Nie warto wracać do przeszłości i bułeczki cynamonowe

W czasach przedfejsbukowych nosiłam w sobie marzenia, żeby spotkać tego czy tamtą z dawnych czasów. Ciekawe, jak wygląda. Ciekawe, co robi. Myślałam czasem o przyjaciółkach z dziecięcych lat, o kolonijnych miłościach i chłopakach, którzy złamali moje czternastoletnie serce. Najpierw ja mu się podobałam i chodził za mną jak pies, żeby nagle zainteresować się moją przyjaciółką, a na końcu nie mógł się zdecydować, którą wybrać. Był od nas dwa lata starszy, ledwo chodził do liceum. Jaki on piękny, mówiłyśmy do siebie wieczorami, a jaki mądry.

Minęły wakacje, wróciłyśmy do swoich spraw i swojej przyjaźni, zranionej w wyniku miłosnych zawirowań, ale nim zlepiłyśmy ją do końca, trzeba było się rozstać. Ona poszła do jednej szkoły, ja do drugiej.

Napisał do mnie w czasach wczesnofejsbukowych. Jeszcze bez zdjęć. Hahaha i hihihi, dobrze powspominać, ale jak ty dziś wyglądasz?  zapytałam niby mimochodem, ale byłam szalenie ciekawa tego, jak się zmienił przez te wszystkie lata. Prześlę ci zdjęcie. Powiedział i wysłał. Na początku myślałam, że to żart jakiś, że to nie może być prawda. Gruby, z wąsem, po kruczoczarnych lokach nie został nawet ślad. Piękny Adonis wyparował, został jakiś tam kierownik z wąsem. To muszę kończyć, pa! 

Byli jeszcze przyjaciele domu moich rodziców. Wydawało mi się zawsze, że ich rodzina jest wręcz wzorcowa. Ciepła, dobra i mądra. Drogi rodziców i ich przyjaciół jakoś się rozjechały, więc kontakt się urwał. A ja tęskniłam do tamtych wspólnych chwil, idealizowanych dodatkowo przez upływające lata. Napisała do mnie Ona. Znalazła mnie, widziała moją książkę i pomyślała, że napisze. Napisała i tyle było w tym goryczy, pretensji do świata, życia, wszystkiego wokół, że zrozumiałam, że tamto życie to zamknięta przeszłość. Wyidealizowana i wspaniała jak książka postawiona na ostatniej, najwyższej półce, którą się przeczytało w młodości i odłożyło na kolejne przeczytanie. Na odwieczne później.

Tak często tkwimy w przeszłości, idealizując to, co było, a zwłaszcza ludzi, naszych dawnych bohaterów. Tęsknimy do osób bliskich naszemu młodemu sercu, pierwszych miłości, przyjaźni na zawsze. Ach, gdybyśmy się wtedy nie rozstali, gdyby nie padło o jedno słowo za dużo, dziś bylibyśmy wspaniałą rodziną w Nowej Zelandii, bo on skończył świetne studia i teraz tam pracuje. Nie musiałabym dziś pracować w szarej rzeczywistości, słuchając radia, którego nie da się słuchać, gnieżdżąc się w małym mieszkaniu na kredyt. Ale, halo, czy oby na pewno? Czy na pewno warto? Może tamten przemiły chłopak grający na gitarze i wspinający się na ściankach w Bieszczadach zamienił się dziś w marudzącego ropucha? Może gitarę zamienił na telewizor a ścianki na samochód, którym podjeżdża do sklepu oddalonego o sto metrów. Bo mu się nie chce, bo jest zmęczony?

Czasem w nocy nie mogę zasnąć, bo dziecko budzi mnie w końcu kilka razy na karmienie i zdarza się jej tak wybić mnie z nocnego rytmu, że kręcę się z boku na bok rozmyślając.  Najgorsza myśl, jaka może się wtedy do mnie przyplątać, to świadomość tego, że życie się jednak kończy. Że po prostu przyjdzie taki dzień, kiedy los powie: To już, to teraz, to ta chwila. Jaka będzie moja ostatnia myśl? Czego będę żałować? Może tego, że nie powiedziałam w porę ‚przepraszam’ albo czegoś nie dokończyłam. Że zostawiłam po sobie jakiś bałagan albo kogoś zraniłam. Kiedyś, gdzieś, już nie wiem, gdzie, znalazłam taką myśl, żeby żyć tak, żeby w każdej chwili można odejść bez zostawiania kłopotu najbliższym. Żeby być przygotowanym. I od razu przypomina mi się śmierć sąsiadki rodziców, która zostawiła po sobie mieszkanie tak wypełnione pamiątkami, że pod oknami ustawiano kolejne i kolejne kontenery, do których bezceremonialnie wrzucano jej wszystkie skarby. Regały wypełnione wypolerowanym szkłem wpadały do nich z wielkim hukiem. 

Te obserwacje nauczyły mnie tego, że nie warto przywiązywać się do rzeczy, nadawać im arcyważnych znaczeń. Albo ciągnąć rzeczy z przeszłości w przyszłość, w której będą tylko ciężarem. Podobnie jest z ludźmi, niestety. Bywa, że na siłę pragniemy wskrzeszać dawne przyjaźnie, o miłościach nie wspominając, a termin ich ważności po prostu minął. Były, minęły, koniec, dziś nie ma dla nich już miejsca. Dużo czasu zajęło mi pogodzenie się z tym faktem. Dziś już nie chcę, by idealizowana przeszłość zakłócała mi odbiór rzeczywistości. Mojego tu i teraz.

A co dziś zjemy? Może miękkie, maślane bułki w chrupiącej cukrowo-cynamonowej skorupce?

 

Bułeczki w cukrowo-cynamonowej skorupce

7-8 dużych bułek lub 12 małych

Składniki

  • 20 g świeżych drożdży
  • 300 ml wody w temp. pokojowej
  • 630 g mąki pszennej, może być typ 480
  • 60 g drobnego cukru
  • 1 jajko
  • 10 g soli
  • 80 g zimnego masła, pokrojonego na małe kawałeczki

Skorupka cynamonowo-cukrowa:

  • 3 łyżki masła
  • 4 łyżki cukru
  • 1 łyżka cynamonu

Przepis

  1. Drożdże rozpuścić w wodzie i odstawić na 15 minut. Najlepiej zrobić to w dużej misce, do której będziemy dodawać kolejne składniki.
  2. Dodać jajko i zacząć powoli wyrabiać ciasto (ręcznie lub mikserem na małych obrotach), dodając kolejne składniki oprócz masła.
  3. Zagniatać ok. 10 minut, aż wszystkie składniki dokładnie się połączą, a ciasto będzie gładkie. Dodawać stopniowo masło. Zagniatać jeszcze chwilę.
  4. Ciasto przykryć folią spożywczą i odstawić do wyrastania na około godzinę. Można też schować je do lodówki (przed wyrastaniem) na całą noc (i piec następnego dnia).
  5. Kiedy ciasto wyrasta przygotować cukrową skorupkę: W garnuszku roztopić masło i je ostudzić. W głębokim talerzu wymieszać cukier z cynamonem.
  6. Piekarnik nagrzać do 200 st C. Formę, w której będziemy piec wyłożyć papierem do pieczenia. I tak: może to być duża, ok. 30 cm średnicy tortownica lub dowolna inna forma. Jeśli nie mamy, można bułki upiec na blasze z piekarnika.
  7. Z ciasta formować okrągłe bułeczki, każdą z nich obtoczyć w maśle, a potem w posypce i układać w formie zachowując między nimi 3 cm odstępy. Jeśli zostanie nam resztka masła i posypki – wlewamy wszystko na bułeczki.
  8. Przykrywamy folią spożywczą na ok. pół godziny. Kiedy wypełnią formę, wstawiamy do piekarnika i pieczemy 30-40 minut. Uwaga: jeśli bułeczki będą zbyt szybko piec się od góry, należy przykryć je folią aluminiową i stopniowo pod nią dopiekać.
  9. Ostudzić w formie.

Smacznego 🙂

58 komentarzy
Poprzedni
Następny