierując się tym, co mi się podoba. Patrzyłam na nie przez pryzmat mojego dzieciństwa i moich dziecięcych marzeń. Teraz już wiem, że to ślepy zaułek.

Dzisiejsze książki są zdecydowanie bardziej poprawne, hmn, politycznie, bajki się dobrze kończą i nikt nikomu nie robi krzywdy. Dużo królewien, czasem dziwnych stworów, trochę smutku i nostalgii. Sporo problemów natury egzystencjalnej, trudne tematy, jak np odchodzenie czy rozwód rodziców. Tego za mojego dzieciństwa nie było. Są też książki, najmniej lubiane przeze mnie i moje dzieci, tak artystyczne i wymyślne, że ani one, ani ja ich nie rozumiemy.


Zaczęłam się nad tym zastanawiać, kiedy w moje ręce trafiły wznowienia książek Kubasty – trójwymiarowe, rozkładane bajki, które, bez przesady mogę to stwierdzić, jako mała dziewczynka kochałam do szaleństwa. Pamiętam, że na kartach tych książek, po rozłożeniu, tworzyłam swoje małe światy – na papierowych stolikach czy łóżeczkach układałam owoce jarzębiny czy malutkie kawałki plasteliny, które udawały filiżanki. Po latach, na fali sentymentu, chciałam je kupić, ale pamiętam, że na serwisach aukcyjnych ich cena często przekraczała 100 zł.

„Czerwony Kapturek”, „Jaś i Małgosia”, „Kot w Butach” czy „Królewna Śnieżka” w tamtych wersjach mogą się wydawać okrutne jak na dzisiejsze standardy prezentowane w książkach dla dzieci. Myśliwy rozcina wilkowi brzuch nożem, a ten pada nieżywy. W „Królewnie Śnieżce” Czarownica domaga się serca Śnieżki, a litościwy myśliwy zabija jelenia, wyjmuje jego serce, które przynosi Czarownicy, by ocalić dziewczynkę. Jaś i Małgosia wsuwający do pieca Babę Jagę, pakujący potem koszyki ze smakołykami i wracający do rodziców. Czerwony Kapturek zaś, niesie chorej Babci (o zgrozo 😉 ) wino.

Te bajki są naprawdę stare – „Królewna Śnieżka” po raz pierwszy ukazała się w 1968 roku, a „Kot w butach” w 1959. Pamiętam, kiedy słuchałam ich jako dziecko – było trochę straszno, trochę smutno. Później, kiedy sama zostałam mamą, chciałam chronić córkę przed całym złem tego świata – chciałam jej czytać wyłącznie pozytywne i dobrze się kończące historie z morałem. O pozytywnych, prawych bohaterach i o prawdzie i dobru, które zwyciężają.

Dziś mam inne podejście do bajek, a moja chęć roztaczania nad dziećmi kolorowego i ciepłego parasola, spod którego nie widać prawdziwego, często okrutnego świata, nieco się zmieniła. Parasolem jest dom. To tu można płakać, śmiać się, skryć przed całym światem, ale to także tu opowiadamy sobie historie prawdziwe i czytamy nie zawsze różowe i wesołe bajki.

Trochę się bałam reakcji mojej Czterolatki na książki Kubasty, ale zaryzykowałam, a ona je polubiła. Jestem bowiem zmęczona tym współczesnym idealizowaniem wszystkiego, co zaczyna się już w książkach dla najmłodszych. Tą nużącą poprawnością, by przypadkiem kogoś nie urazić. Pewnie dlatego tak chętnie sięgam po wydawane u nas książki skandynawskie – nasza ulubiona to np. „Lato Stiny”, gdzie są problemy i jest normalność. Lubimy zwariowanego Findusa i jego nieperfekcyjny dom oraz nierozgarnięte kury.
Czytamy książki Emilie Beaumont, które trzymam w domu od około 15 lat, gdzie jest pokazana prawda o tym, skąd się bierze mleko, mięso, ser czy warzywa. Czuję, że tak jest uczciwiej wobec moich dzieci.

 

Książki Kubasty i „Odyseję po ludzkim ciele” wydał Entliczek

6
Previous Post
Next Post