IKEA – jak rozbudować i doposażyć kuchnię

Dzisiejszy wpis przygotowałam we współpracy z IKEA, która zapytała mnie o rozwiązania, które ułatwiają mi życie. A że w kuchni spędzam pewnie minimum 50% mojego czasu (albo i więcej, bo tam kręci się też moje życie zawodowe) i z IKEA pochodzi wiele akcesoriów i sprzętów jakich używam na co dzień, chętnie przystałam na tę propozycję. Pewne rzeczy wybieram intuicyjnie, inne, te niepraktyczne wymieniam lub pozbywam się ich na zawsze.

Kuchnię „prowadzę” od kiedy wyprowadziłam się z domu, czyli już 19 lat. Przeszłam już fascynację różnymi stylami, gadżetami, sprzętami, by ostatecznie dojść do wniosku, że to, co dla mnie najlepsze, jest proste, jasne i użyteczne. Z racji mojej pracy od wielu lat zbieram kulinarne przedmioty, które wykorzystuję potem do zdjęć. Często pada pytanie o to, skąd je mam. A odpowiedź jest prosta: skąd się da. Niektóre są ze mną od zawsze, inne wyszperałam gdzieś w sklepach, jeszcze inne dostałam, znalazłam na… śmietniku (tak, tak, jeden z bardziej lubianych zestawów szklanek z lat 60-tych wyszperałam kiedyś w wielkim kontenerze na śmieci ustawionym na tyłach kamienicy na Nowym Świecie. Ktoś, opróżniając mieszkanie, postanowił pozbyć się ich wraz ze wszystkimi dziełami Lenina). Niektóre przedmioty po pewnym czasie mi się nudzą i oddaję je w dobre ręce, a do jeszcze innych wracam. Są też takie, które są niezależnie od mody i nastroju. I o nich chciałabym dzisiaj napisać.

Mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu. Kuchnia, którą zastałam, pochodzi ze starszej kolekcji IKEA. Było tu jednak na tyle pusto i przestronnie, że mogłam poszaleć zarówno z wnętrzami szafek, jak też w zakresie dodatkowych elementów, które ułatwiają nam życie (gotujemy tu wspólnie, każde z nas ma swoje ulubione dziedziny).

Organizacja przestrzeni czyli szuflady i pojemniki

Szuflady

Podstawą dla mnie jest dobra organizacja przestrzeni: lubię mieć posegregowane rzeczy, by móc sięgać do nich w miarę potrzeby natychmiast i bez zbędnych poszukiwań.
Tam, gdzie to możliwe, zawsze wybierałam szuflady zamiast szafek. Łatwiej mi w nich układać i segregować rzeczy. Mam dwie spore szuflady ze sztućcami i kuchennymi, płaskimi akcesoriami. Wcześniej leżały one na plastikowej tacce, teraz korzystamy z systemu bambusowych wkładów VARIERA.
_mg_0107

Pojemniki

Nauczona doświadczeniem i nieustanną walką z wołkami zbożowymi, nauczyłam się radzić sobie z nimi w prosty sposób: przesypując sypkie produkty do pojemników i pudełek. Lubię szczególnie szklane słoiki ze szczelną pokrywką. Ponieważ dużo piekę i korzystam z różnego rodzaju mąki, wybieram zwykle słoje o różnej wielkości (inny do mąki pszennej chlebowej, której mam zawsze więcej, inny do ziemniaczanej, której używam sporadycznie). Słoje przechowuję w szafce, a kilka stoi na zewnątrz. Tu wspomnę o moim ulubionym miejscu w kuchni, nazywanym przez nas „wyspą”. Kupiliśmy ją jak tylko zamieszkaliśmy w tym mieszkaniu. Tutaj trzymam zarówno mąkę, jak też akcesoria potrzebne mi do pieczenia, np. robot kuchenny (który wędruje po kuchni, ale o tym za chwilę). W szufladkach przechowuję miarki, termometr cukierniczy, torebki kuchenne i inne drobiazgi. Na półkach, oprócz słoików, znajdują się najczęściej używane akcesoria do wypieku chleba (koszyczki, garnek gliniany, akcesoria do robota, itp).

Pojemniki metalowe HEMSMAK. Proste aż do bólu. Ale bardzo użyteczne, o neutralnym wyglądzie. Jeden z nich rozwiązał w naszym domu odwieczny problem chlebaka (wszystkie chlebaki są dla nas albo za duże albo zwyczajnie mi się nie podobały), drugi jest idealną apteczką. Ja dodatkowo przykleiłam na nich naklejki z napisem, co znajduje się w środku. W zestawie są 3 sztuki różnej wielkości.

Wyposażenie

Garnek żeliwny

Przyznaję się bez bicia:  garnków żeliwnych mam kilka. Mniejsze, większe, podłużne, płaskie i wysokie. Mimo swoich ciężkich gabarytów i faktu, że potrzebna do ich przechowywania jest osobna, solidna półka, bardzo lubię w nich piec i gotować. A ponieważ w garnku żeliwnym piekę też chleb, bardzo często jestem pytana o to, który wybrać. Na rynku jest ich wiele, a ich ceny zaczynają się zwykle od 100 zł, te najdroższe kosztują nawet 1500 zł. Kiedy ktoś bardzo chce taki kupić, a bezradnie rozkłada ręce słysząc o cenie, wspominam o garnku z IKEA, bo tutaj cena jest przystępna, a garnek solidny. Są dwie wersje: podłużna i okrągła. Ja mam ten mniejszy, SENIOR, o pojemności 3 litry. Piekę w nim mały chleb, ale też gotuję. To najmniejszy garnek ze wszystkich żeliwnych, jakie mam w domu. Pierwszy żeliwny garnek z IKEA kupiłam swojej mamie kilka lat temu, kiedy przekonywałam ją, że jej się przyda do chleba i zup. Wtedy były tylko ciemnogranatowe, teraz są kremowe (i ja mam właśnie taki).

Processed with VSCO with 4 preset

Komplet garnków

Kiedy po raz pierwszy je zobaczyłam, spodobały mi się w nich przede wszystkim… elementy miedziane. Bo mam, niestety albo stety słabość do miedzi. Wcześniej byłam posiadaczką stalowych garnków, które były ze mną ponad 15 lat i postanowiłam je wymienić na nowsze. Mam trzy garnki z serii VARDAGEN: rondelek i dwa większe. Lubię je, bo są użyteczne, zrobione z wysokiej jakości stali i oprócz tego są po prostu piękne (tak, tak, dla mnie garnek musi być też piękny). W środku mają na ściance miarkę, dzięki czemu wiem, czy wlałam odpowiednią ilość wody na zupę.

Biała porcelana

Czy można używać czegoś przez 20 lat i wciąż uważać, że jest uniwersalne i ładne? Okazuje się, że tak. Przyznam się Wam, że zdarza mi się w restauracjach i kawiarniach zaglądać na spodnią część naczyń, żeby zobaczyć, skąd pochodzą. Te filiżanki wypatrzę zawsze, są dosyć popularne i tanie. Wykonane z grubej porcelany, dzięki czemu odpowiednio trzymają ciepło napoju. Mamy z tej serii dwa niskie kubeczki (bardzo lubię te proste z serii 365+, które kosztują 5,99 zł za sztukę) i do herbaty/kawy z serii VARDAGEN, cukiernicę, dzbanuszek do mleka. Z tej serii mamy też kilka miseczek. Dużym plusem jest to, że wydaje się, że biała, prosta porcelana jest w IKEA od zawsze i zawsze można ją uzupełnić o brakujące elementy. Ja nie lubię zestawów, a rzeczy kupuję powoli, w miarę potrzeb. Jest to więc dla mnie rozwiązanie idealne.

Formy i foremki do pieczenia VARDAGEN

Jestem bardzo zadowolona z faktu, że IKEA wprowadziła do swojego asortymentu lekkie aluminiowe formy do pieczenia. Miałam takie, ale przywiozłam je sobie ze Szwecji, ze sklepu ze starociami. Były przez to tanie, ale już mocno zużyte i przyszedł czas na ich wymianę. Ich minusem jest to, że są delikatne i nie można po nich bezkarnie jeździć nożem, nie powinno się ich też myć w zmywarce, ale za to plusem jest fakt, że ciasta się w nich szybciej pieką i, moim zdaniem, lepiej wyglądają.

Sztućce

Debat na temat tego: „Jakie sztućce kupić” prowadziliśmy w naszym domu dziesiątki. Te za duże, tamte za szerokie, te za matowe, ten nóż źle wyprofilowany. Nie wiem, ile razy każde z nas stało w sklepie wysyłając do drugiego MMS-a ze zdjęciem i pytaniem: „A może takie?”, a drugie zaczynało marudzić. Poszliśmy na kompromis i wybraliśmy sztućce SEDLIG. I to był dobry wybór. „No i jak te sztućce?” „No dla mnie w porządku, a dla ciebie?”. „Dla mnie też”. I o to chodziło. Dodatkowo, dla młodszej córki mamy zestaw DRAGON. Podoba mi się w nim to, że jest po prostu mniejszą wersją „dorosłych” sztućców i dobrym wyborem do nauki jedzenia nożem i widelcem.

Dla wygody i przyjemności;)

Kącik kawowy

„Czy wy tego wszystkiego używacie?” – to często padające pytanie osób, które widzą, ile mamy w kuchni kawy i herbaty i akcesoriów do ich przygotowania. Tak! – odpowiadam. Bo prawda jest taka, że te rzeczy, mimo iż stoją na wierzchu, nie mają okazji, by się kurzyć, gdyż są w ciągłym ruchu. Zielona, czarna a może rooibos? Zaparzona w czajniczku, kubku, filiżance? Oprócz tego uważamy się za kawoszy. I nie mam tu na myśli kawoszy „trzeciej fali”, którzy piją wyłącznie kawę z dripa. Raczej takich, którzy lubią po prostu dobrą kawę. Pan Inżynier pija wyłącznie czarną, najlepiej z dripa, kawiarki lub ekspresu, a ja lubię różne, poczynając od kawy zbożowej, przez dripy, kawy mleczne, na kawach po wietnamsku z mlekiem skondensowanym kończąc. Mieliśmy wcześniej różne rozwiązania do przechowywania kawowo-herbacianych gadżetów i dziś stanęło na podwójnej, długiej półce VÄRDE (na górze akcesoria, na dole kawy i herbaty, na drążku z haczykami inne, przydatne, lekkie akcesoria). Pod spodem, na blacie stoi młynek, spieniacz do mleka, czajnik, dzbanek z filtrem i, okazjonalnie, ekspres, który wędruje po kuchni w zależności od tego, czy mamy „fazę” na kawę z niego czy też nie.  Choć to „tylko półka” uważam ją za mega praktyczną i funkcjonalną rzecz. Na tej ścianie mieliśmy już różne rozwiązania z półkami. Szafki, z racji głębokości, nie wchodziły w rachubę i ten pomysł okazał się dla nas najlepszy. Odpowiada mi też metalowa szyna z haczykami – w razie potrzeby można dowiesić dodatkowe haczyki, a na nich zawiesić akcesoria. Myślę o zamontowaniu pod półką oświetlenia, ale to pewnie pieśń przyszłości.

_mg_0277

Schodek drewniany

Od kiedy mam dzieci i od kiedy mieszkam w starej kamienicy, gdzie pomieszczenia mają ok. 3 metrów wysokości, muszę mieć w domu stołki i drabinki, najlepiej różnej wysokości. Moja dwuipółletnia córka jest jeszcze za mała i za niska, by mogła korzystać z plastikowych stopni, które mamy w dwóch wysokościach, a ze zwykłej drabinki nie potrafi jeszcze zejść. Radziła sobie więc dosuwając do blatów i stołów krzesła, a ja zawsze drżałam o to, że zaraz spadnie. Dobrym rozwiązaniem okazała się dla nas dwustopniowa, drewniana drabinka BEKVÄM, która jest wyjątkowo stabilna, dzięki otworowi w siedzisku łatwo ją przenieść, a w razie potrzeby służy jako dodatkowe krzesło. Podoba mi się też fakt, że nie jest ze sklejki, a z litego drewna osiki.

Drewniana ławka NORRÅKER

Ta ławka z litej brzozy to była miłość od pierwszego wejrzenia. Wiem, to może głupie, ale od kiedy pojawiła się w ofercie sklepu wiedziałam, że muszę ją mieć i szukałam dobrych argumentów, żeby przekonać Pana Inżyniera, że warto, żeby znalazła się w naszym domu. „Jest za duża, jest nam niepotrzebna” – przekonywał mnie, ale ja wiedziałam swoje. Na co dzień stoi w przedpokoju, gdzie wpasowała się idealnie jako siedzisko, którego używamy, żeby założyć buty, odstawić na niej wieczorem coś, czego nie możemy zapomnieć zabrać ze sobą rano do pracy, układamy na niej złożone i uprasowane pranie, itp, itd. Nasza młodsza córka upodobała ją sobie jako miejsce zabaw. Ławka bywa więc jej łóżkiem, stołem i blatem. Ja używam jej jako pomocnika w kuchni, kiedy potrzebuję dodatkowej powierzchni do odstawienia np. blaszek z ciastem. Korzystam z niej jak ze stolika kawowego – wówczas dostawiam ją do kanapy. Pomimo tego, że jest dosyć lekka, jest też stabilna. W moim domu jest meblem mobilnym.

Taca ze stolikiem MARYD

Są takie mini-meble, których człowiek potrzebuje dla własnego komfortu i zapewnienia sobie… przyjemności patrzenia na nie. Dla mnie takim czymś był stolik z tacą. Kiedy go zobaczyłam, wiedziałam, że chcę, że muszę go mieć. Wcześniej, przez wiele wiele lat miałam bardzo podobny stolik z dwoma wymiennymi tacami, które zniszczyły się na tyle, że można je było spokojnie wywieźć na działkę. To dla mnie mebel wielofunkcyjny, bo podstawy używam też czasem pod inny, większy blat, kiedy potrzebuję niskiego blatu roboczego. A taca – wiadomo. Wędruje od kuchni, przez sypialnię, na pokojach i balkonie kończąc. Bardzo podoba mi się to, że można go kupić w trzech wersjach kolorystycznych (ja miałam problem z wyborem, bo aktualnie panuje w mojej głowie „faza na brudny róż”, ostatecznie jednak wybrałam bezpieczny i uniwersalny szary). Stojak jest składany, więc nie zajmuje wiele miejsca, jeśli akurat nie jest potrzebny. Używamy jej zarówno w kuchni, jak też sypialni czy w dużym pokoju.

Trochę o… materiałach

Kiedy wchodzę do IKEA, od progu nie mogę się doczekać dorwania się do działu z materiałami na wagę. Dla kogoś z boku to absurdalne, ale dla mnie, która potrzebuje większych i mniejszych tkanin do zdjęć, to miejsce jest świetne. Wybór jest spory, a ceny przystępne. W dodatku, jeśli mam taką potrzebę, mogę sobie kupić i 30 centymetrów materiału i nikt nie będzie się na mnie krzywo patrzył. Tutaj kupuję tkaniny, które wykorzystuję też w kuchni (szyję z nich np. zasłonki do mini-spiżarni). Ponieważ ceny są przystępne, mogę tu poszaleć. Tutaj są też całkiem przyzwoite lny i duży wybór tkanin bawełnianych. W ogóle cenię IKEA za duży wybór towarów z naturalnych surowców – lubię np. pled URSULA, który jest jak ubranie, z bawełny, moja młodsza córka owija się w niego nazywając go właśnie swetrem. A starsza otulona nim je rano śniadanie.

I to by było mniej więcej na tyle, choć tematy kuchenne mogłabym kontynuować w nieskończoność. Moja kuchnia, podobnie jak cała przestrzeń, w której mieszkam, to żywe miejsce, które zmienia się w zależności od aktualnych potrzeb naszej rodziny i mojej pracy. Rzadko inwestuję w drogie przedmioty, z którymi trudno byłoby mi się później rozstać. Stawiam na zmiany, bo już wiem, że z czasem zmieniają się nasze upodobania i to, bez czego nie mogliśmy kiedyś żyć, ląduje gdzieś na dnie kuchennej szafki. Staram się wybierać użyteczne rzeczy, bo przestrzeń, jaką dysponuję jest ograniczona, a ja nie lubię gromadzenia przedmiotów, które spełniły już swoje funkcje i nie są mi dłużej potrzebne.

29 komentarzy
Poprzedni
Następny