Punkt widzenia (i burgery z kaczki)

…zależy od punktu siedzenia 😉

Stara prawda, ale ostatnio myślę o niej częściej niż dawniej. I nie odnoszę tego do jakiejś konkretnej sytuacji, ale życia w ogóle. To ten moment, kiedy człowiek przestaje sam siebie oszukiwać, że jest tak samo młody jak dwudziestolatki. „Jestem młoda duchem”, „Wiek to tylko kwestia umowna” – uhmnnn. Wcale nieprawda. Czuję to bardzo wyraźnie, kiedy rozmawiam ze swoją 13-letnią córką, dla której jestem stara. I kiedy rozmawiam ze znajomymi 20-parolatkami, którzy mają problemy absolutnie, zupełnie, totalnie inne niż moje. I uważają, że jestem stara 😉 Ha!Kiedy miałam 23 też myślałam, że przekraczając trzydzieści, człowiek wkracza do krainy mroku i starości.

Kiedy masz troje dzieci, to jakby mimochodem już przestajesz być „ty”, a stajesz się „pani”. Poważna matka trójki dzieci. Kobieta pracująca. Problem polega na tym, że w głowie człowiek ma jakiś dysonans, bo naprawdę nie czuje się staro, a nawet bardzo poważnie. No bo ile razy spotykamy na ulicy kogoś z dawnych czasów, miłość z naszej młodości albo koleżankę z ławki czy też nielubianą nauczycielkę z liceum i myślimy: „Ale staro wygląda!”. „Wyłysiał”. „Przytyła”. No bo przecież nas to absolutnie nie dotyczy, my ciągle wyglądamy tak samo 😀 Dużo o tym ostatnio myślałam. Może taki wiek nadszedł, a może takie czasy. Nie wiem. Wokół obowiązuje kult młodości. Programy do wygładzania skóry twarzy na zdjęciach. W magazynach dla kobiet wielostronnicowe dodatki „Medycyna estetyczna”. Czasem czytam opisy tych wszystkich zabiegów: „zupełnie bezpiecznych, małoinwazyjnych i nowoczesnych”. I chyba się ich boję.

Ostatnio doszłam do wniosku, że warto docenić miejsce w społeczeństwie, które człowiekowi przysługuje z racji wieku i doświadczeń. Zobaczyć przy okazji innych ludzi w podobnej sytuacji. Ktoś, kto z doświadczenia wie, jak jest, lepiej zrozumie niż ten, komu się tylko wydaje, bo przeczytał albo widział u innych. Nie udawać, że się jest młodym i fajnym, kiedy się już nie jest. Może tylko fajnym 😉 Takie pogodzenie ze sobą i faktem, że czas upływa, a młodość trwa tak krótko, daje jakiś rodzaj wyzwolenia. I buduje tolerancję wobec innych. Dziś mi nie przeszkadza, że ktoś ma 60 lat i nosi mini, bo tak naprawdę – co z tego? Bo nosi buty młodzieżowe albo skacze ze spadochronem. Pojęcie „za stary na coś” dla mnie nie istnieje, bo gdyby tak było, to uznałabym, że 30 lat to granica wszelkich szaleństw. Za często krytykujemy innych. W dodatku tak brutalnie i okropnie. Z drugiej strony otwartość na drugiego człowieka sprawia, że życie jest ciekawsze – kiedy chcę kupić prezent dla nastolatki, radzę się nastolatki. Kiedy chcę wiedzieć, co jest na topie w kosmetykach, zamiast tracić czas na nerwowe szperanie w drogeriach, korzystam z wiedzy tych, którzy mają na to więcej czasu i dzielą się nią z przyjemnością i fachowo. Uczyć się od innych, bardziej kompetentnych od nas samych. Kompetentnych w swoich dziedzinach, bez względu na wiek, bo jak dobrze wiemy, dziś dziecko potrafi w pewnych tematach mieć zdecydowanie większą wiedzę niż jego rodzic. Ja to akceptuję i rozumiem.

Miłego dnia <3

Burgery z kaczki

Przepis na burgery pochodzi z absolutnie genialnej książki Nigela Slatera „Jedz”, wydanej ostatnio po polsku przez wyd. Filo. To książka dla tych, którzy nie mają żadnych ograniczeń dietetycznych i jedzą wszystko. Domowe, proste jedzenie. Te burgery robi się w try miga.

Składniki

  • 200 g kaczej piersi
  • duża dymka
  • świeża śliwka bez pestki
  • łyżka miodu
  • łyżka ciemnego sosu sojowego

Zmiksuj na niezbyt gładką masę następnie wmieszaj 75 g świeżej białej bułki tartej.

Uformuj 4 burgery. Obtocz je w niewielkiej ilości bułki tartej i smaż na małym ogniu po 10 minut z każdej strony. Ułóż każdy burger na dużym liściu chrupiącej sałaty, dodaj poszatkowany ogórek, posiekaną dymkę, małą chili pokrojoną w paski i owiń sałatą.

/Ja podałam je dodatkowo w bułce i z sosem śliwkowym, Liska/

Smacznego!

8 komentarzy
Poprzedni
Następny