Placuszki z serkiem ricotta

Kocham rodzinne weekendy. Czekam na nie od środy zastanawiając się, co będziemy robić. Czasem gdzieś wychodzimy, spacerujemy, robimy zakupy, ale najczęściej, a zwłaszcza zimą, jesteśmy razem w domu. To chwile nadrabiania wszystkich zaległości w rozmowach, wyjaśniania wszystkich wątpliwości, nieustających dyskusji, po prostu bycia. I choć mam wrażenie, że non stop stoimy wtedy w kuchni, gotując, piekąc, pakując naczynia do zmywarki, a potem je wyjmując (i tak w kółko), potem odkurzając okruszki spod bosych stóp, ścierając stół, bo znowu się coś wylało, zbierając po raz n-ty łyżeczki, które nasza młodsza córka nieustannie układa na krześle, to cieszę się tym jak głupia i dziś nie zamieniłabym tego na nic innego.

Patrzę, jak moje dzieci się zmieniają – kiedy zaczynałam pisać tego bloga, moja starsza córka miała 2 lata. Dziś ma prawie 13. Myślę o wszystkich „fazach”, jakie z nią przechodziliśmy – od miłości „mamusiu, jesteś najwspanialsza na świecie”, po etapy „nie lubię cię”, przez moje łzy i pytanie „Czy ona już zawsze będzie dla mnie taka niemiła?”. A potem wszystko się uspokaja, puzzle wskakują na sobie właściwe miejsce. Z krnąbrnej istoty wyłania się osoba, z którą można porozmawiać, coś ustalić, pośmiać się. Taka, na której można polegać. Książki, które napisałam, a zwłaszcza pierwsza, „Słodkie”, to jej podstawowa lektura, kiedy postanowi coś upiec. (Przez długi czas nie przejawiała żadnego zainteresowania gotowaniem). Kiedy urodziła się moja druga córka, dziesięć lat po pierwszej, wiedziałam, że będzie trochę tak, jakbym miała dwie jedynaczki. I przez pewien czas tak było. Nie chciałam wywierać presji „pobaw się z nią”, „zajmij się nią”, ale przyszedł moment, że i tu wszystko się ułożyło. Mała patrzy w starszą jak w obrazek, a starsza potrafi zapewnić jej takie rozrywki, że cały świat przestaje istnieć. I myślę o tym, jak często niepotrzebnie martwimy się na zapas. To trochę tak, jak rodzi się pierwsze dziecko, a my nie mamy żadnej pomocy z zewnątrz i jesteśmy skazani na nie od rana do nocy, zadając sobie pytanie: czy ja jeszcze kiedykolwiek pójdę sama na kawę, żeby pogapić się w ścianę? Czy ja kiedykolwiek będę jeszcze miała czas dla siebie? A nim się obejrzymy, przestajemy być dla dziecka tym najlepszym, idealnym towarzystwem.

Kiedy starsza ma swoje, nastoletnie problemy, młodsza przechodzi bunt dwulatka, a ja czekam cierpliwie, aż wszystko się uspokoi, wyrówna i wyjdzie na prostą. I im dłużej żyję, tym mniej mam oczekiwań wobec tego, co dzieci powinny mi „oddać” kiedy ja będę staruszką liczącą na ich pomoc. Bardziej zależy mi na tym, żeby wychować je na istoty dobre dla świata: żeby szanowały innych ludzi, przyrodę, były uczciwe i liczyły na pracę własnych rąk, a nie na to, że coś im się należy albo że im ktoś coś da. I żeby udało mi się w tym maksymalnie zmaterializowanym świecie nauczyć je, że nie milion nowych par butów i futro w szafie to status tego, czy jesteśmy wartościowi, czy nie. Że od „kupię Ci, choć wcale tego nie chcesz” tysiąc razy cenniejsze jest „pobędę z Tobą”. Tego mnie uczyli, kiedy byłam mała i nigdy nie przestałam wierzyć w to, że to najważniejsze, co możemy dać naszym dzieciom.

Placuszki z serkiem ricotta

Nie ma weekendu bez placków albo naleśników. Te są wyjątkowo lekkie i puszyste, dzięki dodaniu serka ricotta i piany z białek. Można już na patelni ułożyć na każdym trochę owoców lub zrobić je solo, bez niczego i podać z sosem owocowym, śmietaną albo syropem klonowym. Zwykle smażę je i chowam w żeliwnym garnku z przykrywką, dzięki czemu dłużej są ciepłe.

Składniki

  • 180 g mąki pszennej, przesianej przez sitko
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 2 jajka (osobno białka i żółtka)
  • 40 g cukru pudru
  • 1/2 łyżeczki cukru waniliowego lub esencji waniliowej
  • 130 g sera ricotta, miękkiego
  • 230 ml letniego mleka
  • łyżka masła, stopionego i ostudzonego

do smażenia: olej roślinny lub kokosowy albo olej i trochę masła. Ja smażę na patelni żeliwnej bez oleju 🙂

Przepis

  1. Białka ubij na sztywną pianę.
  2. Mąkę i sodę przesiej przez sitko do dużej miski i dodaj: żółtka, cukier, mleko, ricottę, szczyptę soli i zmiksuj wszystko krótko do czasu, aż masa będzie gładka.
  3. Dodaj stopione masło i wymieszaj je dokładnie.
  4. Teraz dodaj pianę z białek i delikatnie połącz ją z masą przy pomocy szpatułki (idealnie sprawdza się np. silikonowa).
  5. Odstawi masę na 15 minut.
  6. Rozgrzej patelnię (jeśli smażysz na żeliwnej lub teflonowej potrzebujesz minimum tłuszczu).
  7. Dużą łyżką wlewaj porcje ciasta i smaż je na niewielkim ogniu ok. 1-2 minut z każdej strony  (jeśli będziesz smażyć na za dużym ogniu, placki spalą się z zewnątrz, a w środku będą surowe). Ważna uwaga: im mniej tłuszczu, tym lepiej, placki będą suche i miękkie.
  8. Przełóż placki do żaroodpornego naczynia albo zawiń w folię aluminiową, by nie ostygły do czasu podania.

Smacznego!

17 komentarzy
Poprzedni
Następny