Z kuchennej półki, The kitchen shelf

 

kitchsh6Dziś chciałabym podzielić się z Wami refleksją na temat niedawno kupionej przeze mnie książki, genialnej w swej prostocie. Wprawdzie książka jest po angielsku (może doczeka się kiedyś polskiej wersji?), ale jest tak prosta i przejrzyście napisana, że jestem pewna, że nawet największy kuchenny laik znajdzie w niej coś dla siebie.

Moja kulinarna biblioteka już dawno przekroczyła tysiąc tomów, mimo iż regularnie robię na półkach czystki. Pozbywam się tego, z czego już nie korzystam, co mi się znudziło. Jest też tak, że gusta kulinarne nam się zmieniają. Może z wiekiem, a może z ilością zjedzonych posiłków. Dziś już nie kręcą mnie książki kucharskie pokazujące wymuskane dania z restauracji. I choć kiedyś porywałam się na takie menu przez kilka dni robiąc zakupy, a potem gotując, to teraz po prostu nie mam na to czasu. Mój radar wychwytuje od razu zdjęcia potraw skomplikowanych, a jeśli kupuję książki wydane przez restauracje, to przede wszystkim szukam w nich przepisów podstawowych, ale takich z biglem. Nie będę robić czterech wywarów i pięciu dressingów, żeby podać obiad. Już się nie łudzę.

Od dłuższego czasu moje zainteresowania koncentrują się przede wszystkim na kuchni prostej, tej domowej, bezpretensjonalnej, szybkiej i łatwej. Większe warzywne zakupy robię raz w tygodniu, na co dzień muszę zadowolić się tym, co znajdę na straganach warzywnych niedaleko mojego domu.

Najpiękniejsze dania to te ze świeżych składników, różnorodne, ciekawe. Każdy z nas najchętniej otwierałby lodówkę, która przypominałaby szwedzki stół – wszystkiego po trochu, ale różne i świeże. A jak wyglądają realia w domu osoby, która normalnie pracuje, a zakupy robi raz w tygodniu albo w drodze do domu? No właśnie. I o tym traktuje książka, o której chcę napisać dziś kilka słów.

kitchsh5 kitchsh4

Wydawnictwo Phaidon wypuszcza zawsze klasyczne książki, które równie dobrze mogłyby ukazać się 10 lat temu. I za kolejnych dziesięć pewnie będą wyglądały podobnie. Książki bez fajerwerków, ale solidnie zaprojektowane, konkretne i takie… zwyczajne. Tu nikt nie będzie rozpływał się nad zdjęciami ani czcionką. To w pewnym sensie książki ponadczasowe, choć zapewne nie wszystkim ich forma przypadnie do gustu.

„The kitchen shelf” zdjęłam z półki w księgarni, bo było to coś nowego, czego wcześniej nie widziałam. Ale wzięłam ją do rąk i uznałam, że pomysł na nią jest genialny. Wystarczy mieć w domu 30 podstawowych produktów (naprawdę podstawowych: puszkę pomidorów, torebkę ryżu, musztardę, cebulę, sól, pieprz, oliwę, itd), w sklepie dokupić tylko dwie rzeczy i ugotować obiad albo upiec ciasto. Co chcecie. Bez rajdu po okolicznych sklepach w poszukiwaniu trudno dostępnych wynalazków.

kitchsh3 kitchsh2Układ stron jest przejrzysty: Każdy dział jest podzielony w zależności od głównego składnika (ryż, makaron, czekolada, pudełko jajek, puszka mleka kokosowego, torebka mąki, itd), następnie w rozdziałach z przepisami, na rysunkach są pokazane potrzebne nam składniki plus symbol koszyka: produkty, które trzeba dokupić. Zdjęcie, opis wykonania i tyle. To proste, smaczne, domowe dania na co dzień. A jakie przepisy?

Trufle czekoladowo-orzechowe, klasyczna tarta czekoladowa, tarta z limonki i kokosa, z bezą, lody kokosowe, hiszpański makaron fideua, makaron z awokado i bazylią, tarta z karmelizowaną cebulą i kozim serem, kilka pomysłów na frittatę i wiele wiele innych.

The kitchen shelf, Eve O’Sullivan & Rosie Reynolds,
Wyd. Phaidon
Cena okładkowa: 25 funtów brytyjskich 

Mój egzemplarz kupiłam w księgarni Cookoff, ul. Żelazna 91, w Warszawie (w tej chwili książka kosztuje tam 99 zł)

 

5 komentarzy
Poprzedni
maldrzyki-3
Następny
nalesniki-1