Ciasto ucierane na lato z owocami, które masz pod ręką. I czerwiec na działce.

image

(a tak naprawdę w odwrotnej kolejności)

Raz w tygodniu wsiadam w samochód i jadę do centrum ogrodniczego. Żeby nie stracić w nim głowy, mam listę. Robię ją każdego dnia, rozsądnie, z rozmysłem. Co się nadaje do suchego cienia, a co będzie lepiej rosło w pełnym słońcu? Mam w głowie radę doświadczonych ogrodników: Jeśli planujesz założyć ogród, zrób listę roślin, następnie skreśl z niej połowę i pomnóż przez dwa. Najbardziej podobają mi się dzikie rośliny – na łące i w lesie. Niepozorne, być może brzydkie z punktu widzenia kogoś, kto poszedł po kwiaty do kwiaciarni. Kiedy zamknę oczy, widzę dwa ogrody, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Pierwszy to ogród malarki Joanny Sierko-Filipowskiej. Widziałam go raz w życiu, pewnie z piętnaście lat temu, a w głowie mam go do dziś. Pamiętam niemal każdy zakątek, który wtedy zobaczyłam. To, co było w nim wyjątkowe, to malarskość i dzikość. Wielkie liście gunnery wyglądające jak łopiany, pod którymi kryją się krasnoludki. Wielkie połacie różowej wierzbówki kiprzycy, która zwykle porasta nieużytki, na których uwijały się pszczoły. Wysokie paprocie, dzikie poziomki. Autorka powiedziała wtedy, że nie lubi czerwonych kwiatów. Czerwone więc były tam tylko poziomki.

Drugi ogród to tak naprawdę park, w Fujisawie niedaleko Tokio w Japonii. Tylko drzewa i paprocie. Drewniane stopnie, po których można się było wspinać. Cisza. Miałam wrażenie, że mieszkają w nim dobre duchy. To było piękno absolutne.

Processed with VSCO with s3 preset
Rabata bylinowa (lawenda, kocimiętka, santolina)

Kiedy kupiłam działkę, wiedziałam, że nie zrealizuję w niej wszystkich pomysłów i marzeń, jakie mam. Po pierwsze to działka, a nie ogród przy domu, do którego wychodzisz boso z kubkiem herbaty w ręku. Po drugie wiedziałam, że będę szukać do niej tylko takich roślin, które nie będą wymagały przywiezienia kilku ciężarówek ziemi i specjalnych zabiegów pielęgnacyjnych. Bo choćbym nawet chciała, to nie mam czasu na to, żeby każdego dnia troszczyć się o to, co na niej będzie rosło.

Kiedy dziś, z perspektywy czasu patrzę na pierwsze zdjęcia, które zrobiłam na niej pod koniec kwietnia, kiedy jeszcze nie była moja, widzę, jak bardzo byłam zakochana ślepą miłością 🙂 Dziś już widzę te połacie chwastów, które porastały mniej więcej 80% powierzchni (a może i więcej). Krzaki róż posadzone pod gęstymi drzewami bez dostępu światła (a róże kochają słońce!), drzewa owocowe tak zdziczałe i zaniedbane, że na niektórych wyrosło może z 50% liści. I już wiem, że było warto 🙂

Processed with VSCO with 4 preset
(Krwawnica, piękna wysoka bylina)
Processed with VSCO with 4 preset
(Odwiedza nas regularnie. I moje dziecko, po wizycie na działce czarne jak górnik)
Processed with VSCO with 4 preset
(pierwsze rzodkiewki, liście pożarte przez ślimaki;)

Minęło 1,5 miesiąca weekendowej pracy, wszystkie rośliny, które posadziłam mają się dobrze (przynajmniej na razie!), a my po raz pierwszy, na spokojnie, mogliśmy cieszyć się wspólną niedzielą. Większość działkowców to starsi ludzie odwiedzający swoje ogródki głównie w tygodniu, więc weekendy są ciche i ma się wrażenie, że jest się z dala od miasta. Jeśli mogę, staram się wpadać w tygodniu, choć na chwilę, czasem zdarza mi się tam nawet popracować z komputerem. Lubię wtedy rozmawiać z moimi nowymi sąsiadami. Ludzie tam są wyjątkowo mili i przyjaźnie nastawieni.

Ten sezon to dla mnie czas na eksperymenty. Na naszej działce rośnie trochę starych drzew – ponad dwudziestoletni orzech włoski, podobnie wiekowe drzewa iglaste, stara jabłoń, grusza, wiśnia, jaśminowiec, bez, kilka krzaków owocowych (moja dwuletnia córka wyjątkowo upodobała sobie czerwone porzeczki). Ale działka była tak zarośnięta, że były w niej chwasty po pas i słyszałam tylko „Mamo, tam są na pewno kleszcze”. Postanowiłam więc ujarzmić tę przestrzeń i sprawić, by każdy zakątek był przyjazny i nie straszył 😉 Zaczęliśmy od kompostownika – obowiązkowego elementu na każdej działce. Ten, kto nigdy go nie widział, może myśli, że to to samo, co śmietnik. Ale kompostownik ze śmietnikiem niewiele ma wspólnego, wystarczy włożyć do niego rękę, żeby zobaczyć ciepłą, żywą ziemię pełną pożytecznych gąsienic i innych stworów. To miejsce, gdzie składuje się tylko organiczne, czyste odpady roślinne (no i skorupki jajek też). Można śmiało powiedzieć, że to mikrokosmos, najlepsza ziemia, jaką możemy mieć. Ogarnęliśmy więc tę przestrzeń, która przed nami była rozpadającą się górą usypaną na środku działki, otoczoną jakimś gruzem, sztachetami i resztkami plastiku. I choć na początku, kiedy mówiłam, „tu zrobimy sobie miejsce do leżenia”, moi bliscy pomrukiwali z politowaniem „z widokiem na kompost?”, to dziś  siedzimy głównie tu.  Nie chcę w moim ogródku plastikowych pojemników, Pan Inżynier zrobił więc kompostownik z gałęzi leszczyny, które były na działce. Posadziłam tam krzewy i byliny, trochę niskich róż okrywowych i dzwonki. A teraz czekamy. Tylko czas może zrobić resztę 🙂

Mamy też pierwsze warzywa – rzodkiewki ostre jak pieprz, listki sałaty, koper ogrodowy. Czekamy na resztę – na marchew, ogórki, fasolę, groszek cukrowy, botwinę i jeszcze kilka innych. Jesteśmy cierpliwi:) Owocują krzewy czerwonej i czarnej porzeczki, powoli dojrzewa biała porzeczka i agrest. Na drzewach są już malutkie jabłuszka, orzechy włoskie, śliwki i wiśnie.

image

image

image

Największym wyzwaniem było dla mnie miejsce pod orzechem włoskim. Jest ogromny, poprzednia właścicielka działki posadziła go ponad dwadzieścia lat temu, a tego typu drzew nie poleca się sadzić na działkach ze względu na ogromne rozmiary, jakie przybierają. No ale stało się i mamy to dobro. Większość moich działkowych sąsiadów przechodząc obok mówi: „Ściąć, proszę pani, nic pod tym nie urośnie”. Orzech wytwarza specyficzną substancję – juglon, która jest toksyczna dla wielu roślin i bywa stosowana jako herbicyd. Wcześniej pod tym orzechem rósł wyłącznie podagrycznik – chwast, który jest też smakołykiem na niektórych stołach (podobno podawali go nawet w Nomie), dziś rosną tu zasadzone przeze mnie cieniolubne rośliny. Na razie sobie radzą, zobaczymy, jak będzie dalej.

Mamy też zakątek zwany przez nas leśnym. Z wielką jodłą, która spokojnie mogłaby robić za drzewko bożonarodzeniowe pod kolumną Zygmunta. Uprzątnęliśmy trochę (hmn, trochę) chaos, który był w jej otoczeniu i dziś wisi tam hamak, rosną paprocie, bluszcz i inne leśne rośliny. Starałam się zachować część roślin, które już tam były, choć nie są roślinami z katalogu:) W sklepach ogrodniczych właśnie w dziale roślin cieniolubnych spędzam najwięcej czasu. To najbardziej dziko wyglądające ze wszystkich, jakie znam.

image

image

Processed with VSCO with 4 preset
(Działkowe bukiety, coś z niczego)
image
(Róża Gertrude Jekyll z kolekcji róż Davida Austina :))
image
(Moje starsze dziecko zakłada rabatę bylinową)

Jeśli lubicie ogrody angielskie, to z całą pewnością podobają się Wam rabaty bylinowe. Albo różano-bylinowe. Lawendy, kocimiętka, czosnki ozdobne. Założyłam rabatę bylinową. Posadziłam rośliny i czekam na to, co mi powiedzą. Czy lubią mój ogród? Czy powinnam poszukać czegoś innego? Czas pokaże.

I na koniec: jest sezon na róże ogrodowe. Kiedy spaceruję po działkach moich sąsiadów widzę piękne, dorodne egzemplarze, które kipią kwiatami. Więc choć zawsze uważałam róże za kapryśne rośliny podatne na choroby, to postanowiłam też spróbować. Oprócz kilku starych, odziedziczonych krzaczków, będę próbować ze słynnymi różami Davida Austina, który wyhodował najprawdziwsze cuda. Jeśli mi się nie uda, powiem trudno i spróbuję z czymś łatwiejszym 🙂

image

A do jedzenia (na działce i nie tylko) polecam moje sprawdzone ciasto z owocami. Tym razem w wersji z porzeczkami, czereśniami i malinami.

Zobacz przepis

16 komentarzy
Poprzedni
omlet2
Następny
Granola1