Cafe Bristol i strudel wiedeński

Z kawiarnią w Bristolu wiąże się wiele moich wspomnień. To od zawsze było miejsce, które odwiedzałam z myślą “chciałabym, żeby było moje”. Nie ma drugiej kawiarni w Warszawie, w której unoszą się echa dawnych wspomnień, duchy przedwojennych pisarzy i artystów, którzy niegdyś, nad filiżanką kawy i z papieroskiem w ręku tworzyli swoje poemy. Zawsze lubiłam tam świętować mniejsze lub większe sukcesy. Ubrać się w sukienkę, założyć płaszcz, zrobić włos i się z kimś umówić. Miejsce dla mnie szczególne i specjalne. To tu siedziałam nad dzbankiem wiosennego Darjeelingu, podskubując kolejną florentynkę. Piłam cappuccino w czasach, kiedy w Warszawie można było co najwyżej zamówić “czarną kawę” podaną z dzbankiem lodowatego mleka. Tak było. Kto dziś to pamięta?

Kiedy więc pewnego dnia otworzyłam maila i zobaczyłam pytanie, czy nie chciałabym wspólnie z cukiernikiem Bristolu pomyśleć nad deserem do nowej karty wprowadzonej po renowacji kawiarni, niemal podskoczyłam z wrażenia. Zaproponowałam trzy różne, stanęło na strudlu wiedeńskim, który dla mnie jest kwintesencją tradycji i przedwojennego deseru. Uwielbiam strudel. Cieniutkie płaty ciasta, chrupiące jabłka, lody waniliowe. I kawę.

Kiedy spotkałam się z szefem cukierni, Grzegorzem Walickim, który od 1992 roku związany jest z Hotelem Bristol, Warsaw, nie miałam najmniejszej wątpliwości, że kiedy rozmawiamy o strudlu wiedeńskim, takim jak kiedyś, takim jak zawsze, takim jak dawniej, myślimy o tym samym.

 

Dziś ten strudel jest w karcie kawiarni. Można wpaść i go spróbować. Popatrzeć na świat przez te wielkie okna wychodzące na ulicę Karową. Poczuć klimat tego, co już teoretycznie odeszło.

Polecam gorąco!

 

Kawiarnia w Hotelu Bristol

ul. Krakowskie Przedmieście

Warszawa

20
Previous Post
Next Post