Jestem działkowcem. Jak szukałam swojej wymarzonej działki.

image

Mój poprzedni wpis na temat działkowania spotkał się z Waszą żywiołową reakcją. Nie spodziewałam się, że odzew będzie aż tak duży i tak pozytywny. Dostałam też wiele maili na ten temat, więc podzielę się z Wami tym, jak szukałam swojej wymarzonej działki. Od kilku dni jestem szczęśliwą posiadaczką 350 m2 chaszczy, których widok sprawia, że moje serce szybciej bije. Bynajmniej nie z przerażenia, a z radości na myśl o tym, co mogę z tym zrobić. Mam nadzieję, że za rok to miejsce będzie wyglądało o wiele inaczej:)

Właściwie od kiedy sięgam pamięcią, zawsze chciałam mieć kawałek ziemi, na której mogłabym coś uprawiać.Kiedy byłam dzieckiem, moi warszawscy dziadkowie mieli niedużą działkę pracowniczą. Wczesną wiosną chodziłam z nimi do sklepu ogrodniczego przy Placu Szembeka, gdzie staliśmy w długiej kolejce po nasiona. Później, w niewielkim mieszkaniu sialiśmy je do skrzynek, by potem czekać na sadzonki, które rozsadzaliśmy do działkowej ziemi. Kochałam ten czas. Pamiętam zapach mokrej ziemi, „bzyczące” druty wysokiego napięcia nad działkami i atmosferę wyczekiwania. Powoli działka pokrywała się zielenią, by na koniec sezonu kipieć warzywami, zwłaszcza skrzynkami pomidorów. Ile tego było!

Cała rodzina siedziała później nad miskami wypełnionymi pomidorami, z których ciotka robiła przetwory na zimę. Nie minęło kilka tygodni, a półki w piwnicy zapełniały się słoikami, z których korzystaliśmy przez całą zimę.

W dorosłym życiu tęskniłam za tymi beztroskimi chwilami, kiedy biegałam boso wśród kapryśnych piwonii i kłujących krzaków agrestu. Byłam trochę samotnym (a trochę samotnikiem) dzieckiem, potrafiłam pół dnia spędzić na wyścigach ślimaków, oglądaniu żab i analizowaniu mrowiska pod płytą chodnikową, którą pewnego razu mój ojciec podniósł, żebym mogła zobaczyć ten cud.

Dziś myślę, że to smutne, ale wtedy od zabawy z rówieśnikami wolałam pogadanki z działkowcami-emerytami, snującymi przez kilkuletnią dziewczynką swoje opowieści o roślinach i miejskich owadach.

To był mój świat, więc kiedy kończyło się lato i altana na działce była zamykana na koniec sezonu, było mi jakoś żal. Kiedy moi dziadkowie odeszli z tego świata, działka trafiła w inne ręce, a potem na jej terenie wybudowano bloczyska.

image

Przez lata próbowałam namówić moich rodziców, by kupili sobie taką działkę. Chciałam, by moje dzieci miały podobne wspomnienia. Ale moja mama to dziś miejska dziewczyna. Uprawy to tylko w skrzynkach na parapecie – tworzy piękne, ale wyłącznie kwiatowe kompozycje. „Nie chcę działki”, powiedziała, a ja musiałam to zaakceptować. Jednocześnie jakoś nie wyobrażałam sobie siebie w roli działkowca. Działkowcy to przecież emeryci mający dużo czasu. Ale tęsknota rosła we mnie tak długo, aż trochę nieświadomie zaczęłam przeglądać ogłoszenia w internecie. Pytałam też znajomych, miałam nadzieję, że działka jakoś pojawi się sama. Nie pojawiała się.

Nie stać mnie na dom z ogrodem, na ziemię budowlaną pod miastem, na której mogłabym wybudować dom. Zresztą, ja chyba tak naprawdę nie chcę domu. Nie chcę nic wielkiego, co mnie będzie trzymać, stresować. Czegoś, o co będę się musiała nieustannie martwić, kiedy będę chciała wyjechać.

image

I zaczęło się. Najpierw zobaczyłam pierwszą działkę rekreacyjną. Potem kolejne. Jedne były łysymi polanami pomiędzy innymi łysymi polanami oddzielonymi płotem. Potem działka przy wysokim murze. Inna należała do „kolegi kolegi”, który sprzedać chciał działkę „innego kolegi”. Widziałam też działki z samolotami lądującymi prawie nad naszymi głowami. I takie, gdzie za płotem deweloper za chwilę miał zamiar stawiać osiedle. Różne widziałam działki. I choć moja wyobraźnia odsuwała od siebie głos rozsądku, widziałam siebie doprowadzającą każdą ruinę do ogrodu marzeń. Ale byłam dzielna i czekałam.

Pewnego razu znalazłam ogłoszenie. Wysłałam wiadomość. Pani do mnie oddzwoniła. „Opowiem pani o tej działce zanim się spotkamy” – usłyszałam po drugiej stronie słuchawki starszy, miły głos osoby, która opowiadała i słuchała mnie z uwagą. „Na działce jest orzech włoski, są stare jabłonie, jest wiśnia i krzewy owocowe. Miałam też warzywnik. Rosną azalie, właśnie zaczyna kwitnąć magnolia. Muszę jednak uprzedzić panią, że od roku nic na działce nie robiłam, bo nie mam siły. Mam kłopoty z kręgosłupem i nie mam czasu i serca, by się nią zajmować.”

Rozłączyłam się i moja intuicja podpowiadała mi, że jestem blisko celu.

Umówiłyśmy się. Był piękny, wiosenny dzień, tuż przed południem. Za bramą ogródków działkowych spacerowała dzika kaczka, śpiewały ptaki. Pani prowadziła mnie wypielęgnowanymi alejkami opowiadając mi o kolejnych działkach. Zobaczyłam śliczny ogródek z ulami, w którym dwóch starszych panów grało w karty. Widziałam działki z warzywnikami i takie, gdzie były wyłącznie rabaty kwiatowe. Zobaczyłam małe altanki, niektóre zupełnie zrujnowane oraz wielkie, wypasione domki „Nie wiem, proszę pani, czy to jest legalne. Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się” – tłumaczyła moja przewodniczka.

Kiedy skręciłyśmy we właściwą alejkę, prawie zamarłam z wrażenia. To trochę tak, jakby nagle spotkać kogoś po raz pierwszy i czuć, że to miłość życia. Tak trochę bez sensu, bezrozumnie i dziecinnie.

Otworzyła furtkę, weszłyśmy na działkę pokrytą barwinkiem, pośród którego kwitły szafirki i czerwone tulipany. „To jest orzech włoski” – pani wskazała ręką bardzo wysokie drzewo. „Sama je posadziłam dwadzieścia lat temu. To jest stara jabłoń, a to młoda. Tu mam wiśnię, a tam rosną dwie odmiany moreli. Bardzo lubię morele, dlatego tyle ich tu rośnie. Tu jest krzew porzeczkowy, tu truskawki. Kiedyś, dziś niewiele zostało. Słyszała pani o uprawie truskawek w ten sposób?”. Ona mi opowiadała, a ja w pewnym momencie po prostu przestałam słuchać. Wiedziałam już, że chcę, że pragnę tej działki całym sercem. Tylko ta i żadna inna. „Jestem zdecydowana”, powiedziałam. „Ale jak to tak szybko, niech pani pomyśli i prześpi się z tematem”  odpowiedziała właścicielka.

W drodze powrotnej, kiedy odwoziłam starszą panią do domu, opowiadałam jej o tym, jak 12 lat temu postanowiłam skończyć kurs architektury krajobrazu, jak na gliniastej ziemi próbowałam zakładać ogród różany, jak hodowałam jabłonie w pojemnikach na tarasie i jak, ostatecznie, poddałam się, trzymając jedynie zioła i kilka roślin jednorocznych. „Cieszę się, że to w pani ręce trafi ta działka. Choć jest tu naprawdę dużo, dużo pracy” – powiedziała na pożegnanie.

Wróciłam do domu, nie potrafiłam myśleć o niczym innym. „O czym myślisz?” – pytał Pan Inżynier. „Aha, nie odpowiadaj, już wiem”. I tak przez parę dni.

I tak umówiłam się i kupiłam coś, co skradło moje serce. Znajomi, zwłaszcza ci bardziej miejscy i nowocześni, patrzą na mnie trochę z pobłażaniem. A ja w tym poletku porośniętym chaszczami zobaczyłam szczęście.

 

image

I trochę kwestii formalnych dla tych z Was, którzy rozważają pomysł kupienia takiej działki. Kupienia, a właściwie wydzierżawienia, bo zgodnie z prawem, takiej działki nie można posiadać na własność. Ustawa mówi, że należy podpisać ze sprzedającym „Umowę przeniesienia praw do działki”. Podpisuje się ją w trzech egzemplarzach w obecności notariusza, który poświadcza zgodność podpisów. Następnie jeden egzemplarz składa się w zarządzie ROD, w którym taką działkę nabywamy. Dodatkowo składa się wniosek o zatwierdzenie umowy przeniesienia praw do działki. Zarząd ma 2 miesiące na rozpatrzenie go. Zdarza się, że nie wyraża zgody. Ma to miejsce np wtedy, kiedy jesteśmy zameldowani np. 200 km od działki. Procedura trwa zwykle krócej (u mnie trwało to tydzień). Zarząd ROD, w którym zamierzamy mieć działkę wydaje też „Skierowanie na szkolenie dla kandydatów na działkowca”. Takie szkolenie trwa trzy dni po 2h zegarowe. Jest prowadzone przez fachowców, np. pracowników SGGW. Ja miałam przyjemność słuchać np wykładu pana, który pracuje w katedrze sadownictwa i jest autorem kilku odmian jabłoni i gruszy. To ciekawe, praktyczne szkolenie, wiele się można nauczyć. Niektóre z zarządów wymagają ukończenia takiego kursu, inne patrzą na to bardziej pobłażliwie. I tyle 🙂

image

image

image

41 komentarzy
Poprzedni
Processed with VSCO with 4 preset
Następny
Processed with VSCO with 4 preset