Tarta z borówkami bardzo bardzo łatwa

Najpierw ruszamy na dworzec. Pobudka przed piątą rano, walizka w dłoń i jedziemy tramwajem. Pociąg ma najpierw dziesięć minut opóźnienia, potem trzydzieści, na końcu wychodzi na to, że będzie na dworcu za sto dziewięćdziesiąt. Drepczemy w miejscu na peronie i pewnie gdyby to zależało od nas, ruszylibyśmy z powrotem do domu. Patrzę w oczy Czterolatki tak podekscytowanej wyjazdem i spotkaniem z ulubionym Kumplem, że wiem, że choćby trzeba było sterczeć kolejne minuty – nie mamy wyboru. W końcu nadjeżdża. Docieramy do Poznania, wysiadam z pociągu i czuję zapach miasta – tak inny od zapachu innych miast. Zapach, który zawsze mnie wzrusza. Stamtąd ruszamy na wieś. Jeśli musicie wysłać jakieś wiadomości albo napisać maile, zróbcie to teraz, bo za chwilę nie będzie zasięgu. Żadnego. – mówi nasz Gospodarz wioząc nas na miejsce. Jedziemy przez łąki, pola kukurydzy i docieramy do domu. Staw, jezioro, mały sad. Tu dla Was pościel, a tu ręczniki. Tu zrobiliśmy zakupy, jeśli chcecie możemy rozpalić ognisko.

Dzieci (tym razem nasze dwie najmłodsze i dwóch synów Gospodarzy) zaczynają bawić się ze sobą jak małe szczeniaczki, szczęśliwe tu i teraz. Wieczorem siedzimy na tarasie, gapię się na taflę stawu, w której odbijają się gwiazdy i słyszę szmer dochodzący spomiędzy gałęzi pobliskich drzew. To mały lisek! Podchodzi na odległość kilku metrów, wynurza się z lasu i chowa z powrotem spłoszony. Serce mi mówi: daj mu coś jeść, ale rozsądek podpowiada: nie wolno karmić dzikich zwierząt. Słucham więc rozsądku. Lis wraca każdego kolejnego wieczora.

Pnie drzew otoczone siatką, bo czasem zające obgryzają je tak bardzo, że drzewa umierają. Na skraju lasu znajduję wielkie mrowisko i patrzę na mrówczy spektakl – kładę kawałek ciasta i czekam na to, co będzie. Tak jak wtedy, kiedy miałam osiem lat i wrzucałam pająkom do sieci żywe muchy.

Gotujemy, jemy, rozmawiamy, odpoczywamy. Bez zasięgu, bez gapienia się w telefon i komputer. Wracamy. Naładowałam wszystkie akumulatory. Czterolatka płacze – nie chce wyjeżdżać.

 

Tarta z borówkami

Można z innymi owocami, ale z borówkami najlepiej. Trochę jak crumble, czyli kruszonka. Jeśli zaczniesz je wyjmować z formy, kiedy jest gorące, rozpadnie się na małe kawałki, ale wystarczy, że ostygnie, z krojeniem nie będzie problemu. Prościej się już chyba nie da.

Proporcja na malutką formę 22-24 cm. Można zrobić też w innej formie albo w żaroodpornym głębokim talerzu. Takie ciasto awaryjne.

Składniki

Spód:

  • 60 g masła
  • 120 g mąki pszennej
  • 40 g drobnego cukru
  • ziarenka z laski wanilii albo cukier waniliowy z prawdziwą wanilią
  • 1 łyżka śmietany
  • garść borówek

Kruszonka:

  • łyżka zimnego masła (płaska)
  • łyżka mąki (czubata)
  • pół łyżki cukru

Przepis

Piekarnik nagrzać do 190 st C.

Zagnieść składniki na spód (bez borówek, oczywiście).

Formę 22-24 cm wyłożyć papierem (ja kładę jeden lub dwa paski papieru, żeby można było ciasto łatwo wyjąć chwytając papier za brzegi), wylepić ciastem formę, wsypać borówki.

Kruszonka: wszystkie składniki pokruszyć palcami – w miarę potrzeby dosypując mąki lub dodając masła. Posypać wierzch. Wstawić do piekarnika. Piec 45-60 minut – wierzch powinien być rumiany.

Ostudzić w formie.

Smacznego!

11
Previous Post
Next Post