Powiedz mi, jak mam żyć? I nowy chlebek bananowy.

bananowe_mg_9439

Pewnie nie wpadłabym na pomysł dzisiejszego wpisu, gdyby nie maile, jakie dostaję przynajmniej raz w tygodniu. Ich treść jest zwykle bardzo podobna: nie lubię swojej pracy, nie cieszy mnie ani wysoka pensja, ani awans, ani to, że mogę wszystko sobie kupić. Co zrobić, żeby być szczęśliwą? Jak to się stało, że ty robisz to, co lubisz i to, co chcesz? Jak przełożyć marzenia na rzeczywistość, jak pokochać swoją pracę, jak ją zmienić, jak nie bać się, żeby pójść w nieznane. A może znane?

Na ten temat napisano milion poradników. Pisali je szczęściarze, którym albo się udało jakimś fuksem, albo ciężką pracą. Ludzie, którzy podjęli ryzyko, które się opłaciło. Ci, którym się nie opłaciło, raczej poradników nie piszą. Tak mi się przynajmniej wydaje, nie jestem w tym temacie ekspertem.

Żyj swoim życiem, nie oglądaj się na innych.

Chodzi mi po głowie jak mantra, kiedy widzę kolejny mail na ten temat. Żyjemy w kulcie sukcesu – oglądamy piękne obrazy szczęśliwości, na drugim końcu obrazy wszystkich nieszczęść. A my gdzieś pośrodku. Ani super, ani beznadziejnie. Wiem jedno: żeby robić to, co się kocha, trzeba podjąć ryzyko. Nic w tym świecie nie przychodzi za darmo. I nic bez pracy. Żeby coś wyjąć ze skarbonki, trzeba najpierw do niej coś włożyć. Żeby osiągnąć jakikolwiek sukces, trzeba włożyć w osiągnięcie go wiele wysiłku. Trzeba wiele razy się przewrócić, stracić nadzieję, poddawać się i znowu wstawać. Czasem, zwłaszcza na początku nowej drogi, trzeba pracować za darmo: na swoją markę, na swoją przyszłość. Każde doświadczenie jest jak małe ziarnko piasku, z którego można zbudować kiedyś zamek. Każde się przydaje – to dobre i to złe. Tak jak nauka matematyki w szkole, a czasem astronomii. I fizyka się przydaje. I plastyka też. Pojedyncze słowa, zdania i lekcje, jakie daje nam życie, los i inni ludzie. Konstruktywna krytyka, obserwowanie świata.

Ja nie wiem, co Ci powiedzieć, kiedy pytasz mnie, jak żyć szczęśliwie. Bo szczęście to rzecz względna. Dla jednego to wielki dom w pięknym miejscu, dla innego chatka w górach, a dla jeszcze kolejnego przynajmniej mały pokój, w którym może odpocząć i swobodnie pomyśleć. Jedni marzą o rzeczach wielkich i te malutkie nie mają dla nich większego znaczenia, inni pragną spraw podstawowych, widzą drobiazgi, które sprawiają, że życie ma swój urok.

Nie marzę o wielkich rzeczach. Z grubsza pragnę tego, co wszyscy: zdrowia dla siebie i moich bliskich, pracy, dzięki której będę mogła żyć po swojemu: będę miała gdzie mieszkać, będę mogła od czasu do czasu kupić sobie coś, co sprawi mi radość, a przede wszystkim nie będę się martwiła, że nie mam na leki albo czynsz. Pragnę tu i teraz: mojej rodziny, która jest dla mnie wszystkim. Każdego dnia uświadamiam sobie i nigdy nie zapominam o tym, jakim darem jest dla mnie odwzajemniona miłość i dzieci. Pamiętam o tym zwłaszcza w poniedziałki, kiedy za nami wspólny weekend, podczas którego większość rzeczy robimy razem. Staramy się tak organizować soboty i niedziele, by mieć czas na wspólny spacer, wygłupy, jedzenie, a przede wszystkim rozmowy. To właśnie wtedy nadrabiamy zaległości z całego tygodnia, mamy czas na to, żeby pogadać o wszystkim. To jest moja baza, z tego czerpię siłę i wiem, że nawet jeśli upadnę, będzie ktoś, kto pomoże mi wstać.

W moje ręce wpadła ostatnio mądra książka Kasi Kędzierskiej „Chcieć mniej”. Teoretycznie to rzecz o minimalizmie, ale tak naprawdę rzuca ona światło na szersze zagadnienie: chcieć mniej w każdej dziedzinie. Zauważyłam na własnym przykładzie, że porządkowanie najpierw rzeczy, sprawia, że później zaczynamy robić porządek we własnej głowie, we własnych uczuciach i niezałatwionych sprawach. To długotrwały proces, czasem zajmuje wiele lat, ale warto spróbować. Żeby „mieć” nie wzięło góry nad „być”. W końcu dobre życie jest największą wartością. Mamy je tylko jedno, a upływa tak szybko, że warto przeżyć je po swojemu, bez oglądania się na to, co powiedzą i pomyślą inni. By przeżyć je dobrze i zgodnie. I być dla siebie życzliwym. Tego by nam się przydało chyba najbardziej.

Bo kiedy człowiek zaczyna robić porządek w swojej głowie, tak solidnie i uczciwie, to prędzej czy później sam dojdzie do wniosku, czego chce i potrzebuje najbardziej. Czy chce nowej pracy, wielkiej zmiany, zaczynania wszystkiego od początku. Czy może jednak zacznie się cieszyć tym, co ma, może jednak dojdzie do wniosku, że nie jest najgorzej, kiedy ktoś inny regularnie opłaca nasz ZUS, płaci za nas podatki. We wszystkim można znaleźć plusy i minusy 🙂

Życzę Wam samych dobrych wyborów,

🙂

 

A żeby nie było tak smutno na koniec, to zostawiam Was z nowym przepisem na chleb bananowy. Rzadko się zdarza, że ciasta znikają w moim domu szybciej niż zdążę im zrobić zdjęcia. Ale tym razem rzeczywiście tak się stało. Wyjątkowo lubię w bananowcach dodatek płatków owsianych czy mąki owsianej. Lubię też, kiedy są wilgotne i, hmn, mięsiste. Jeśli nie macie miechunki, można ją zastąpić rodzynkami lub pominąć. Warto jednak zwrócić uwagę na tę niepozorną roślinkę. Ja suszone owoce miechunki kupuję zwykle pod Halą Mirowską u pani, która sprzedaje bakalie.

Chlebek bananowy z mąką owsianą i miechunką

Składniki

  • 4 bardzo duże banany
  • 120 g mąki pszennej
  • 60 g mąki owsianej
  • 100 g cukru trzcinowego
  • 1 łyżeczka sody (to konieczne, nie warto zmniejszać ilości sody lub próbować ją ominąć)
  • 90 g stopionego masła
  • 1 duże jajko, rozbełtane
  • 1 czubata łyżeczka cynamonu
  • 50 g owoców miechunki (można zastąpić miękkimi rodzynkami)
  • na wierzch: banan pokrojony w plasterki, pół łyżeczki cynamonu, 2-3 łyżeczki cukru trzcinowego

 

Przepis

  1. Banany rozgnieć w misce widelcem, dodaj masło i wymieszaj.
  2. Następnie dodaj pozostałe składniki i połącz przy pomocy łyżki.
  3. Keksówkę o długości ok. 26 cm posmaruj masłem.
  4. Piekarnik nagrzej do 180 st C.
  5. Wlej ciasto do keksówki, na wierzchu ułóż plasterki banana, posyp dodatkowym cynamonem i cukrem trzcinowym.
  6. Wstaw do piekarnika, piecz ok. 60-70 minut. Zanim wyjmiesz ciasto z piekarnika, wbij w nie drewniany patyczek, żeby sprawdzić, czy się upiekło – jeśli wyjęty patyczek będzie suchy, możesz wyjąć ciasto z pieca.
  7. Ostudź ciasto w formie i krój dopiero wtedy, kiedy zupełnie ostygnie. Najlepiej następnego dnia po upieczeniu.

Smacznego!

26 komentarzy
Poprzedni
som_mg_9386
Następny
pion