Zapiekany omlet z jabłkami

Dniem, w którym wypoczywam jest poniedziałek. Weekendy z małymi dziećmi to czas nieustannego gotowania, przebierania, zabaw, spacerów, a przede wszystkim sprzątania i „ogarniania”. Weekendy są dla nich, świadomie spędzamy ten czas z nimi. Od kiedy zmieniłam swoje nastawienie, odkładam telefon, komputer i pracę i jestem tu i teraz. Przestałam się sama ze sobą szarpać, mówić muszę to, muszę tamto. Nic nie muszę, a wszystko mogę.

Sobota, dzień targowy. Biorę najstarszą córkę, pakujemy kosze i jedziemy na bazar. Lubię ten czas, lubię kupić dużo i gotować z tego przez cały tydzień. Ziemniaki po złoty pięćdziesiąt – lubię amerykany i wszystkie żółte odmiany. Lubię cebulę cukrową po cztery za kilo i śliwki po siedem pięćdziesiąt. Mam wrażenie, że gdyby wczesna jesień z jej darami trwała przez cały rok, to jadłabym dwa razy tyle, co powinnam. I ważyła tonę. Ryby z Ustki, ćwiartka kury rosołowej na rosół, a na koniec kwiaty do wazonu i gruszki na marmoladę. Wracamy, rozmawiamy o tym, co ugotujemy i przy okazji o wszystkich innych ważnych sprawach. Próbuję dzielić ten czas sprawiedliwie, żeby każdy dostał swoją porcję uwagi, ale czasem się nie udaje. Czasem trzymam w objęciach najmłodszą, a średnia siedzi na moich kolanach i obie płaczą. Albo najpierw zaczyna jedna i dołącza do niej druga. Tak, będę na starość głucha, nie mam co do tego wątpliwości.

Ostatnio często myślę o tym, jakie życie jest przewrotne i zaskakujące. Rzeczy, które są bez wątpienia męczące, bo naprawdę w weekend nie ma mowy o czasie dla siebie, o leżeniu do góry brzuchem, powinny mnie może złościć i martwić. A ja traktuję je jak najlepszy prezent. Lubię ten szalony czas, ten gwar, wiecznie zajęte czymś ręce (i zajętą głowę). I myślę o tym, że kiedy już wszystkie się wyprowadzą, będzie mi smutno. Choć staram się nie martwić na zapas. Z nadzieją na wiele wspólnych i wspaniałych jeszcze chwil, choć już wiem, jak czas szybko ucieka.

Weekendy to w naszym domu zawsze wspaniałe śniadania. Powoli udaje mi się wprowadzać w życie to, o czym zawsze marzyłam: o tym, żeby wspólnie siedzieć przy stole, jeść dobre rzeczy, dzielić się obowiązkami, żeby nikt nie czuł się poszkodowany ani pominięty. To nie są łatwe sprawy, trzeba nad tym pracować, czasem się nagadać. Zwykle już w piątek wiem, co zjemy w sobotę i niedzielę rano. Uwielbiam te ustalenia, plany, pomysły. Dzieci zaczynają się budzić około szóstej rano, czasem wcześniej, innym razem nieco później, więc zwykle pierwsze śniadanie jemy najpóźniej o ósmej. Czasem się zastanawiamy, czy jesteśmy jedyni?

Często na pytanie: „co chcecie dziś na śniadanie”, słyszę „Placuszki!”, więc tym razem z rodziny placków pieczony omlet. Robi się go błyskawicznie. Jest pyszny, polecam gorąco!

Zapiekany omlet z jabłkami

Składniki

3 jajka

3/4 szklanki mleka

3/4 szklanki mąki pszennej

szczypta soli

1 łyżka miodu

1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego, cynamonu lub kardamonu

1 duże jabłko, obrane i pokrojone na małe kawałki

1 łyżka masła

Przepis

W żaroodpornym naczyniu, w którym będziemy piec, rozpuszczamy masło, dodajemy jabłka i gotujemy je 3-4 minuty. Dodajemy miód, przyprawy i zestawiamy z ognia.

Mikserem ubijamy jajka z mlekiem, mąką i solą (nie dłużej niż 1-2 minuty).

Piekarnik nagrzewamy do 200 st C.

Jabłka zalewamy masą, wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok. 15-20 minut, aż omlet lekko się zbrązowi.

Podajemy na ciepło, pokrojone na porcje.

Smacznego!

39 komentarzy
Poprzedni
Następny