Historia jednej chałwy

Bywa, że wspomnienia oplatają mnie ciasnymi ramionami i potrzeba trochę czasu, żeby się z nich uwolnić. Ostatnio Pan Inżynier dostał od ojca starą maszynkę do golenia na żyletki. Tamten miał ją od 17 roku życia. Kiedy jej nie potrzebował, wyszorował ją, zapakował elegancko w oryginalne pudełko i schował. Aż do teraz, kiedy maszynka znowu ujrzała światło dzienne. „Ale zwróć mi ją, jeśli nie będziesz jej już chciał, bo to przedmiot sentymentalny”- dodał.

I pomyślałam o tym, ile mamy w życiu takich przedmiotów, które przenoszą nas do jakichś mniej lub bardziej ważnych chwil z przeszłości. Przypomniałam sobie siebie z pierwszych klas szkoły podstawowej. Zakochaną w obu moich dziadkach. Uważałam, że są najwspanialsi, najmądrzejsi, najzdolniejsi. Choć tak różni od siebie, bo jeden raptus, a drugi wyrozumiały i spokojny przyjaciel. Lubiłam obserwować ich przy codziennych czynnościach: patrzeć, jak pracują, jak gotują, jak jedzą. Pamiętam, jak siedziałam na wannie gapiąc się, jak mój dziadek się goli, kiedyś brzytwą, później maszynką do golenia. Robił to zawsze niezwykle uważnie, jakby świat nie istniał i nie trzeba się było nigdzie spieszyć. To ciekawe, że w tamtych czasach życie płynęło jakoś wolniej, zupełnie innym rytmem niż teraz. Było przewidywalne i mam wrażenie, że nie trzeba było, jak dziś, robić ośmiu rzeczy na raz. Siedziałam więc na wannie i gapiłam się na jego każdy ruch, a on zupełnie nie zwracał na mnie uwagi. Mój drugi dziadek, jak to mówi moja mama, racjonalizator, bo bez końca coś udoskonalał, wymyślał, ulepszał. A to śrubka zamiast sprężyny w jakiejś maszynie, a to nowy patent na wyplatanie koszyków na jabłka. Nawet po tylu latach uważam, że umiał zrobić po prostu wszystko: kiedy Niemcy w czasie wojny wywieźli go na roboty przymusowe, szybko się okazało, że umie zrobić i buty, i siodło, nie wspominając o mniejszych naprawach. Jako mała dziewczynka godzinami rysowałam sandały, jakie ma mi zrobić. I robił, a raczej robiliśmy je razem, bo siedziałam obok niego, kiedy na starej maszynie do szycia szył mi buty. Czerwone sandały z podeszwą obszytą przy pomocy igły z sierści dzika (!), kolejne pary kapci, z których błyskawicznie wyrastałam. Z tymi gośćmi nigdy mi się nie nudziło. Może dlatego dziś wciąż pamiętam wiele z tamtych rozmów, a byłam wyjątkowo ciekawska i ciągle mówiłam „dlaczego?”i „opowiedz mi”. I może więc w końcu dlatego miałam nadzieję, że w dorosłym życiu też trafi mi się taki racjonalizator, co to wszystko będzie umiał naprawić, wymyślić i pomóc mi w potrzebie. Dziś tacy racjonalizatorzy to towar deficytowy;) Ale na szczęście wciąż kręcą się po tym świecie i można ich znaleźć.

Jak mam jakiś kłopot, to zwykle dzwonię do Poznania, do naszych przyjaciół, którzy zawsze mają radę na wszystko. Kiedy z wypiekami na twarzy opowiadam im o moim wielkim dylemacie, okazuje się, że mieli podobny, ale w skali sto razy większej. Spokojnie wysłuchują, powiedzą coś mądrego i nigdy nie zostawią z głupią miną. Z wiekiem nauczyłam się cenić takie znajomości, które trwają bez względu na wszystko. Z ludźmi, z którymi zdecydowanie więcej łączy niż dzieli. Którzy się nie gniewają, nie obrażają i zawsze starają się rozumieć. I opieprzą, kiedy trzeba. A czasem przywiozą domową chałwę zawiniętą w celofanowy woreczek. „Zostaw, nie jedz, to dla niej”. Dziękuję losowi za to, że zawsze daje mi jakieś światełko w tunelu i ludzi. którzy są tacy moi.

Chałwa pistacjowa

Przepis pochodzi z książki „Lubię” Moniki i Jana Pawlaków, właścicieli poznańskiej kawiarni La Ruina. To najpyszniejsza chałwa, jaką można sobie wyobrazić. A robi się ją raz dwa. Podstawą jest tu dobra pasta pistacjowa – to nie może być coś o zawartości 2% orzechów i tony cukru. warto poszukać w sieci albo… zrobić samemu, mieląc pistacje na gładką oleistą pastę.

Składniki

  • 2 szklanki cukru
  • 200 ml wody
  • 450 ml tahiny (pasty sezamowej)
  • 1 łyżeczka zmielonego kardamonu
  • 1 łyżeczka wody różanej lub pomarańczowej (uwaga, nie chodzi o syntetyczny olejek, a wodę do kupienia np w sklepach z żywnością arabską)
  • 4 łyżki pasty pistacjowej 100%
  • 60 g pistacji
  • duża szczypta soli

Przepis

  1. W misce wymieszaj na jednolitą masę tahinę, pastę pistacjową, wodę różaną i sól. Posiekaj pistacje.
  2. Cukier, wodę, kardamon umieść w garnku i gotuj aż do rozpuszczenia cukru. Gotuj syrop do osiągnięcia temperatury 118 st C. /Kropla syropu spuszczona z łyżeczki na talerzyk powinna rozciągnąć się w długą nitkę – to jest właśnie TA temperatura/
  3. Przelej syrop jednostajnym strumieniem do masy tahinowej, nie przerywając mieszania. Dodaj większą część pistacji.
  4. Gdy masa zacznie odchodzić od brzegów miski, przerwij mieszanie i natychmiast przełóż do formy. Zrób to zręcznie, gdyż masa bardzo szybko gęstnieje. Wygładź od góry za pomocą papieru do pieczenia.
  5. Posyp pozostałymi pistacjami. Odstaw do wystygnięcia. Pokochaj.

 

:))))))

19 komentarzy
Poprzedni
Następny