Włoski jabłecznik Pawlaków

To ciasto, z którym wiąże się wiele najwspanialszych wspomnień. I kiedy tylko gorący kawałek ląduje na moim talerzyku, przenoszę się do marca 2013, do mroźnego wtedy Poznania, samochodu, w którym zepsuł się silnik w połowie drogi na autostradzie (przez co jechałam wtedy do Poznania chyba z osiem godzin!) i spotkania, które na zawsze zmieniło moje życie.

To ciasto sentymentalne, bo kiedy byłam w ciąży i marudziłam do telefonu Monice o tym, co bym zjadła, okazywało się, że cztery godziny później ktoś puka do drzwi, stoi w nich Jachu i trzyma tortownicę z gotowym jabłecznikiem, w dodatku jeszcze ciepłym, bo zawiniętym tak, żeby za szybko nie ostygł (jabłecznik, nie Jachu 😉

Kocham Poznań między innymi dzięki Pawlakom, bo to w ich domu spędzam zawsze dobry czas. Tam jeździłam koić smutki i nerwy, wygadać się, przytulić i pobyć, tak po prostu. Bo czasem siedzimy tylko przy stole, kiedy oni wiszą na telefonie biegając między knajpą, kawiarnią a domem. To dzięki nim zrozumiałam, co to jest przyjaźń, w której nieważne jest, czy chata wysprzątana i czy lodówka pełna wykwintnych dań dla gości: kiedy chcą mogą po prostu wpaść i być.

Wtedy w marcu 2013, a potem w kwietniu, piekłam w La Ruinie ciasta od rana do nocy. Nigdy nie zapomnę tych emocji, kiedy piekłam, co chciałam, to coś wjeżdżało do kawiarni i po godzinie nie było po nim śladu. Piekłam jedno ciasto za drugim, zobaczyłam wtedy, co to znaczy piec do kawiarni, gdzie jest duży ruch.

Teraz Pawlaki są w swojej wymarzonej długiej podróży, a ja tęsknię za nimi. I choć moje dni są zajęte i wypełnione po brzegi tak bardzo, że nie ma w nich dziś czasu na spontan i snucie się po domu w piżamie, to na tęsknotę zawsze znajdzie się czas i miejsce.

A więc piekę jabłecznik, nie pierwszy raz zresztą. Mokry, ciężki od jabłek, pachnący wanilią (i lawendą! Jeśli akurat mam w szufladzie, zawsze sypnę trochę po wierzchu).

Przepis pochodzi z ich książki (najlepszej książki kulinarno-podróżniczej po polsku, jaką mam) „Lubię”, a gdyby ktoś chciał kupić książkę, to jest ona tutaj: Ryżowe okulary

Włoski jabłecznik Pawlaków

Przepis pochodzi z książki „Lubię” Moniki i Jana Pawlaków z poznańskiej Śródki

Składniki

  • 1 kg jabłek (najlepiej antonówek)
  • 200 g mąki
  • 160 g cukru
  • 150 g masła
  • 4 jajka
  • 60 ml mleka
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 duża cytryna
  • 1 laska wanilii
  • szczypta soli

Przepis

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180 st C.

Przygotuj tortownicę o średnicy 26 cm.

Rozpuść masło, zetrzyj skórkę z cytryny. Jabłka obierz i pokrój w cienkie plasterki, a następnie skrop je sokiem z cytryny.

Do miski miksera wbij jajka, dodaj cukier, ziarenka wanilii, skórkę z cytryny i sól. Miksuj, aż masa znacznie zwiększy objętość i stanie się puszysta. Mieszając szpatułką lub na małych obrotach miksera, stopniowo dodawaj na zmianę – mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia i mleko. Wlej masło i bełtaj do połączenia składników.

Na koniec dodaj jabłka i wymieszaj delikatnie szpatułką. Wlej do formy.

Piecz 60 minut lub do tzw. suchego patyczka. Po około 40 minutach możesz przykryć folią aluminiową, jeśli ciasto zbyt szybko się rumieni. Po upieczeniu pozostaw w zamkniętym piekarniku przez 15 minut. Potem uchyl i wystudź.

Przed podaniem posyp cukrem waniliowym, najlepiej własnej produkcji.

Smacznego!

31 komentarzy
Poprzedni
Następny