Muffiny mandarynkowe z cynamonowym lukrem

Chciałabym napisać coś mądrego, ale moje życie ostatnio to prawdziwy rollercoaster. Bunt 3-latka ze scenami jak z horroru (czasem „pocieszam” się czytając, że są tacy, którzy mają podobnie), choroby przynoszone z przedszkola, które dzieci odchorowują po kolei, na szczęście szybko (gorzej z nami, starymi). Trzynastolatka, która ma tyle prac domowych, że czasem się zastanawiam, że ja byłam szczęściarą móc po szkole załatwiać lekcje w try miga i oddawać się dziecięcemu nieróbstwu. Przy tych dwóch bobas jest jak wakacje. Naprawdę. Dzieci uporządkowały moje życie. Brak czasu na snucie się po domu i zastanawianie nad tym, czy jestem szczęśliwa oraz na pisanie wierszy o bólu istnienia to niektóre ze skutków ubocznych macierzyństwa. Musiałam wziąć życie za rogi, że tak powiem. Czy ty czasem płaczesz?  zapytał mnie ktoś ostatnio. Ale ze smutku? Zapytałam. Nie, tak po prostu. Nie, raczej nie płaczę z bezsilności dnia codziennego. Bo to niczego przecież nie zmienia, prawda?

Mam za to milion mikro radości wypływających wprost z wykonywania zadania, jakim jest rodzicielstwo. Kiedy siedzimy wieczorem przy stole, a one wszystkie są nakarmione i uśmiechnięte. Kiedy zamiast „nie, nie dzień dobry” obudzi mnie dziecięce „Lucy in the sky with diaaaamonds”.

Ja wiem, że tyle się dziś mówi o tym, żeby nie poświęcać się dzieciom, że my jesteśmy ważni, najważniejsi, ale jakoś w życiu to różnie wychodzi i jednak człowiek chce zaspokajać najpierw potrzeby tych najmniejszych istot. Moja najmłodsza córka w osiem miesięcy swojego życia urosła 16 centymetrów. Uświadomiło mi to po raz kolejny, jak szybko mija ten czas dziecięcej beztroski i mojego macierzyństwa, które dla mnie jest jedną z najwspanialszych rzeczy, jakie mogły mi się przytrafić. Wkurzam się czasem, krzyczę i złoszczę, ale kocham je nad życie. Kocham z nimi być, być ich mamą. Tego chciałam, a los mi na to pozwolił.

Dzieci zmieniły też repertuar ciast, jakie piekę. Już wiem, czego nie robić (bo będę jadła je sama). Zrozumiałam też przy okazji, dlaczego niektóre ciasta darzymy takim sentymentem. No i w końcu uświadomiłam sobie, że najprzyjemniej gotuje się dla kogoś, a nie dla zaspokojenia własnych szalonych ambicji.

Muffiny znikają zawsze. Nie wszystkie, rzecz jasna, ale te tak 🙂

Muffiny mandarynkowe z cynamonowym lukrem

12 sztuk

Składniki

  • 250 g mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 80 g oleju roślinnego lub stopionego i ostudzonego masła
  • 140 g cukru pudru
  • 2 jajka
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • sok z 3 mandarynek

lukier:

  • 100 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • ok. 2-3 łyżek gorącej wody

Przepis

  1. Jajka utrzeć z cukrem pudrem, następnie stopniowo, ciągle ucierając, dodać olej i sok z mandarynek oraz cynamon.
  2. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia, przesiać przez sitko i dodać do masy. Wymieszać do połączenia składników (nie należy miksować zbyt długo).
  3. Formę na muffinki wyłożyć papilotkami. Dołki wypełnić masą.
  4. Piekarnik nagrzać do 190 st C.
  5. Wstawić muffinki i piec ok. 20-30 minut (ostatnie 10 minut piekę na termoobiegu, żeby muffiny się równomiernie zrumieniły).
  6. Wyjąć i ostudzić.
  7. Zrobić lukier:
  8. w miseczce wymieszać cukier z cynamonem i mieszając dodawać powoli wodę do uzyskania odpowiedniej konsystencji (powinna to być raczej gęsta pasta, którą można bez problemu rozsmarować na muffinach).
  9. Udekorować 🙂

Smacznego!

18 komentarzy
Poprzedni
Następny