Dlaczego ćwiczę z Kasią? I przepis na zdrową jesienną zupę.

Sierpień uciekł nie wiadomo kiedy. Nowa szkoła, pierwsze zebranie, ekscytacja, jak będzie, co będzie, pokaż, jakie masz książki. Jestem pełna optymizmu i nadziei, jak zawsze we wrześniu. Wakacje to zwykle czas zawodowego przestoju, przygotowań do jesieni, kiedy zawsze jest więcej pracy, na już, na wczoraj, na jutro rano.

Od prawie czterech lat moje ciało podporządkowane dzieciom – ich urodzeniu, wykarmieniu, wstawaniu w nocy, dźwiganiu. „Muszę coś zrobić, boli mnie kręgosłup. Muszę poćwiczyć, muszę gdzieś pójść, muszę się zapisać”. Ale prawda jest taka, że brakuje czasu na wszystko, a już najbardziej na własne potrzeby, nad które człowiek przedkłada rodzinę i pracę. Tak już jest i z wiekiem coraz bardziej. Nie umiem po łebkach i byle jak. Na instagramie natknęłam się na zdjęcia Kasi z Trening na bosaka . Na początku podziwiałam sprawność i wygibasy. Dawno temu ćwiczyłam jogę, miałam też personalne treningi kilka razy w tygodniu. Moje ciało nieszczególnie lubi sport, ale jak chcę, potrafię wykrzesać z siebie motywację;) Kupiłam nawet magazyn z płytą Chodakowskiej – odpadłam po 10 minutach. Jestem za słaba, nie nadaję się. Może kiedyś, a może wcale już. Znacie to odkładanie na „od poniedziałku”, „po wakacjach”, „po chorobie” i tak dalej, i tak dalej. Ale Kasia ogłosiła akcję 21 dni na macie, cykl krótkich, bo około dziesięciominutowych treningów każdego dnia. 10 minut? Dam radę! Lepiej to niż nic. Bo od gapienia się na ćwiczenia innych niestety nic się nie wydarzy. Urzekła mnie normalność tych ćwiczeń – ciało, które nie ma siły, jest zmęczone lub nie ćwiczyło kilka lat, potrzebuje czasu na rozruch. Małych kroczków, małych ruchów. Różni są ludzie, ja należę do tych, którzy wolą zaczynać powoli. I mieć czas, na wkręcenie się w temat.

Dziś, kiedy wszystko jest w internecie  i przyzwyczailiśmy się do tego, że wiele rzeczy jest za darmo, ja odczuwam wdzięczność za to, że ktoś poświęca swój czas, który, nie ukrywajmy, musiał zabrać komuś innemu, np. rodzinie, na to, żeby zrobić filmy z takimi przyjaznymi treningami. Jestem wdzięczna, cieszę się tym i dzielę z Wami, niech idą w świat i sprawią, że wiele z nas po prostu zacznie coś robić. Dla zdrowia, po to, by poczuć się lepiej, żeby kręgosłup nie bolał i żeby nowe ciuszki lepiej leżały 😉

A na deser przepis na zdrową jesienną zupę 🙂 (na bułeczki też będzie niebawem, spokojna głowa). Moja rodzina niestety jest rodziną, dla której zupy to samo zło. Albo prawie samo zło. Jedzą, bo muszą. Bez względu na to, czy ja je ugotuję, czy ktoś inny: babcia albo restauracja, rzadko okazują dla zup entuzjazm. W przeciwieństwie do mnie, bo ja zupy kocham od dziecka, może nawet na równi z ciastami i kanapkami. Bywa tak, że nagotuję gar i jem od rana do wieczora. Nie wiem, w której Wy jesteście drużynie, jeśli w tej zupowej, to być może mój dzisiejszy przepis Wam posmakuje.

Zdrowa zupa jesienna z curry

Prosta, pożywna, szybka i łatwa. Jedna z moich ulubionych zup.

Składniki

1 cebula, obrana i drobno pokrojona

3 łyżki oliwy z oliwek

1 ząbek czosnku, obrany i drobno pokrojony

1 cm kawałek imbiru startego na tarce (opcjonalnie)

Kawałek dyni (ok. 200 g), obranej i pokrojonej w kostkę

1 płaska łyżka przyprawy curry

pół szklanki soczewicy czerwonej

2-3 łyżki pęczaku

ok. 1,5 litra wody lub bulionu (można użyć wody i ekologicznego bulionu w kostce)

sól i pieprz do smaku

 

Przepis

W garnku rozgrzać oliwę, dodać cebulę lekko posolić i zeszklić przez ok. 1-2 minuty. Dodać czosnek i imbir, smażyć kolejną minutę, dodać przyprawę curry, dokładnie wymieszać, dodać dynię, pęczak i soczewicę. Cały czas mieszając gotować minutę.

Wlać wywar, wsypać ok. 1/2 – 1 łyżeczek soli, przykryć garnek i gotować 30-40 minut, aż soczewica i pęczak będą ugotowane. w razie potrzeby dodać trochę więcej wody.

Doprawić pieprzem i ewentualnie solą. Podawać z grzankami lub jogurtem. Jeśli ktoś ma ochotę, może wmieszać do zupy trochę mleka kokosowego.

Smacznego!

31 komentarzy
Poprzedni
Następny