Słodko-kwaśna historia. Ngo Van Tuong, Dorota Podlaska

Ale świetną książkę dostałam ostatnio! Na początku wydawało mi się, że będzie to książka kucharska z daniami kuchni wietnamskiej. „Przyda mi się”, pomyślałam, bo od jakiegoś czasu jestem fanką pewnego sklepu na Bakalarskiej z żywnością azjatycką. Dodatkowa atrakcja tego miejsca polega na tym, że większość produktów nie jest opisana, więc albo zgaduję, co to jest i kupuję w ciemno albo pytam. A czasem z pytania też niewiele wynika;) Ponieważ wpadam tam bardzo rano, widzę jak sprzedawca z nabożną czcią układa na ladzie pojemniki z różnymi, świeżymi frykasami. A to kimchi w kilku rodzajach, a to tajemnicze owoce lub desery. „A co to jest? A ile kosztuje? A z czym to najlepiej jeść?” Kupuję, przychodzę do domu, rozwijam tajemnicze pakunki i… wpadam po uszy w te nieznane i nowe smaki. Uwielbiam jeść rzeczy „dziwne”. Uwielbiam jeść coś pierwszy raz. Zawsze ta niepewność, czy mi zasmakuje i radość, kiedy okaże się, że właśnie odkrywam nowe lądy. Nowe dla mnie, rzecz jasna, bo bywalcy wietnamskich stoisk z jedzeniem już dawno są w tym kulinarnym raju.

Dostałam więc książkę „Słodko-kwaśna historia czyli wszystko, co chcieliście kupić w wietnamskich sklepach, ale baliście się zapytać”. Nowe książki zostawiam sobie zwykle na wieczorny deser, kiedy towarzystwo dawno poszło już spać, a ja mogę spokojnie pooglądać i poczytać. Często padam po kilku stronach i idę spać. A czasem nie 🙂

Wychowałam się na warszawskiej Pradze-Południe. Stadion Dziesięciolecia, zwany potem Jarmarkiem Europa, a dziś Narodowym, jest mi więc bliski. Pamiętam go jeszcze z czasów komuny, z wycieczki szkolnej, kiedy staliśmy na środku boiska gapiąc się w niebo. Pamiętam, jak zamieniał się w bazar. Bywałam tam na początku szukając rajstop czy kaset z muzyką, polowałam na adidasy albo dżinsy, jednak moja niechęć do tłumów i przepychanek nie zrobiła ze mnie stadionowego bywalca. Może to i szkoda, bo kiedy czytam tę książkę, widzę, ile mnie ominęło.

To książka napisana przez Wietnamczyka, Ngo Van Tuonga, który przyjechał do Polski na stypendium w 1983 roku. Lista jego profesji jest dość długa, wystarczy tylko powiedzieć, że w 2007 roku otrzymał polskie obywatelstwo, a dziś jest między innymi tłumaczem przysięgłym języka wietnamskiego, w 2014 roku kandydował na radnego Warszawy w wyborach samorządowych. „Aha”, pomyślałam, mając w głowie plakaty wyborcze, które widywałam na Ochocie czy w Raszynie.

Pamiętam czasy stadionowe i Wietnamczyków sprzedających wszelakie dobra. Na początku, ze względu na barierę językową, trudno było się z nimi porozumieć. Z czasem zaczęło się to zmieniać. Minęło dwadzieścia lat, a ja zobaczyłam, że w klasie mojej córki, a wcześniej w przedszkolu, mnóstwo jest wietnamskich dzieci porozumiewających się perfekcyjną polszczyzną. Albo w kawiarni „na dzielni”. Albo nad miskami ramenu w restauracji, gdzie zobaczyłam dwie osoby o skośnych oczach i moja pierwsza myśl: „skoro oni tutaj jedzą, to pewnie będzie dobre, bo muszą znać się na rzeczy” i nagle słyszę, jak rozmawiają ze sobą piękną polszczyzną, której profesor Bralczyk by się nie powstydził. Co wtedy czuję? Radość! Podobną radość czuję, kiedy jadę na Bakalarską i przebieram w przyprawach, ryżu i zieleninie.

„Słodko-kwaśna historia” to opowieść o ludziach z Wietnamu, którzy zdecydowali się żyć w Polsce. O takich, którzy po latach wrócili do ojczyzny i tych, dla których ojczyzną jest dziś Polska, bo właśnie tu czują się u siebie. To historia handlu na stadionie (bardzo, bardzo ciekawa, naprawdę!), bo przecież nie od dziś wiadomo, że wśród ówczesnych właścicieli „szczęk” byli lekarze, inżynierowie czy tancerze. Kolejny rozdział autor poświęca wietnamskim produktom i kuchennym akcesoriom. Są zdjęcia, opisy, polskie i wietnamskie nazwy i ciekawe historie. Na końcu znajdziemy tradycyjne przepisy. Nie ma ich milion, a zaledwie 12, jednak są to dania, które łatwo zrobić w domu: sajgonki, chrupiące naleśniki, smażone banany czy zupa wietnamska. Osobiście wolę 12 sprawdzonych przepisów niż 1000 niesprawdzonych, więc mi tyle wystarczy.

I na koniec: ilustracje w tej książce!!! Ich autorką jest Dorota Podlaska, absolwentka Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, która ma na koncie między innymi wystawy prac w Zachęcie i CSW. Jej prace znajdują się w kolekcjach muzealnych, a sama artystka przyznaje, że pasjonują ją „przemiany tożsamościowe dokonujące się za pomocą języka oraz wspólnego jedzenia jako czynności społecznej, tworzącej tymczasowe wspólnoty i przełamujące bariery kulturowe.” Zatem, drodzy Czytelnicy, ilustracje w tej książce to nie są rysunki pietruszki, a scenki rodzajowe, które ożywiają dawne wspomnienia. Dodam jeszcze, że przez wiele lat, Dorota Podlaska i Ngo Van Tuong  byli weekendowymi współbiesiadnikami w wietnamskiej alejce barów (nie istniejącego już) Jarmarku Europa. A kto kiedykolwiek tam był, zrozumie tamtą magię. Fryzjerzy, restauratorzy, handlarze czy wietnamska poezja czytana przez megafony.

Polecam gorąco!

Słodko-Kwaśna historia
czyli wszystko, co chcieliście kupić w wietnamskich sklepach, ale baliście się zapytać.
Autorzy: Ngo Van Tuong, Dorota Podlaska (projekt, koncepcja, ilustracje), Marcin R. Szulżycki (zdjęcia)
Wydawnictwo Drzewo Babel, Warszawa 2018

 

5
Previous Post
Next Post