Trudne sprawy, potrzebne książki.

Zależy mi. Obchodzi mnie. Nie chcę chować głowy w piasek. Na tyle, ile mogę, na ile się da. Jako nałogowy czytacz wszystkiego, począwszy od ulotek w gabinecie dentysty, na mądrych książkach kończąc, im dłużej żyję, tym bardziej widzę, jak się manipuluje mną, Tobą, opinią publiczną. Jak się robi burze w szklance wody i jak się zamiata niewygodne tematy pod dywan. Afery trwają tydzień, może kilka tygodni. A potem się zapomina.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy przeczytałam parę książek, które mną tąpnęły. To tematy dla mnie ważne, a często, choć żyjemy w czasach teoretycznie umożliwiających nam dostęp do wszystkich informacji, nieznane szerszej publiczności.

Złowić frajera. Ekonomia manipulacji i oszustwa

Cóż, jest to książka poniekąd wstrząsająca i dająca do myślenia. Dowiedziałam się o niej pewnego dnia słuchając audycji w radiu. Polecała ją Elżbieta Mączyńska, która jest Prezesem Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, a napisali ją Nobliści: George A. Akerlof i Robert J. Shiller.

W dużym skrócie – jest to książka o tym, jakimi prawami rządzi się ten świat i jak pogoń za zyskiem sprawia, że wytwarza się wiele produktów i usług, których wcale nie potrzebujemy. Jak się nami manipuluje, jak działają oszustwa rynkowe i co jest efektem niesprawiedliwego podziału dochodów. Jest to książka przede wszystkim o pishingu czyli szukaniu okazji do zysku za pomocą manipulacji lub oszustwa. Chodzi w nim o nakłanianie ludzi do podejmowania decyzji niezgodnych z ich własnym interesem (lecz korzystnych dla firm, które to robią). Wydaje Ci się, że jesteś na to odporny? Niezupełnie. Za tym zjawiskiem stoi bowiem cała armia narzędzi i środków marketingu, takich jak reklama, propaganda wykorzystujące naszą niewiedzę i ufność. To zjawisko jest obecne nie tylko w przypadku zakupów, ale też np. bankowości czy polityce.

O tym, jak marketing wykorzystuje nasze słabości, kryzysy finansowe, o bankructwie dla zysku, kartach kredytowych, obligacjach śmieciowych… O tym, że niektóre innowacje nie służą wcale postępowi ekonomicznemu, a wyłącznie zyskowi.

Warto przeczytać!

Farmageddon

Długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki, bo… myślałam, że będzie to lektura żerująca tylko i wyłącznie na sensacji. A ja nie lubię takich książek. Większość mojego dorosłego życia nie jadłam mięsa – kwestia wyboru. Potem na chwilę do niego wróciłam, dziś znowu powoli wykluczam go ze swojej diety. Jem od wielkiego dzwonu, najczęściej rosół albo kaczkę. Jedna z moich córek nie je go wcale, dwie pozostałe jedzą. Zwracam uwagę na to, gdzie kupuję. Zawsze tak było. Mam „panią Kurę” na bazarze, która sprzedaje mi sprawdzony drób, mam Teściową, która przywozi kiełbasę od zaprzyjaźnionego rolnika, kiedy przyjedzie w odwiedziny. Zawsze starałam się kupować świadomie. Nie kupuję mięsa w dyskontach, hipermarketach, a jak widzę reklamę: „dziś szynka w promocji, 3,99 zł za kilogram” uciekam, gdzie pieprz rośnie. Bo się boję.

Autor już na wstępie pisze, że nie jest to książka o wegetarianizmie. To lektura o tym, jak wyzyskuje się Matkę Ziemię kosztem taniej żywności. Jak eksploatuje się zwierzęta, a przy pomocy środków ochrony roślin i sztucznych nawozów uprawia wszystko, czego dusza zapragnie, co nie urosłoby bez sztucznego wspomagania. Jak wymierają wciąż nowe gatunki zwierząt, bo człowiek produkuje wciąż więcej i więcej TANIEJ żywności. Tanio kupujemy, kupujemy dużo, a potem bezmyślnie wyrzucamy. Dużo rozmawiam na ten temat z ludźmi i zawsze zdumiewa mnie to, że wydaje nam się, że nie mamy na to wpływu. „Kiedyś to była dobra kiełbasa. Kiedyś to były dobre jabłka”, a potem siup do dyskontu i wyjeżdżamy stamtąd wielkim wózkiem z nowościami z Promocji Tygodnia. Czy jesteśmy w stanie to wszystko zjeść? Pewnie zazwyczaj nie, na co wskazują twarde dane mówiące o tym, ile jedzenia wyrzucamy na śmietnik. A przecież to nie jogurt ląduje w koszu na śmieci, a nasza ciężko zarobiona KASA. Z tym jogurtem wyrzucamy nadgodziny spędzone w pracy, zarwane noce, czas poświęcony na edukację. Taka jest prawda.

Autor, prezes „Compassion in World Farming”, przez trzy lata podróżował po świecie, by przyjrzeć się temu, jak wygląda przemysłowa hodowla zwierząt i uprawa roślin. Jak wpływa to na nas i na planetę. Jaki wpływ na zdrowie ma konsumpcja taniego mięsa „produkowanego” przy pomocy antybiotyków, modyfikowanej paszy i sterydów, a także, a może przede wszystkim, jaki ma to wpływ na małe gospodarstwa, zajmujące się rolnictwem w sposób tradycyjny. O ich bezradności wobec wielkich korporacji hodujących zwierzęta w betonowych boksach. O mono uprawach powodujących wyjałowienie ziemi i zaburzeniach równowagi ekologicznej.

Bardzo interesująca lektura.

 

6
Previous Post
Next Post