„Dzień dobry” Małgosi Minty i „Ziarno” Dominiki Wójciak

imageKiedyś mój stosunek do książek kucharskich mogłam śmiało określić jako ekstatyczny. Wystarczyło wpuścić mnie za granicą do księgarni na dział książek do gotowania, a wpadałam w amok i potrafiłam wyjść z dziesięcioma tomami. Niewiele potrzebowałam, żeby wpaść w zachwyt. Ale kiedy licznik książek kucharskich w mojej domowej bibliotece pokazał tysiąc, doszłam do wniosku, że widziałam już chyba wszystko. I zaczęłam oddawać, oddawać, oddawać. Wciąż kupuję takie książki i to dosyć regularnie. Jednak nie robię już tego tak kompulsywnie i bez namysłu. Nie kupuję już książek „ogólnych”, jakichś zbiorów przypadkowych przepisów okraszonych zdjęciami z banku zdjęć. Takie egzemplarze moje detektory wychwytują dosyć szybko, wystarczy, że wezmę książkę do ręki. Zdjęcia z banku zdjęć i dopasowywanie do nich przepisów to dość powszechna praktyka na rynku wydawniczym. Takie książki omijam szerokim łukiem.

Nasz rynek jest dziś zalany książkami, których nie kupię i których nie chcę mieć w domu. Kiedyś, żeby ktoś chciał wydać książkę przez nas napisaną, trzeba było się trochę natrudzić i nagimnastykować. Wydanie książki to było spełnienie jakiegoś marzenia, nagroda za trud i ciężką pracę. Dziś jest zupełnie inaczej, mam wrażenie, że książkę może wydać każdy.

Śledzę bardzo uważnie to, co się ukazuje i zawsze się cieszę, kiedy widzę książki ludzi, którzy przykładają się do tego, co robią. Ludzi, którym nie jest wszystko jedno.

Dzień dobry – śniadania z Małgosią Mintą

imageMałgosię Mintę znam już bardzo długo. Zawsze śmieję się, że potrafi się teleportować i być na kilku imprezach kulinarnych jednocześnie. To tytan pracy – bardzo dużo pisze o gotowaniu, przeprowadza wywiady z ludźmi związanymi z branżą kulinarną. Mam wrażenie, że była już wszędzie. Gdybym była wydawcą i zakładałabym pismo kulinarne, to właśnie jej poleciłabym stanowisko naczelnej. Kiedy opowiadała mi o tym, że pisze książkę kucharską, to w jej opowieściach było „ot, taka książka o śniadaniach”, „no jeszcze się pisze”, do tego miała to wydać Agora, która nie kojarzy mi się z fajnymi książkami kucharskimi (sorry, Agoro). Data premiery się przesuwała. Nadszedł jednak dzień, kiedy Małgosia przekazała mi przez Pana Inżyniera egzemplarz swojej książki. „Podobno, Minta dała książkę dla mnie, gdzie ją masz?” – zapytałam. „W plecaku”  odpowiedział. Wyciągnęłam z plecaka ciężkie zawiniątko i zaczęłam oglądać. „O wow, widziałeś to?! To jest jedna z piękniejszych polskich książek kucharskich, chodź tu, zobacz natychmiast” – pokrzykiwałam na niego z drugiego pokoju. Ta książka to było moje oczarowanie. Jest nieprzekombinowana, prosta, czysta, pisana od serca, ciekawa. Dla kogoś, kto kocha śniadania (albo dla tego, kto je w kółko to samo i przydałaby mu się garść inspiracji) to idealny prezent. Owsianki (smaczne! Nie wióropodobne mamałygi), dania z jajkami, pasty do chleba, placki. Dodatki do chleba (domowe masła, twaróg), wypieki. Dla każdego coś dobrego. W książce są też wspomnienia i opowieści z dzieciństwa. I te zdjęcia! Polecam gorąco.

image image image

 

Ziarno – Dominika Wójciak

image

O „Warzywie” Dominiki pisałam całkiem niedawno, przy okazji ciesząc się, że autorka nie zniknęła z pierwszą wydaną po zwycięstwie w Master Chefie książką, jak to najczęściej bywa. Szalenie cenię ludzi, którzy idą własną drogą i robią swoje. Kiedy biorę jej książkę do ręki (a jest ona autorką również zdjęć potraw), to wiem, ile jest tam pracy. Wiem, ile to testów, prób, zmywania garów, wyjmowania z szafki talerzy i talerzyków, ile nieprzespanych nocy. Ten, kto tego nigdy nie robił, nie zdaje sobie pewnie sprawy z tego, jak powstaje książka tworzona w dużej mierze w pojedynkę, kiedy nikt nad Tobą wprawdzie nie stoi i nie wtrąca się w to, co robisz, ale cała logistyka jest na Twojej głowie. I zlew pełen naczyń po pięćdziesięciu sesjach tak samo 🙂

Jedną z rzeczy, którą lubię w jej przepisach najbardziej jest to, że ona gotuje z fantazją – umie łączyć smaki (czekoladowe risotto z karmelizowanymi węgierkami) w sposób, który jest interesujący, a nie jest przegięciem. (Naoglądałam się już kompozycji, gdzie od samego opisu składników robi mi się słabo 😉 Te połączenia trafiają po prostu w mój kulinarny gust i jak o nich myślę, to wiem, że chętnie bym je zjadła. Jej najnowsza książka „Ziarno” to zbiór przepisów na dania z kaszą jaglaną, ryżem, gryką, owsem, pszenicą, amarantusem i innymi ziarenkami, które, nie wiem jak Wy, ale ja bardzo chętnie kupuję. Bo są zdrowe, bo są pożywne, bo są nieodłącznym elementem kuchni polskiej. I teraz tak, co powiecie na pieczone jabłka z kremem jaglanym i różą, bananowy chlebek ze śliwkami w rumie, perski gulasz z bakłażanów z czarnymi cytrynami i pilawem szafranowym czy dyniowe pierożki z kaszą gryczaną, białym serem i czarnuszką?

image image image

 

Polecam!

8 komentarzy
Poprzedni
Granola1
Następny
galette1