Frytkoplacki ziemniaczane

Jestem pies na frytki. I o ile nie przepadam za tymi „na mieście”, mrożonymi, wrzucanymi na gorący tłuszcz, o tyle te domowe, z wybranych ziemniaków, kocham. Jako dziecko zajadałam się frytami z budy przy kościele na warszawskim Placu Szembeka. Zawinięte w papierowy rożek, podane z wykałaczką, ociekające tłuszczem. Minęło prawie sto lat, a ja cały czas pamiętam tamten smak. Właściwie to nie wiem, dlaczego biznes frytkowy jest tak słabo rozwinięty w polskich miastach. Są miejsca z frytkami, owszem, ale umówmy się, czy to są dobre frytki? Takie, o których człowiek śni po nocach? Ja w każdym razie o nich nie śnię.

Raz w tygodniu jeżdżę na bazar po warzywa. Odwiedzam tam starszego pana, który sprzedaje właściwie tylko ziemniaki, które sam uprawia. Na początku kupowałam różne odmiany, na chybił trafił, żeby spróbować. Potem zaczęłam go zagajać, a jakie kartofle na frytki, a jakie na puree. Niektóre odmiany dają słodziutkie, aromatyczne, chrupiące frytasy, których można jeść tony. Orliki albo Lordy. Czasem kupuję też duże Amerykany, z których frytki są długie i eleganckie. Dobrą odmianą są dla mnie też ziemniaki sprzedawane w sklepach jako „sałatkowe”. Z nich też fryty są lekko słodkie, miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz, choć, przyznajmy to od razu, liczy się też sposób usmażenia. Rodzaj użytego oleju. Ja lubię smażyć na ryżowym lub rzepakowym.

Dziś mam coś dla fanów frytek i placków ziemniaczanych. Placki, o których za chwilę, nie mają wiele wspólnego z klasycznym ziemniaczanym placuszkiem z solidnie startych kartofli. To taka hybryda między plackiem a frytkami. Tylko dwa składniki: ziemniaki i jajka. Plus olej do smażenia oraz czas i uwaga. Będą ekstra, obiecuję, ale przeczytajcie, jak je zrobić. Po pierwsze trzeba dobrze odcisnąć ziemniaki, po drugie smażyć je powoli w głębokim tłuszczu i nie przewracać co chwilę. Tylko dzięki temu się nie rozpadną, za to będą chrupiące z zewnątrz, mięciutkie w środku. Jak dobre frytasy. Polecam!

Frytkoplacki ziemniaczane

Bardzo ważne:

  • ziemniaki trzemy na tarce o dużych oczkach. Wiórki mają przypominać malutkie frytki. Tak starte kartofle odkładamy na durszlak, by odcisnąć z nich jak najwięcej płynu. Wystarczy 10-15 minut.
  • można dodać cebulę – ja dodaję 1/2 cebuli na 1 kg ziemniaków, ścieram ją razem z ziemniakami, ale nieco drobniej
  • Kiedy ziemniaki będą odciśnięte, przekładamy je do miski i dodajemy jajka – ja dodaję 3 jajka na kilogram ziemniaków. Dokładnie mieszam, dodaję sporo soli, pieprzu.
  • Rozgrzewam na patelni tłuszcz (olej rzepakowy, ryżowy lub wielkopolski). Ja smażę je na głębokim tłuszczu tak, by placek swobodnie pływał. W żadnym razie nie może leżeć na suchej patelni, bo się rozpadnie.
  • Żeby placki się nie rozpadały (zauważmy, że nie ma w nich grama mąki), kładziemy na gorący tłuszcz odpowiednią porcję i nie przewracamy ich co chwila, pozwalamy im dobrze się zrumienić, zanim przełożymy je na drugą stronę. Dlatego kiedy już położymy taki placek na patelni, smażymy go na niezbyt dużym ogniu, by zdążył się elegancko upiec w środku i nie był surowy. Jeśli wrzucisz placki na gorący tłuszcz, spali się, a w środku będzie… no właśnie.
  • usmażone placki przekładamy na ręcznik papierowy, by pozbyć się nadmiaru tłuszczu.

Składniki

  • Kilogram ziemniaków
  • pół cebuli
  • sól i pieprz do smaku
  • 3 jajka
  • tłuszcz do smażenia: olej (ryżowy, słonecznikowy, rzepakowy, jaki lubisz)
17 komentarzy
Poprzedni
Następny