Jesienna zupa z pieczonej dyni i pomidorów, z ziołami i serowymi grzankami

dynia-poziom_mg_9904

„Mamo, a gdzie robiliście zakupy jak byłaś mała?” – pyta mnie moja dwunastolatka.

Idziemy przez park, depczemy po mokrych, złotych liściach. Zapach jesieni wypełnia nasze nozdrza. Pcham wózek z młodszą córką, która śpi i wracam wspomnieniami do czasów, kiedy miałam dwanaście lat.

Opowiadam jej o wiklinowych koszykach, jakie miałyśmy z Mamą – jej był duży, a mój był miniaturą dorosłego. Kiedy padało hasło: „Idziesz ze mną do sklepu?” Bez słowa chwytałam za koszyk i szłyśmy razem. Ramię w ramię, jak dziś ja z moimi dziećmi. Opowiadam jej o Warszawie, o tym, jak się zmieniała, o budynkach, które były, a których już nie ma. Wychowałam się na Grochowie, potem świadomie wybierałam różne dzielnice, żeby w nich pomieszkać, poczuć ich klimat, znaleźć swoje miejsce w mieście. I zawsze lubiłam odwiedzać stare miejsca z historią. W jednych czas się zatrzymał, inne poszły z duchem czasu, wtapiając się w nową miejską tkankę.

Lubię patrzeć, jak zmienia się moja Warszawa.

Idziemy przez park, rozmawiamy o tym, jak było kiedyś, a przy okazji planujemy obiady na najbliższe kilka dni. Co jakiś czas uskuteczniam tyrady na temat jedzenia warzyw.

„No dobrze, może zupa dyniowa?” – mówi córka.

„Niech będzie”, odpowiadam. Przechodzimy przez Pola Mokotowskie, a ja opowiadam jej, że przy Placu Unii Lubelskiej był kiedyś taki wielki sklep, nazywał się #Supersam. Ile razy stałam tam w kolejce z Mamą, to zawsze była wyprawa i przygoda. Można było wtedy porysować. “Porysować? W kolejce?” – dziwi się córka. A ja dziś te kolejki mogę porównać jedynie do tych w japońskich sklepach z Pokemonami, choć nie, w tych sklepach akurat trudno byłoby dziś porysować.

Od kiedy moja córka skończyła pięć lat, staram się odwiedzać z nią różne miejsca w Warszawie. Nadrabiam zaległości, czytam o nich i przygotowuję się do tych wycieczek. Widziała moje przedszkole, moje szkoły, widziała ślady po wojnie na budynkach Woli. I choć wiem, że w jej pamięci te miejsca zachowają się trochę inaczej niż w mojej, to chciałam, żeby znała moje opowieści. Tak jak ja słuchałam historii mojej Mamy.

Dziś idziemy więc do Supersamu. Sklepu zbudowanego na 10 lat, który funkcjonował w tym miejscu ponad czterdzieści. Mam do niego sentyment, to sklep mojego dzieciństwa. Kupimy dynię na zupę. Przypominam sobie przy okazji, jak jako mała dziewczynka dumałam nad jego nazwą: „Sam”. Do dziś to dla mnie zagadka.

„Całkiem fajnie robi się zakupy w tym Supersamie” – puentuje moja córka, kiedy stoimy przy kasie.

Ze sklepu wracamy z dynią i gotujemy jesienną zupę z rozgrzewającymi przyprawami i ciepłymi grzankami z opiekanym serem.

dyniaipomidory-poziom_mg_9912-2

zupadyniowa-poziom_mg_9954

zupadyniowa-pion_mg_9933

Jesienna zupa z pieczonej dyni i pomidorów, z ziołami i serowymi grzankami

To bardzo prosty przepis. Dla tych, którzy nie lubią obierać surowej dyni. Zupa jest słodko-kwaśna, lekko podkręcona mlekiem kokosowym. Jeśli lubisz pikantne klimaty, możesz dodać więcej chilli w proszku lub użyć świeżych papryczek.

Składniki

  • Dynia o wadze ok. 1,5 kg (polecam dynię hokkaido, której po upieczeniu nie trzeba obierać ze skóry)
  • 5-6 dużych pomidorów (moje ulubione do tej zupy to soczyste Bawole serca)
  • 6 łyżek klarowanego masła, oliwy z oliwek lub oleju roślinnego
  • 1 duże jabłko, obrane ze skórki, wypestkowane i pokrojone w kostkę
  • 4 ząbki czosnku
  • kawałek świeżego imbiru o długości ok. 3 cm
  • 1 łyżeczka nasion musztardowca (brązowej gorczycy)
  • 1 łyżeczka nasion kminu indyjskiego
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka mielonej kolendry
  • 1 łyżeczka mielonego kminu indyjskiego
  • 1/3 – 1/2 łyżeczki chili w proszku (warto dodawać go stopniowo, żeby zupa nie okazała się za ostra)
  • ok. 150 ml mleka kokosowego
  • sól i pieprz
  • opcjonalnie: przegotowana, gorąca woda (to, czy jej użyjesz zależy po pierwsze od Twoich preferencji, po drugie od soczystości pomidorów. Zupa ze zdjęcia jest bez dodatku wody)

Grzanki:

  • kromki dobrego razowego chleba
  • plastry sera żółtego, który dobrze się topi (użyj dowolnego, który lubisz)
  • do podania: liście świeżej kolendry

Przepis

  1. W brytfannie umieść dynię (jeśli kawałek jest duży lub dynia jest w całości, przekrój ją na mniejsze kawałki) i pomidory. Piekarnik nagrzej do 180 st C. Wstaw warzywa i piecz je 45-60 minut, aż dynia będzie miękka.
  2. Pod koniec pieczenia dyni w garnku o grubym dnie rozgrzej tłuszcz i wsyp nasiona musztardowca. Kiedy zaczną podskakiwać, dodaj przyprawy w nasionach (te zmielone dodasz później), jabłko, czosnek i starty na tarce imbir. Podsmażaj ok. 1 minuty. Teraz dodaj przyprawy w proszku i smaż kolejną minutę.
  3. Upieczone warzywa wyjmij z piekarnika. Dynię oddziel od skóry i pestek, dodaj ją do garnka. Pomidory obierz ze skóry i również je dodaj do garnka.
  4. Gotuj zupę ok. 5 minut, aż warzywa połączą się z resztą składników. Jeśli uznasz, że zupa jest zbyt gęsta, dodaj teraz trochę wrzącej wody. Dopraw solą i pieprzem. Dodaj mleko kokosowe i całość zmiksuj blenderem na gładki krem.
  5. Podawaj z grzankami (na kromkach chleba układam ser i zapiekam pod rozgrzanym grillem w piekarniku przez kilka minut), posiekaną drobno świeżą kolendrą.

Smacznego!

17 komentarzy
Poprzedni
Processed with VSCO with 4 preset
Następny
marchewkowe-pion_mg_9838