Krówkowe trufle Cintamani

Historia tego przepisu jest dosyć długa. Pierwszy raz jadłam te trufelki prawie dwadzieścia lat temu. To były czasy, kiedy interesowałam się kuchnią wegetariańską, ćwiczyłam jogę i marzyłam o tym, żeby pojechać do Indii. Jadłam je przy okazji ważnych dla mnie świąt i wydarzeń, pojawiały się w moim życiu co pewien czas, a za nimi stała zawsze ta sama osoba: Kinga. Nasze drogi, zapewne nieprzypadkowo, schodzą się co pewien czas.

Kinga przez długi czas prowadziła w Gazecie Wyborczej rubrykę „Uczta Wegetariańska”. Wtedy dodatek kulinarny pojawiał się w gazecie raz w tygodniu, był osobną książeczką i pamiętam, że czekało się na niego z niecierpliwością. Przynajmniej ja czekałam. W tamtych czasach za takimi dodatkami stał zawsze przynajmniej kilkuosobowy zespół, w tym zawodowy fotograf dysponujący oświetleniem. Wiem coś na ten temat, bo sama również miałam okazję kilka razy uczestniczyć w podobnych sesjach:) Pamiętam, jak zazdrościłam fotografom i stylistom pracującym w ten sposób. Uważałam, że mają najwspanialszą pracę na świecie i do głowy mi nie przyszło, że kiedyś w podobny sposób będę mogła pracować.  Dziś też uważam, że fotografowanie jedzenia to wspaniała praca.

Co pewien czas przypominam sobie o tych trufelkach i w końcu nadszedł moment, żeby je Wam przedstawić. Zacznę od tego, że po pierwsze są bardzo słodkie – wystarczy jeden, żeby poczuć błogą satysfakcję (ale ja nigdy na jednym nie poprzestaję, niestety). Po drugie ich smak to trochę mix mlecznych, kremowych krówek i Raffaello (o ile obtoczycie je w wiórkach kokosowych). Po trzecie jeśli nie chce się Wam lepić kulek, można masę wlać do płaskiego naczynia wyłożonego folią spożywczą, a kiedy przestygnie, pokroić na niewielkie cukierki.

A na koniec: polecam Wam bloga Kingi: www.greenmorning.pl. Jeśli macie ochotę na coś wegetariańskiego, okraszonego pięknymi zdjęciami i historiami. Dodam jeszcze, że Kinga pisze od bardzo, bardzo dawna i ma naprawdę wiele ciekawego do opowiedzenia.

Polecam!

Pralinki karmelowe-love

Z orzechami laskowymi i kokosem.

Przepis pochodzi ze strony Kingi Błaszczyk-Wójcickiej.

Składniki

  • 1/4 kostki masła
  • 1/2 szkl cukru
  • niecałe pół szkl gorącej wody
  • 1 i 3/4 szkl mleka w proszku
  • 100g orzechów laskowych
  • + ew. wiórki kokosowe do obtoczenia

Przepis

  1. Orzechy laskowe wysypujemy na blaszkę i pieczemy w 180st. C do złotego koloru, studzimy i ocieramy z łupinek. Część drobno siekamy (najlepiej w blenderze), część zostawiamy w całości.
  2. W rondlu o grubym dnie rozpuszczamy masło, wsypujemy cukier i mieszając regularnie drewnianą łyżką, karmelizujemy do jasno brązowego koloru (masa ma mieć kolor mlecznej czekolady). Uważamy aby nie przypalić (wtedy masa zacznie dymić i będzie gorzka). Pod koniec karmelizowania masło może oddzielić się od masy (to jest proces naturalny, nie trzeba się przejmować).
  3. Zalewamy karmel gorącą wodą (UWAGA! będzie mocno bulgotać) i gotujemy do czasu aż cały karmel się rozpuści w tej wodzie. Odstawiamy do lekkiego ostygnięcia.
  4. Kiedy karmel będzie miał temperaturę pokojową, wsypujemy do niego mleko w proszku i mieszamy mikserem na gładką masę.
  5. Odstawiamy na parę godzin (najlepiej na noc) do stężenia (nie wstawiamy do lodówki).
  6. Bierzemy po 1 orzechu laskowym i obtaczamy go łyżką masy karmelowej formując nieduże kuleczki. Obsypujemy kuleczki posiekanymi orzechami lub wiórkami kokosowymi i dekorujemy dodatkowym orzeszkiem na czubku.

Pralinki pozostają świeże przez parę dni, trzeba tylko pamiętać aby trzymać je w zamkniętym pojemniku, inaczej wyschną i staną się niesmaczne.

7 komentarzy
Poprzedni
Następny