Książki o urodzie i jedzeniu dla zdrowia: Food Pharmacy, Eat Pretty, Wyrzuć chemię z domu

Czasem, kiedy idę do drogerii, łapię się za głowę patrząc, ile tego wszystkiego jest. I zastanawiam się, jak to się stało, że przespałam czas wprowadzania wszystkich kosmetycznych nowości. Biorę do rąk różne produkty, czytam i oglądam z uwagą, ale wiem, że życia by mi nie wystarczyło, żeby wypróbować choć 10% tego, co widzę.

Dawno temu, kiedy byłam nastolatką, samemu robiło się w domu maseczki z płatków owsianych, tonik z dodatkiem jakiegoś octu jabłkowego czy rumiankowe płukanki do włosów. Pamiętam, jak skrupulatnie wycinałam z gazet te wszystkie porady i przepisy. I mam je do dziś 🙂 Żyłam w przeświadczeniu, że żeby mieć zdrową skórę, trzeba przede wszystkim dokładnie ją oczyszczać i dobrze się odżywiać. Wiedziałam, że dieta pod tytułem: codziennie trzy opakowania pierniczków w czekoladzie i dwie paczki czipsów popijanych sokiem z kartonu albo kawą to dla mojej cery cios. Wiedziałam, bo wypróbowałam na sobie taką „dietę” w czasach, kiedy pracowało się w korporacji tak długo, ile było trzeba. Wracałam wtedy bardzo późno do domu łapiąc po drodze co popadnie. Cierpiał mój żołądek i moja skóra, a mi chciało się ciągle spać. Na szczęście nie trwało to bardzo długo, potem poszłam po rozum do głowy i zaczęłam jeść normalnie.

Dziś, w czasach, kiedy półki w drogeriach uginają się od dóbr wszelakich, zdarza nam się zapominać, że jedzenie to paliwo nie tylko do tego, żeby organizm „jakoś jechał”. A gdyby wierzyć reklamom, to na każdą skórną (i nie tylko) dolegliwość jest długa lista leków, suplementów, witamin i specyfików. Mojej młodej córce, która właśnie zaczyna się tym tematem interesować, staram się pokazać, jak ważne jest to, co jemy i jak wpływa to na nasze samopoczucie i wygląd.

Ostatnio trafiło w moje ręce kilka książek na temat odżywiania dla zdrowia i chciałabym się z Wami podzielić moją opinią na ich temat.

Koniec zimy to zwykle czas różnych postanowień i podejmowania wyzwań, również kulinarnych. Warto podejść do tego na luzie i na spokojnie.

*****

Food Pharmacy (Lina Nertby Aurell & Mia Clase)

Opowieść o jelitach i dobrych bakteriach zalecana wszystkim, którzy chcą trafić przez żołądek do… zdrowego życia.

Po pierwsze ta książka jest naprawdę pięknie wydana i od razu zachęca do tego, by do niej zajrzeć. Dwie przyjaciółki (politolog i copywriterka) i 87-letni profesor medycyny Stig Bengmark opowiadają o tym, co jeść, by żyć zdrowo. Od czego zacząć, jak nie zwariować i jak powoli wprowadzać zmiany do naszego życia. Podobno za odporność organizmu w 80% odpowiada jelito grube, a nasze choroby wynikają z jego stanów zapalnych, które fundujemy sobie odżywiając się w nieodpowiedni sposób. „Food Pharmacy” koncentruje się właśnie na tym, co jeść, by nasze jelita były szczęśliwe;)

Książka ma przejrzysty układ, świetne zdjęcia, dużo przepisów i konkretnych porad. Kolorowe tabele, wiele osobistych przykładów. Autorki są mamami, więc przy okazji radzą też, jak wprowadzić zdrowe odżywianie do kuchni maluchów (a jakie są dzieci, mniej więcej wiemy).

Jeśli chcesz się dowiedzieć o indeksie glikemicznym, ważnych źródłach odżywczego błonnika, dobrych tłuszczach oraz „parszywej dwunastce i czystej piętnastce” wśród owoców i warzyw, ta książka jest właśnie dla Ciebie. Raczej nie będziesz przy niej ziewać, odkładając jej lekturę na wieczne „potem”. Autorki jasno piszą o tym, że łatwiej podjąć mądre decyzje wykonując małe kroki niż od razu rzucając dotychczasową dietę. I takie podejście podoba mi się najbardziej. Polecam gorąco!

 

*****

Eat Pretty. Jedz i bądź piękna (Jolene Hart)

„Food Pharmacy” koncentrowało się na diecie dobrej dla jelit i całego organizmu, „Eat Pretty” mówi o jedzeniu dla pięknej skóry. Autorka przez wiele lat była dziennikarką działu urody w popularnym magazynie. Miała dostęp do wszystkich kosmetyków, a mimo to nie była zadowolona ze stanu swojej skóry. Cierpiała na egzemy, miała cienie pod oczami i dokuczało jej ciągłe zmęczenie.

Książka jest podzielona na trzy rozdziały. W pierwszym autorka pisze o wrogach i przyjaciołach wdzięku czyli pokarmach, które warto jeść i o takich, z których warto zrezygnować. O witaminach i składnikach odżywczych: tym, co nam dają i gdzie ich szukać. Drugi jest podzielony na cztery pory roku, a w każdej z nich przepisy odpowiednie do danego sezonu. Trzeci to rozdział o tym, jak dobrze spać, trochę o stresie, ruchu i jedzeniu na pocieszenie. Czyli takie trochę, modne ostatnio „hygge”. Nieduży format, bez zdjęć i innych „bajerów”, ale dużo ciekawej treści.

*****

Wyrzuć chemię z domu (Ewa Kozioł)

To wspaniała książka i aż dziwię się, że tak o niej cicho. W czasach powszechnego odkażania wszystkiego, szorowania chemią, smarowania dzieci emolientami od pierwszego dnia ich życia, ta lektura to odpowiedź na to, jak żyć prościej. Jak radzić sobie z praniem, plamami na dziecięcych ubraniach, jak czytać skład kosmetyków, jak wprowadzić zioła do domowej apteczki. Znajdziemy tu przepisy na domowe leki (chrzanowy syrop przeciw grypie, syrop z czarnego bzu na ból głowy, itd), Są tu porady na temat ogrodnictwa bez chemii i wiele wiele innych. Uprzedzam, że część zasad opisanych w książce (wspólne spanie z dziećmi, rezygnacja z wózka dziecięcego na rzecz nosidła) może wydać się nieco kontrowersyjna. Ja jednak skupiłam się na poradach, w jaki sposób zamienić popularne środki chemiczne i kosmetyki na ich zdrowsze, naturalne odpowiedniki.

10 komentarzy
Poprzedni
Następny